Krzysztof Gliszczyński "Geometrica de physiologiam pictura"

23 lutego 2018 - 25 marca 2018
Wystawa czynna: 
od wtorku do niedzieli w godz. 11:00 - 19:00
Wernisaż:
 22 lutego 2018 o godz. 19:30

POZIOM 0

Krzysztof Gliszczyński "Geometrica de physiologiam pictura"
MALARSTWO/OBIEKTY/WIDEO

"Inkrustowane w cielesności: sploty widzenia i ruchu w najnowszych pracach Krzysztofa Gliszczyńskiego"
Bywanie w pracowni u artysty jest wchodzeniem w miejsce szczególne, bo takie, w którym pośrodku rzeczy tworzy się widzenie, coś widzialnego zaczyna widzieć. Pracownia Krzysztofa Gliszczyńskiego – niewielka, na najwyższym piętrze gdańskiego falowca – od lat funkcjonuje jako przestrzeń, w której cyrkuluje malarska materia. Pachnie tam woskiem i terpentyną, a ślady pracy nad wieloma szkicami i obrazami nakładają się na siebie niczym osobliwe, spojone ze sobą warstwy. Pośród tej materii porusza się operatywne ciało artysty, które tkwi w tkance świata podobnie jak dzieła sztuki ustawiane w krąg pod ścianami. W pracowni owo ciało spaja ze sobą świat zewnętrzny i wewnętrzny, pamięć i teraźniejszość, intuicję i świadomość. Gliszczyński uprawia tam rodzaj krzątactwa wokół każdej drobiny materii, która musi znaleźć swoje miejsce na blejtramach lub w „Urnach”. Odkrywa sam siebie na nowo, dokonuje wglądów we własne działania artystyczne i ustawia je pod innym kątem w ramach każdej kolejnej wystawy. Tym razem w ramach pokazu w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie prezentuje też książkę, która „wpuszcza” nas w świat, w którym w samotności pracuje, dając wgląd w niezwykle skomplikowane, wieloetapowe procesy powstawania poszczególnych dzieł. Resztki, odpadki, fragmenty, niedokończone projekty, zarzucone idee – nagle, po latach zostają w kokonie pracowni odnalezione i podjęte na nowo. Tym razem Gliszczyński ujawnia też inspiracje teoretyczne i własne lektury, grając z fragmentem tekstu francuskiego fenomenologa Maurice’a Merleau-Ponty’ego, który dotyczy chiazmatycznego splotu pomiędzy cielesnością a widzialnością.
Bywając w tej pracowni regularnie od lat, wiem i czuję jak dla artysty ważne są oba te aspekty. Jego oko od dawna mieści się na koniuszku palca, a każda cząstka materii malarskiej naznaczona jest energią dotyku dłoni twórcy. Przestrzeń jest ciasna. Można czuć w niej fizyczną bliskość namalowanych lub właśnie malowanych obrazów, które „otulają” artystę w trakcie pracy aurą swojej mocnej i wyrazistej obecności. Jego ciało pozostaje w nieustannej interakcji z nimi, poruszając się w zagęszczonej widzialności i znosząc granicę między czującym i odczuwanym.
Gliszczyński odciska na obrazie znamienny fragment z Merleau-Ponty’ego, a następnie – wydrukowany na transparentnej folii białą czcionką – wywiesza na dachu falowca, w którym mieści się pracownia, nakładając tym gestem tekst na świat widzialny. Wraz z artystą postrzegamy zatem otaczającą rzeczywistość przez filtr słów filozofa, które – falując na wietrze – momentami stają się nieczytelne, nawet dla znających francuski. Merleau-Ponty pisze: „Widzialne i ruchome, ciało moje zalicza się do rzeczy, jest jedną z nich; tkwi w tkance świata i jego spójność jest spójnością rzeczy. Jednakowoż, skoro widzi oraz się porusza, w krąg ustawia rzeczy wokół siebie, one zaś są jakąś jego dobudówką bądź też przedłużeniem, są inkrustowane w jego cielesności, stanowią część jego pełnej definicji i tworzywem świata jest tworzywo ciała. Wszystkie te odwrócenia, antynomie są różnymi sposobami powiedzenia tego, że widzenie daje się uchwycić czy też tworzy się w pośrodku rzeczy, właśnie tam, gdzie coś widzialnego zaczyna widzieć, gdzie staje się widzialnym dla siebie, i – przez widzenie wszechrzeczy – tam, gdzie utrzymuje się, niczym woda macierzysta w krysztale, niepodzielność czującego i odczuwanego.”[1] Gliszczyński, wybierając właśnie ten cytat, wskazuje jak ważny jest dla niego splot cielesnego i widzialnego. Każdy z jego obrazów w świetle tego fragmentu wydaje się tym mocniej inkrustowany w cielesności artysty, który poprzez własne ciało chwyta widzenie. Na filmie, dokumentującym działanie z tekstem na dachu falowca, szalenie ważny staje się aspekt ruchomości liter i wersów, które – w efekcie tej „naturalnej” performatywności – stają się nieczytelne i ulotne niczym widzialność w samym jej nieustannym stawianiu się pośrodku rzeczy.[...]
/Prof. Marta Smolińska/ 


[1] Maurice Merleau-Ponty, Oko i umysł. Szkice o malarstwie, tłum. Stanisław Cichowicz, Gdańsk 1996, s. 22.