Waldemar J. Marszałek. 25,50.

Galeria Zdjęć

Retrospektywna wystawa Waldemara J. Marszałka (ur.16.02.1960 r.), znanego trójmiejskiego malarza, wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, odbędzie się z dwóch okazji, pierwszą jest mijające w tym roku dwudziestopięciolecie pracy, drugą znamienna pięćdziesiąta rocznica urodzin Artysty. W salach nowej siedziby Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie Waldemar Marszałek zaprezentuje ponad 50 prac, głównie obrazów, ale też rysunków, grafik komputerowych i litografii. Artysta ma na swym koncie około trzydziestu wystaw indywidualnych i udział w kilkudziesięciu ekspozycjach zbiorowych w kraju i za granicą, wielu o charakterze konkursowym. Mieszka i pracuje w Gdańsku.

O twórczość Waldemara Marszałka, tak pisze w katalogu wystawy Jan Wołek: "Najprościej byłoby przeczytać wszystkie mądre recenzje dotyczące Waldka twórczości, albo przepytać go, o co mu właściwie chodzi. Rzecz w tym, że malarstwo przedstawiające tłumaczy się samym przez się (na jego szczęście) bez konieczności podpierania krytyką (już „podpierać krytyką” brzmi jak „głaskać siekierą”). Krytyką, która, co tu dużo mówić, jest prostym heterotrofem. Zatem nie będę czytał, a spotkania z artystą traktuję zbyt serio, by miał mi się spowiadać z tego, co robi. Żeby nie było wątpliwości. To, co robi Waldek ogromnie szanuję i obcowanie z jego robotą mnie zaszczyca. Szczęśliwie nie jest do tego potrzebna żadna wiedza. To nie jest żadna „interwencyjna satyra”. Do tego typu malarstwa podchodzi się z nabożeństwem, po cichu i w pojedynkę. Jak do konfesjonału. Bo to jest Waldka spowiedź. To jest jego opowieść o tym, jak widzi bliźnich, tym samym więc jego opowieść o sobie samym. Bez słów, które wobec Waldkowego malarstwa stają się banalnie plastikowe. Przyglądam się tym bizantyjskim postaciom, jakbym oglądał wymarły gatunek, którego jedynym żywym przedstawicielem jest Waldek. Spełniający obowiązek wobec swoich bohaterów. Smutnych, cichych i szlachetnych. Pokornych i pełnych tajemnicy. Właśnie ta tajemnica jest wielką siłą jego obrazów. Tajemnica, z którą się chce obcować, ale nie wolno jej obudzić niestosownymi pytaniami. Trzeba jej pozwolić trwać w przepastnym horyzoncie niedomówienia, własnej interpretacji. Trzeba ją przeżywać, ale nie wyjaśniać. Trzeba z nią współistnieć, ale nie zdradzać. Stać się jej częścią. Jeszcze jednym żyjącym reliktem z tego gatunku o głębokich oczach, pełnych wargach, długich palcach, uchwyconych w trwaniu tak bardzo nieprzystającym do świata, w którym się miotamy. Dlatego nie pytam Waldka, o co mu właściwie chodzi. Może jest tak, że w tej finezyjnej i harmonijnej rzeczywistości, którą tworzy, jest riposta na wszystko na co się artysta nie godzi. Na co nie godzą się niektórzy z nas. Na pośpiech, powierzchowność, nadmiar, brutalność, histerię, szpetotę, głupotę. Ja tego nie wiem. Domyślam się. Domyślam się, przebywając z Marszałkiem. I wynika mi (z ustaleń światopoglądowych), że może tak być. Że postrzegając ułomność tego, co na zewnątrz, tworzy on te byty konkurencyjne. Odtrutkę na banał. I przebywając z Waldkowymi obrazami i z nim samym, czuję to, co wyjątkowe i ważne. Tożsamość. I nie mogę oprzeć się myśli, że to, co on maluje przez lata, to jeden, nieustający autoportret osadzony w świecie takim, jaki ma być, a nie w tym, który jest."