„Kim, do cholery, jest Mirek Śledź?”

Galeria Zdjęć

12 października - 11 listopada 2018
Wystawa czynna: od wtorku do niedzieli w godz. 11:00 - 19:00
Wernisaż: 11 października 2018 o godz. 18:00

WYSTAWA W HOLACH GALERII

Kuratorki wystawy i aranżacja: Natalia Koralewska, Paula Milczarczyk

„Kim, do cholery, jest Mirek Śledź?”
wystawa prac Mirosława Śledzia

„Kim, do cholery, jest Mirek Śledź?” - tym pytaniem otwieramy wystawę, której celem jest ukazanie pęknięcia między tym, co widoczne, a tym, co pozbawione widoku w świecie sztuki. Prezentacją sylwetki Mirosława Śledzia – utalentowanego artysty samouka - chcemy zwrócić uwagę na budzącą niepokój rolę przypadku, który determinuje losy każdego twórcy. Praca wisząca na ścianie galerii pozbawia miejsca innej pracy - by jedno zostało ukazane, drugie musi pozostać w cieniu. Ta pozornie trywialna obserwacja staje się dla nas punktem wyjścia do refleksji nad sytuacją artysty, którego dzieło być może nigdy nie ujrzy w pełni światła dziennego.

Prezentowana w Państwowej Galerii Sztuki retrospekcja może zatem zostać potraktowana jako próba odpowiedzi na fundamentalne pytania, które wystawą „Palindrom”, w tej samej galerii, w 2015 roku, również z udziałem Śledzia, stawiał artysta i kurator Robert Kuśmirowski. Jakie są granice sztuki? Kto o nich decyduje? Co jest uwidaczniane? Co nas omija? A przede wszystkim – co możemy zrobić, by rozciągnąć granice funkcjonującego obecnie systemu? Czy oddolne inicjatywy mają moc sprawczą? Jako niezależne kuratorki, a zarazem inicjatorki tej wystawy, głęboko wierzymy, że tak.

Tytułowym, utrzymanym w tonie irytacji pytaniem, chcemy również zwrócić uwagę na los artysty nieuposażonego w narzędzia, którymi dysponują wykwalifikowani "gracze sztuki". Prezentując twórczość Mirosława Śledzia przedstawiamy bowiem paradoksalną sytuację twórcy, którego artystyczny życiorys obfituje w dziesiątki wystaw prezentowanych we wiodących galeriach w Polsce (m.in. Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku), jak również w instytucjach na całym świecie (od Włoch po Japonię), który pozostaje jednak w cieniu narzuconej mu z góry klasyfikacji artysty „nieprofesjonalnego”. Jak na ironię – mimo dominującej w kręgach instytucjonalnych (wystawy, konkursy, publikacje) afirmacji malarstwa stylizowanego na dzikie, brutalne. Jesteśmy świadkami sytuacji, w której akademicka stylizacja wyparła to, co względem niej pierwotne, a przy tym intuicyjne i autentyczne.

Prezentacja twórczości Mirosława Śledzia to również pytanie o granicę sztuki i życia. To historia artysty-samouka, który od kilkudziesięciu lat maluje jeden obraz dziennie, i dla którego maleńka pracownia w piwnicy jest jednocześnie domem. Otoczony tysiącami obrazów i bibelotów, które wypełniają piwnicę, zawsze z wiernym psem Amadeo u boku, Śledź sprawia wrażenie, jakby wyszedł z filmu o sobie samym. W przeciwieństwie jednak do współczesnych nurtów artystycznych dążących do zamazania granicy między sztuką i życiem, twórczość i los gdyńskiego artysty nie są wynikiem manierystycznej stylizacji. Tu życie u samych podstaw przeplata się ze sztuką i jest to tyleż fascynujące, co tragiczne. Narzucona sobie samemu formuła tworzenia jednego obrazu dziennie związana jest tu bowiem z wewnętrznym imperatywem autora – nieustającą potrzebą tworzenia.

Monumentalny wizualny pamiętnik Śledzia, na który składają się tysiące obrazów, stanowi dokumentację codziennego zmagania się z rzeczywistością: z miłosnymi dramatami, banalnymi sprawami do załatwienia, chorobą czy niemocą twórczą. Śledź nierzadko kpi z rzeczywistości: z polityki, wielkich osobistości i wydarzeń, a najczęściej z samego siebie - zwłaszcza ze swojego statusu artysty. Najdobitniej zaświadczają o tym nowe nurty malarskie, które Śledź powołuje do istnienia na potrzeby swojego malarstwa: geometryzujący rzeczywistość „kwadryzm”, oparty na modelu liczbowym „cyferkizm”, czy czerpiący z tzw. teorii superstrun „strunizm”. Obszerne manifesty, które powstają przy okazji coraz to wymyślniejszych nurtów są jak kpiące wyzwanie, które Śledź rzuca „wielkiej sztuce”*. Podobnie interpretować można trwający od kilku lat proces skrupulatnego numerowania prac („od 1 do nieskończoności”), które przywodzi na myśl ironiczny komentarz do twórczości tzw. artystów przemijania, takich jak Roman Opałka.

Wystawa pod tytułem „Kim, do cholery, jest Mirek Śledź?” to obszerna retrospektywa twórczości artysty. Ponad 130 prac zaprezentowanych na trzech piętrach Państwowej Galerii Sztuki została podzielona na 3 grupy tematyczne. Celem wystawy jest nie tylko zapoznanie odbiorcy z twórczością Mirosława Śledzia, ale przede wszystkim przybliżenie jego wewnętrznego świata. Zaprezentowana w sposób symboliczny na korytarzach galerii sytuuje twórczość artysty zaledwie w przedsionku sztuki głównego nurtu – tam gdzie zawsze odnajdywała swe miejsce twórczość art brut.

*treść manifestów oraz surrealistyczne opowiadania Mirosława Śledzia znaleźć można na stronie: https://mireksledz.blogspot.com/