"Alfred Wiśniewski (1916-2011). Siły orfickie." finisaż wystawy

Fotorelacja z finisażu wystawy "Alfred Wiśniewski (1916-2011). Siły orfickie."

11 grudnia 2016

fot. Andrzej Karolewicz

Ekspozycja czynna od 28 października do 11 grudnia 2016.

ALFRED WIŚNIEWSKI [1916-2011] - SIŁY ORFICKIE

kuratorki Dorota Grubba-Thiede, Agnieszka Zgirska

Prace ze zbiorów: Katarzyny Wiśniewskiej-Kępińskiej Córki Artysty, Marii Wiśniewskiej Wnuczki Artysty, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, Królikarni Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego Oddziału Muzeum Narodowego w Gdańsku

patronat Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku- Kwartalnika Rzeźby Orońsko


Panel pamięci Profesora Alfreda Wiśniewskiego

„ALFRED WIŚNIEWSKI [1916-2011] - SIŁY ORFICKIE” [w setną rocznicę urodzin artysty] w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie

Okazją do zebrania wspomnień o tym wybitnym artyście i pedagogu stał się zorganizowany przez PGS w Sopocie w ramach finisażu wystawy panel dyskusyjny „Pamięci Profesora Alfreda Wiśniewskiego”, poprowadzony przez Katarzynę Wiśniewską-Kępińską córkę rzeźbiarza, wybitną scenografkę. Narracje współtworzyli m.in. uznane artystki: Janina Stefanowicz-Schmidt, Irena Zabrocka, Teresa Klaman, Katarzyna Jóźwiak-Moskal, Dora Hara, Magdalena Schmidt-Góra, Danuta Nagler, Beata Ewa Białecka, Dobrochna Surajewska [córka ceramika Ryszarda Surajewskiego], jak i świetni artyści Stanisław Gierada, Mariusz Białecki, Wojciech Strzelecki [syn Zul i Mariana Strzeleckich], Andrzej Karolewicz, Pavko Krajka, Piotr Bogdanowicz [teoretyk sztuki], czy z młodszego pokolenia Mateusz Michalczyk, Agnieszka Zgirska, jak i grono badaczy sztuki, Bożena Szczypińska – babcia Marii Wiśniewskiej [wnuczki rzeźbiarza], Wojciech Treder [z „Radio Sopocki”], Olga Krzyżyńska, Dorota Grubba, Maria Zgirska oraz Danuta Rucińska: autorka pasjonujących rozmów z rzeźbiarzem- której przejmujące wspomnienia o artyście zamknęły spotkanie. Dorota Białczak pokazała zbiór lingwistycznych ceramik z motywami fragmentów listów - w formie instalacji. Wieloletnia kierownik biblioteki ASP w Gdańsku, Małgorzata Dąbrowska – podkreśliła, że to on jako prorektor od 1954 tą bibliotekę założył. Organizował m.in. pierwsze plenery w Pińczowie, następnie w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku [1972], był członkiem Rady Wyższego Szkolnictwa Artystycznego przy Ministerstwie Kultury i Sztuki, członkiem Komisji Nagród Ministra. Współtworzył tzw. „Grupę pięciu” wraz z Alfredem Zalewskim, Edwardem Sitkiem, Stanisławem Radwańskim i Sławojem Ostrowskim. Wychował wielu znakomitych artystów, są wśród nich Teresa Klaman, Maria Wojtiuk, Henryk Rasmus, Edward Sitek, Bronisław Tusk, Sławoj Ostrowski, Stanisław Szwechowicz, Wojciech Gryniewicz, czy Jan de Weryha-Wysoczański. Od 1953 brał udział w odbudowie Głównego Miasta w Gdańsku. M.in. „zrealizował Pomnik Powstańców Wielkopolskich 1918-1919 w Poznaniu. W 1960 otrzymał Nagrodę im. Francesco Nullo na XXX Biennale w Wenecji”[1].
W doświadczeniu energii płynących z rzeźb Alfreda Wiśniewskiego dotyka powiew wysublimowanego piękna, życie wewnętrzne, sensualizm, wiosna, wyczekiwanie, nasłuchiwanie. Jedna z figur przeżywa katharsis, jest wewnątrz procesu, może jak Orfeusz który zrozumiał co się wydarzyło. Sensualny, muskający spokój, przenikają siły transgresji, zapowiedzi zmian, albo niszczący w skutkach ich brak. Jest tu posmak archaicznych teatrów greckich, aura wtajemniczenia, konstrukcja monodramu. Stajemy wobec tych niezwykłych figur Alfreda Wiśniewskiego sam na sam, relacja nie pozostaje obojętna, wprowadzają nas wewnątrz wielkich, osobliwych, indywidualnych i zarazem archetypowo-uniwersalnych wymiarów przede wszystkim psychicznej egzystencji. Pierwiastek psychologiczny tych postaci (nawet jeśli nie wyposażone zostały przez artystę w głowę), jest bardzo silny. Ciało wskazuje tyleż na obecną od czasów archaicznych formułę idealizowanego aktu, co również na Prawdę - obecną w nagości, nieosłonieniu. Artysta pozostawił nieprzebraną ilość form przestrzennych, ich kontynuacją są rysunkowe notatki. Był w procesie twórczym zanurzony jak w oceanie, iskra myśli translatorskiej, która bodźce zewnętrzne, współczesne pozwalała mu precyzyjnie wyrażać w przestrzennych obiektach, towarzyszyła artyście nieprzerwanie jak muzyka. Świat, który stworzył wypełniają współcześni młodzieńcy konkurujący z archaicznymi Apollinami - Kurosami i dziewczęta – subtelnie przemierzające przestrzeń jak Primavery z fresków pompejańskich, otoczone zielenią, za którymi bezwiednie pragniemy podążać. Są też te siły nieokreślone, gnoza znana z Willi Misteriów, kapłanki przygotowujące dziewczęta do inicjacji, o ciałach wtajemniczonych, manieryzujących, fluktuujących, ciągle nieskończenie pięknych. Za sprawą poetycko muskających przestrzeń dłoni Alfreda Wiśniewskiego (1916-2011), niejako na progu labiryntów państwa podziemnego performatywnie trwa młodzieńcza Eurydyka...   

Pełne uczuć wspomnienia o Alfredzie Wiśniewskim oraz dotyczące talentu jego dzieci wypowiedzieli również Maciej Świeszewski, Zbigniew Buski, a także Maria i Paweł Fietkiewicz, Irena Zabrocka, Joanna Lis, Joanna Torchała, Anna Zelmańska-Lipnicka, Sławomir Lipnicki, Aleksander Miklaszewski, Leszek Pękalski[2]. Twórczość niektórych tym kluczem zasygnalizowana została w przestrzeni wystawy. Artystami kontekstowymi są: Maria Chudoba Wiśniewska [Portret Kasi oraz Macierzyństwo], Michał Wiśniewski, Maria i Paweł Fietkiewiczowie, Janina Stefanowicz-Schmidt [portret Profesora wykonany w 2016 r. specjalnie na wystawę i Niobe z l. 70.], Irena Zabrocka [cykl rysunków Kwiatoumieranie], Małgorzata Jarocka [poetyckie miniatury fotograficzne], Andrzej Karolewicz [scenografia- metafora granicznych momentów w filmie Jak narkotyk Barbary Sass], Leszek Pękalski [dwie przejmujące narracje fotoreportażowe, w pracowni Profesora w 1983 r. oraz w 2011]. Katarzyna Podpora + F.A.T.E. oraz Agnieszka Zgirska są autorami poematów dźwiękowo-wizualnych wspomagających zobowiązujące siły emanujące z prac Alfreda Wiśniewskiego. Aranżację przestrzenną współtworzyli Agnieszka Zgirska, Mateusz Michalczyk i Dorota Grubba.

Pedagogika Alfreda Wiśniewskiego miała nieczęstą u wykładowców rzeźby intensywność. Janina Stefanowicz-Schmidt wspomina, że będąc w pracowni z podopiecznymi, obdarowywał ich swoimi doświadczeniami, wręcz miłością do wielu aspektów kultury. Były to niemal wykłady - bogate, nasycone kontekstami wybitnych dzieł z całej osi czasu...: bezimienny mistrz Damy z Auxer i „protohiperrealista”, który całą żarliwość formy przeniósł na stopy Aurigi Delfickiego, spełniając wymogi idealizującego piękna, narzuconego na całą doniosłą postać o inkrustowanych oczach, i słowa Augustyna, de Montaigne'a, Norwida, etc, etc.[3]. Ujmujące piękno omawianych, przynoszonych studentom w albumach prac, dawało im poczucie uczestnictwa w procesach  wtajemniczenia. Janina Stefanowicz-Schmidt została przez profesora Wiśniewskiego wypatrzona jako talent na rok przed dyplomem w Pracowni S. Horno-Popławskiego. Wspominając lata współpracy, podkreśla, że czuła, że sama się przy tych narracjach profesora Wiśniewskiego rozwija[4]. Niejednokrotnie przejmowała na dość długo obowiązki profesorskie, np. gdy w 1960 r. prezentował swoje fascynując formalnie, delikatnie klasycyzujące i egzystencjalizujące rzeźby na Biennale w Wenecji.  W 1958 r. Horno-Popławski, którego niebywale poetyckie, wykute w kamieniach o intensywnej kolorystyce formy, np. Wspomnienie z Agrigento, czy Palmyra-Zenobia  (pokazane na weneckim biennale w 1962 r.) reprezentowały unikatową dla sztuki polskiej aurę taoizmu, z podziwem pisał o swoim młodszym o 14 lat współtwórcy gdańskiej uczelni artystycznej: „Alfred Wiśniewski […] Reprezentował Polskę na Międzynarodowej Wystawie Rzeźby w Paryżu. [Jego] Twórczość […] to sztuka poważna, dociekliwa, nacechowana dużą kulturą. […] obdarzony krytycyzmem i ambicją, świadomy odpowiedzialności, w swojej twórczości unika łatwizn i mody. Rzeźby swoje ostatnie realizuje w szlachetnych materiałach. Prace Alfreda Wiśniewskiego są wkładem w Kulturę Polską. […] Jest cenionym przez kolegów i młodzież pedagogiem […] zasługuje na tytuł profesora zwyczajnego”[5]. Horno-Popławski, podobnie jak Wiśniewski, postrzegał sens życia w ścisłym kontakcie z rzeźbą. Mimo różnorodnych temperamentów - niepokornych dusz - umieli odnaleźć ten niejako „genetyczny”, łączący ich imperatyw.  Fascynującym pedagogiem był również Antoni Kenar, choć on deklarował złoty środek: zachowanie naturalnych proporcji między rzeźbą – pracą mentalnofizyczną, a wytchnieniem... najlepiej w górach...blisko nieba. Kenar podkreślał: „Szeroka skala przeżywania artystycznego, […]. Żywiołowe przejawy rzeźbiarskiego widzenia i bogaty intelekt Alfreda Wiśniewskiego, są podstawą jak najlepszych osiągnięć”[6].

Oglądając fotografie Alfreda Wiśniewskiego, jeszcze z 2010 r. można sądzić, że bez kłopotu mógłby iść w ślady Oscara Niemeyera czy Franciszka Strynkiewicza, którzy świętowali szumnie swoje setne urodziny, wciąż udzielając wywiadów – w świetnej formie intelektualnej. Profesor Wiśniewski - obdarzony smagłą sylwetką - był niezwykle przystojny i wysportowany, jakby czas nie postępował z nim w sposób dotkliwy.
Natomiast nasłuchiwanie punktu „skoku w przestrzeń” wydawało się coraz bardziej obecne w jego rzeźbach... już od lat 70. XX w. Jest w nich coś przejmującego, podobnie jak w osobistej, pozornie analitycznej autoportretowej fotografii Andrzeja Lachowicza – który siedząc na wózku inwalidzkim wobec pejzażu, ujęty po skosie względem kwadratowego podobrazia, wydaje się „spadać z globu” w otchłań...- już w 1986 r., a przecież odszedł w grudniu 2015 r.[7]. Przejmująco długi był Ich permanentny stan wyostrzonej świadomości „własnego znikania”[8]. Od heroin, kor, kurosów i młodzieńczych androgynów, rzeźbiarz przeprowadza nas w rejony form wpuszczających przestrzeń do wnętrza. Figury wytracają klasyczną pełnię na rzecz migotliwych emocji, niekiedy wręcz transowych, bądź przepełnionych lękiem... Jak zauważa jego córka Katarzyna Wiśniewska-Kępińska - „jakby były wynikiem czystej obserwacji z góry o znamionach medytacji”. Była to wartość medytacji demonstrującej cielesność, o konsonansach z jurodiwymi- „szaleńcami bożymi”[9]. Jest w nich matematyka nadal, bogate nieokiełznane, tańczące kształty po zmierzeniu okazują się osadzone w antycznych ideałach proporcji.
Profesor budował przestrzeń niewidzialnej wspólnoty, w oparciu o osobiście wyodrębnione filary mentalne, które włączał do programu nauczania. Wśród nich byli Giacometti, Brancusi, m.in. notatki o dalekowschodniej filozofii zen. W 1982 r. złożył na ręce rektora uczelni - prof. Franciszka Duszeńki prośbę, by po dekadach dydaktyki mógł z niej zrezygnować - przygotować się do wystaw, na które otrzymał zaproszenia. Pisał: „W szkolnictwie artystycznym pracuję od 1946 r. , w gdańskiej PWSSP od 1953. […] poza pracą pedagogiczną pełniłem w różnych okresach funkcję prorektora, dziekana, kierownika […] Teraz gdy ukończyłem 66 rok życia odczuwam już znużenie i brak mi elastyczności, niezbędnej aby podołać wymogom obecnych czasów. […] Niedużą już resztę życia chciałbym poświęcić wyłącznie własnej Pracy Artystycznej. Ufam że Pan Rektor spełni moją prośbę”[10]. Ten moment uświetniła cyklem fotografii Zofia Rydet, która w 1983 przyjechała w odwiedziny do profesora. Mieszkał on [od 1954 r.] w Sopocie w pięknej, antykizującej Willi Bergera, pierwszej siedzibie uczelni, późniejszej PWSSP. Ich relacje i przestrzeń stały się podmiotem przejmującego fotoreportażu Leszka Pękalskiego, który pochwycił całą aurę wnętrz wypełnionych pięknymi rzeźbami – oraz wnętrz samych Rozmówców - którzy żarliwym wzrokiem patrzyli na siebie.
W ostatniej dekadzie życia profesor przyjmował u siebie grupkę osób, które były zafascynowane nim i jego twórczością

tylko proszę nie deptać kwiatów*

Alfred Wiśniewski żyjący w „tajemniczym ogrodzie” tzw. Willi Bergera, z roku na rok przejawiał coraz większą czułość do natury, zwierząt, owadów, ptaków. Więź nasilała się. Dzięki tym doświadczeniom przeszedł na wegetarianizm. Ptaki, które codziennie karmił, zlatywały się nad jego głową, witały go, wołały, rozpoznawały z daleka. Był również ojcem utalentowanych dzieci. Pierwsza córka – Katarzyna Wiśniewska-Kępińska jest wybitną scenografką teatralną o ogromnym dorobku, nagradzanym za unikatowe, pełne wyrazistości rozwiązania, [dyplom u Magdaleny Abakanowicz w poznańskiej PWSSP][11]. Katarzyna jest owocem miłości Alfreda Wiśniewskiego do Marii Chudoby-Wiśniewskiej, uznanej rzeźbiarki osobnej [dyplom PWSSP w Poznaniu]- dla której tworzenie również było najistotniejszym sensem życia. Jej monumentalne prace, eksponowane są m.in. w parkach w Bydgoszczy, Szczawnicy, a także w Wałbrzyskiej Galerii Rzeźby Plenerowej zainicjowanej w latach 70. XX w. przez Marię Bor, [uczennicę Horno-Popławskiego], która zapraszała artystów m.in. Tadeusza Siekluckiego, Domicelę Bożekowską, Annę Dębską, Barbarę Zbrożynę, Ryszarda Wojciechowskiego, Jerzego Koczewskiego, Stanisława Kulona, Adama Smolanę, Stanisława Szybę, Mieczysława Weltera, Władysława Tumkiewicza, Kazimierza Franciszka Żywuszko.
Mimo, że związek nie przetrwał próby czasu, Katarzyna zajmowała ważne miejsce w życiu Alfreda Wiśniewskiego. W cyklu Bogini Traw, czy marmurowej Ciszy rozpoznajemy rysy jej delikatnej twarzy, budowę ciała przypominającego egipskie tancerki. Córka jest też zafascynowana twórczością ojca, podkreśla, że piękno wynika z jego dotyku, muskania materii, interpretacyjnego skupienia na obserwacji, szczególnie tych osób mu duchowo najbliższych, by przypomnieć cykl głów Artura Nachta-Samborskiego. Mówi „Ojciec umiał pochwycić w portretach to ciepło i emocje, które były przed chwilą”.
Syn Michał Wiśniewski, ze związku rzeźbiarza z Wandą Normand (absolwentką filologii romańskiej UG), studiował na gdańskiej PWSSP m.in. pod okiem prof. Włodzimierza Łajminga, miał także serce do poezji. Był wysoki i postawny. W wyniku jego miłości do Ilony Szczypińskiej urodziła się piękna córka Maria. Jak wspomina Bożena Szczypińska, gdy przyjechała do młodej pary do Szwecji, widziała liczne ujmujące poetyką zapiski Michała, jak ten: „Drzewa biorą ślub z Kwiatami”. Małgorzata Jarocka, wybrała się wiosną 1993 r. do osławionego ogrodu Willi Bergera czyniąc z przestrzeni podmiot cyklu fotografii. Pamięta nieoczekiwaną konfrontację z ogromnym mężczyzną o smutnych oczach, którego poprosiła o możliwość wykonania zdjęć. Odpowiedział spokojnie: „dobrze, tylko proszę nie deptać kwiatów”. Michał Wiśniewski był bywalcem SPATIF-u, to tam Robert Kuśmirowski wypatrzył jego prace przygotowując w 2015 r. dla PGS w Sopocie wystawę PALINDROM. Twórczy niepokój Michała mógł być jedną z przyczyn nadwrażliwości, której symptomy obserwujemy w jego pracach artystycznych oraz w indywidualnych decyzjach. Tym problemom Dominik Lejman poświęcił przejmujący wideofresk Co 40 sekund ktoś skacze z okna...[2011].
Erudycyjne, podszyte niedokonaną sensualnością relacje Alfred Wiśniewski nawiązał z Zofią Tomczyk-Watrak, fascynującą intelektualnie i ujmującą niespotykaną urodą teoretyczką sztuki i teatru, która stała się jego muzą, pozując do Penelopy, Eurydyki, i in.. Wspominała, że jego żarliwy stosunek do sztuki, podsycały „diabelskie ogniki” - wzrok któremu trudno było się oprzeć. Tworzył często w technice gipsu, w tym gipsu narzutowego, gdyż, jak twierdził „woli materiał, który zostawia bezpośredni zapis dialogu”. Wspominała: „Po aktywnym życiu […] przychodzi czas zacisza własnej pracowni i samotnej pracy […]. Pracownię zamieszkują figury siedzące, stojące, głowy i popiersia [...] Cybisa, Nachta-Samborskiego, aktorek Rysiówny i Głowackiej, a także mój własny”[12]

Magdalena Howorus-Czajka wykładowczyni Uniwersytetu Gdańskiego napisała:  „Jestem pod wielkim wrażeniem wystawy. […] wizja sił orfickich przemówiła do mnie otwierając jakby zamknięte drzwi. […] Analizowałam swoje emocje […] klucz leży w świetnie zaaranżowanej wystawie - globalnie i totalnie przemyślanej. Wszystkie zmysły poruszone, a przy tym intymnie i kontemplacyjnie. […] przekraczając próg wystawy Wiśniewskiego przeniosłam się z jasnego korytarza w inną przestrzeń - przyjazną, intymną, przyciemnioną. Prowadzona fantastycznie zaaranżowanym światłem, w rytmie sączących się z rzeźb emocji orfickich, podjęłam podróż pełną dialogu z sobą, z pracami Alfreda Wiśniewskiego i z pracami innych artystów (tu wielką przyjemność sprawiły mi prace Małgosi Jarockiej). Aranżacja przestrzeni - genialna, współpracująca z obiektami i ze światłem. Oświetlenie - genialne. To odwrócenie zwykłego porządku, które widzę w przyciemnieniu części środkowej, a doświetleniu przestrzeni bocznych, przyściennych (tu zaułek z Nachtem-Samborskim jako pokazowe i mistrzowskie prowadzenie widza światłem) było genialnym posunięciem. Drobne formy rzeźbiarskie, przytłaczane zwykle otaczającą je przestrzenią wydobyłyście światłem bocznym uwalniając i czyniąc słyszalną ich własną historię […]. Dalej stał akt męski, który dzięki światłu podejmował rozmowę ze swoim cieniem. Genialna Bella pławiąca się w blasku, który dookreśla tkwiącą w niej treść zmysłowego piękna”[13].

Sam Alfred Wiśniewski podkreślał:
Powierzchnia bryły jest zamknięta płaszczyznami, które otaczając bryłę przeciwstawiają się sobie i wywołują grę światła i cienia , pozwalając odczytywać załamania powierzchni. […]
Trzeba teraz określić bliżej te elementy wizualne bryły rzeźbiarskiej, których uporządkowana gra przyciąga wzrok daje przyjemność oczom. W praktyce rzeźbiarskiej rozróżniamy trzy takie elementy. Są to: profile, walory i drogi prowadzenia światła”[14]

/dr Dorota Grubba-Thiede, ASP w Gdańsku/


[1]      M. Dąbrowska Profesor Alfred Wiśniewski : www.asp.gda.pl

[2]      L. Pękalski jest uznanym fotografem, wykładowcą i autorem książek.

[3]      Wiesława Wierzchowska, Dyżurne winogrona Zeuksisa, [w:] Metamorfoza figury 1945-2000, red. Tamara Książek, Rocznik „Rzeźba Polska” t. X, CRP Orońsko 2001 + wspomnienia Macieja Świeszewskiego.    

[4]      Janina Stefanowicz-Schmidt od 1954 zatrudniona  na gdańskiej uczelni w Pracowni Rzeźby prof. A. Wiśniewskiego, dyplom u prof. S. Horno-Popławskiego w 1955. Od 1990 ma tytuł profesora zwyczajnego. W 1981  stworzyła na Wydziale Rzeźby specjalizację Małe Formy Rzeźbiarskie i Medalierstwo. Do 2003 r. wykształciła wielu wybitnych rzeźbiarzy. Uprawia rzeźbę monumentalną, medalierstwo i m.in. rysunek, skupiony na tematyce sakralnej. Zdobyła wiele nagród, wyróżnień i odznaczeń, brała udział w licznych wystawach w kraju i zagranicą, m. in. FIDEM w Helsinkach i Lizbonie; Biennale Internacionale Dantesca w Ravennie; UNO A ERRE w Arezzo, Montecatini w Wenecji.

[5]      Arch. ASP w Gdańsku: S. Horno-Popławski, recenzja z 5 IX 1958, skan Anna Zelmańska-Lipnicka

[6]      Tamże: A. Kenar, recenzja z 17 VIII 1958

[7]      Andrzej Lachowicz – zrób mi wystawę pośmiertną, kurator Cezary Pieczyński, PGS, Sopot 2016.

[8]      Metafora Witosława Czerwonki „znikam w promieniach słońca”.

[9]      Irina Gavrash: Współcześni jurodiwi, czyli strategie subwersywne […], http://world-art.pl/n,94,komunikat-zarzadu-polskiego-instytutu-studiow-nad-sztuka-swiata-nr-5-20-maj...

[10]    Arch. ASP w Gd.: pismo 2 V 1982

[11]    M.in. Hanna Szczawińska, Uroda freudowskiej komedii_artykuł z 2 VII 1987,, www.encyklopediateatru.pl//artykuly/84096/uroda-freudowskiej-komedii

[12]    Z. Watrak, Wybory i przemilczenia. Od szkoły sopockiej do nowej szkoły gdańskiej , Gdańsk 2001, s.138

[13] . […] Katalog również mi się podoba. Jak mogłoby być inaczej, kiedy genialne zdjęcia Agnieszki Zgirskiej nie tylko dokumentują, ale pieszczą rzeźby. Skład też dobry - czyściutki, nienachalny, dający mówić rzeźbom” za: M. Howorus-Czajka, list z 28 X 2016 : mowa o Alfred Wiśniewski – siły orfickie kat. wyst., teksty: Alfred Wiśniewski, Katarzyna Wiśniewska-Kępińska, Dorota Grubba, Małgorzata Dąbrowska, proj. graf. Miłosz Thiede,  PGS Sopot 2016.

[14]    A. Wiśniewski, fragment wykładu z 1955.


Galeria Zdjęć