Artysta

Zając, Iwona

IWONA ZAJĄC (ur. 2 X 1971 roku)

Urodzona 2 X 1971 r. w Gdańsku. W 1999 roku ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku. Dyplom uzyskała w pracowni malarstwa Mieczysława Olszewskiego i pracowni graficznej Cezarego Paszkowskiego. Od 2000 roku zajmuje się malarstwem ściennym. Od 2002 roku rezydentka Kolonii Artystów (obecnie Młodego Miasta) na terenie Stoczni Gdańskiej. Współpracuje z FTG i GTS (prowadzi warsztaty plastyczne podczas festiwali szekspirowskich) oraz instytucjami społecznymi jako koordynatorka edukacyjnych projektów artystycznych dla młodzieży. Mieszka i pracuje w Gdańsku i Londynie.

 Dorota Karaś  Ewa Majewska  Roma Piotrowska

WYSTAWY:

Wystawy indywidualne:

  • 1999 rok – Gazownia, Sopockie Forum Sztuki Współczesnej w Sopocie
  • 2003 rok – Moja sztuka jest prosta i naiwna , Kolonia Artystów w Gdańsku
  • 2004 rok – Załoga , Instytut Działań Twórczych w Gdańsku
  • 2004 rok – Dorobiłam się, Drugie urodziny Kolonii Artystów, Instytut Działań Twórczych w Gdańsku
  • 2005 rok – Czy tu jest sztuka? , Kolonia Artystów w Gdańsku
  • 2006 rok – Stocznia w Warszawie, Warszawski Aktyw Artystów w Warszawie
  • 2007 rok – Mama , SPACES w Cleveland (USA)
  • 2009 rok – Mama , Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku
  • 4 listopad – 5 grudzień 2010 rok – Idealna , Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie

Udział w wystawach zbiorowych w kraju:

  • 2003 rok – Interpretacje , Państwowa Galeria Sztuki w Gdańsku
  • 2003 rok – Stocznia – spojrzenie z zewnątrz / konfrontacje , Instytut Działań Twórczych, Galeria Mm w Gdańsku
  • 2004 rok – Przestrzeń: Stocznia , Kolonia Artystów, Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku
  • 2005 rok – Absolwent, obchody 60-lecia ASP w Gdańsku, Instytut Sztuki Wyspa w Gdańsku
  • 2006 rok – Postery post_er , 20 Międzynarodowe Biennale Plakatu, Muzeum Plakatu w Wilanowie, w Warszawie
  • 2006 rok – Soft Love , Modelarnia w Gdańsku
  • 2006 rok – Malarstwo Polskie XXI wieku , Narodowa Galeria Sztuki Zachęta w Warszawie
  • 2007 rok – Słodka sztuka, Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku
  • 2007 rok – Sex Shop , Studio BWA we Wrocławiu
  • 2008 rok – Wydział Remontu , Instytut Sztuki Wyspa w Gdańsku
  • 2009 rok – Dzień kobiet awansem , Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku
  • 2010 rok – Tożsamość miejsca, Gdańskie Biennale Sztuki 2010, 4g w Gdańsku
  • 2010 rok – Na korytarzu, Młode Miasto w Gdańsku
  • 4 listopad – 5 grudnia 2010 rok – Idealna , Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie

Udział w wystawach zbiorowych za granicą:

  • 2003 rok – Raigardas/Lietuvos, Druskienniki (Litwa)
  • 2008 rok – 1118 miles , The Town Hall Galleries w Ipswich (Wielka Brytania)
  • 2009 rok – ARTeria In Borough, St. George the Martyr w Londynie (Wielka Brytania)

Murale:

  • 2002 rok – Drzewo życia, drzewo śmierci , Ogólnopolski Festiwal Malarstwa Ściennego, Gdańsk
  • 2003 rok – Ludzie , Ogólnopolski Festiwal Malarstwa Ściennego, Gdańsk
  • 2004 rok – Sitodruki z Załogi (bilbord), Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie
  • 2004 rok – Ludzie w kolorze, w wodzie , Festiwal Street Art Jam, most Śląsko-Dąbrowski w Warszawie
  • 2004 rok – Stocznia, ściana otaczająca Stocznię Gdańską w Gdańsku
  • 2005 rok – Czy tu jest sztuka? , Ogólnopolski Festiwal Malarstwa Ściennego, Gdańsk
  • 2005 rok – Z mojej głowy wyrasta rower , Stocznia Gdańska
  • 2006 rok – Chciałam grać na ludzkich uczuciach… (bilbord), Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie
  • 2006 rok – Rekonstrukcje: na rowerze zawsze latem , Węzeł, Kliniczna w Gdańsku
  • 2007 rok – Wyprane i pozamiatane , Temporary Autonomus Art w Londynie (Wielka Brytania)
  • 2007 rok – Iwona i książe, live mural, Poland St. Undergrand, Vinyl Factory Gallery w Londynie (Wielka Brytania)
  • 2008 rok – Jak zostałam księżniczką, live mural, Instytut Sztuki Wyspa w Gdańsku
  • 2008 rok – Miasto opowieści, Discover, Londyn (Wielka Brytania)
  • 2008 rok – Więzi, Szablon Dżem, Art.Bem w Warszawie
  • 2008 rok – Rodzice na działce, Symbole wolności (bilbord), Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku
  • 2008 rok – Projekt Obelisk, Fundacja Sztuki Arteria w Warszawie
  • 2009 rok – Rodzice w dniu ślubu, Rodzice na działce , dwa bilbordy malowane na żywo w ramach wystawy Mama, Gdańsk
  • 2009 rok – Akcja Mur! Tatusiu, wróć zdrowy do domu, mural na murze stoczni w Gdańsku
  • 2009 rok – On mnie tego nauczył, mural, instalacja, Gra o wolność, A Kuku Sztuka w Gdańsku
  • 2009 rok – Idealnej się nie podoba (bilbord), Cuda Wianki, A Kuku Sztuka w Gdyni
  • 2009 rok – Razem lepiej , Arterie 2009, VII Festiwal Młodej Sztuki, Ślask
  • 2009 rok – Niusia i ja , Kolumbowie w Świętym Jerzym, NCK w Gdańsku
  • 2010 rok – Tęsknię, PC Drama w Gdańsku
  • 2010 rok – Zabawy lalkami. Berek , Galeria Murrr w Warszawie
  • 2010 rok – Kobiety w moim domu , DSR w Warszawie
  • 2010 rok – Salto mortale , V Szablon Dżem, Warszawa
  • 2010 rok – Od kiedy umarłeś moje życie stanęło na głowie, Galeria Kolejowa w Warszawie

Warsztaty, wykłady, prezentacje:

  • 2003 rok – Interpretacje, warsztaty z młodzieżą w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie (zakończone wystawą)
  • 2003 rok – Stocznia – spojrzenie z zewnątrz / konfrontacje, międzynarodowy plener młodych artystów , autorka projektu i organizatorka pleneru
  • 2003-2004 rok – Motylkowe Szpitale , Szpital Specjalistyczny św. Wojciecha, Oddział Leczenia Zeza, warsztaty dla młodzieży zakończone wykonaniem malarstwa ściennego wewnątrz szpitala i przychodni
  • 2004 rok – VII Festiwal Szekspirowski, ogólnopolskie warsztaty plastyczne w Kolonii Artystów dotyczące przestrzeni pozateatralnej (wystawa Teatr Stocznia , Galeria Mm w Gdańsku)
  • 2004 rok – Spojrzenie z zewnątrz / konfrontacje II, autorka projektu i jedna z organizatorów międzynarodowego pleneru młodych artystów w Stoczni Gdańskiej
  • 2005 rok – IX Festiwal Szekspirowski, ogólnopolskie warsztaty plastyczne w Kolonii Artystów, poznawanie techniki sitodruku, tworzenie plakatu teatralnego (wystawa Szekspirodruk ), Gdańsk
  • 2005 rok – Pocztówka ze Stoczni, warsztaty dla dzieci w ramach: Sąsiedzi sąsiadom, Kolonia Artystów w Gdańsku
  • 2006 rok – X Festiwal Szekspirowski, ogólnopolskie warsztaty plastyczne w Kolonii Artystów, poznawanie techniki szablonu (zakończone wykonaniem muralu Szekspir na ulicy w przejściu podziemnym w Gdańsku)
  • 2007 rok – Morze dla Warszawy , organizator i uczestnik warsztatów dla młodzieży (Młoda Załoga) w ramach Bezpośrednika 3, Warszawski Aktyw Artystów w Warszawie
  • 2007 rok – Morze dla Brzeskiej , organizator i uczestnik warsztatów dla dzieci i młodzieży zakończonych malowaniem muralu, w ramach akcji społecznej Brzeska 6A, Galeria Melina Sztuki w Warszawie
  • 2007 rok – XI Festiwal Szekspirowski, ogólnopolskie warsztaty plastyczne w Kolonii Artystów, poznawanie techniki szablonu (zakończone wykonaniem muralu Logo Szekspir w przejściu podziemnym w Gdańsku)
  • 2007 rok – Wykład Iwona Zając i Młoda Załoga , warsztaty plastyczne, poznawanie techniki szablonu, SPACES w Cleveland (USA)
  • 2008 rok – Wschód spotyka wschód , warsztaty plastyczne dla dzieci, Discover, Londyn (Wielka Brytania)
  • 2008 rok – Pokój z widokiem, warsztaty rodzinne, Galeria Arsenał w Białymstoku
  • 2008 rok – XII Festiwal Szekspirowski, ogólnopolskie warsztaty plastyczne w Kolonii Artystów, poznawanie techniki szablonu (zakończone wykonaniem muralu Szekspir z Zającem w przejściu podziemnym w Gdańsku)
  • 2009 rok – Akcja mur! , Teatr w Oknie, Gdańsk
  • 2009 rok – Wykład 1118 Miles, Idealna, Engage East Training Day, The Town Hall Galleries, Ipswich (Wielka Brytania)
  • 2009 rok – XIII Festiwal Szekspirowski, ogólnopolskie warsztaty plastyczne w Kolonii Artystów, poznawanie techniki szablonu (zakończone wykonaniem muralu Szekspir na różowo w przejściu podziemnym w Gdańsku)
  • 2009 rok – Prezentacja Iwona Zając i Młoda Załoga , Konferencja Podaj Dalej , NCK w Gdańsku
  • 2010 rok – XV Festiwal Szekspirowski, ogólnopolskie warsztaty plastyczne w Kolonii Artystów, poznawanie techniki szablonu (zakończone wykonaniem muralu Szekspir 4ever w przejściu podziemnym w Gdańsku)
  • 2010 rok – Idąc za słowem , warsztaty ze studentami Kulturoznawstwa w Uniwersytecie Gdańskim
  • lipiec 2011 rok – Gazownia moja miłość – projekt w ramach „Otwartego Kurortu Kultury”, Sopot

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA:

  • 1993-1996 rok – Stypendium Naukowe Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku
  • 2003 rok – Stypendium Kulturalne Miasta Gdańska na projekt Załoga
  • 2004 rok – Stypendium Kulturalne Miasta Gdańska na druk katalogu Stocznia
  • 2007 rok – Półroczne stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na projekt Cudzoziemka
  • 2007 rok – Artist-in-Resience, SPACES Word Artists Program, Cleveland (USA)
  • 2008 rok – Nominacja, The Sovereign European Art Prize, The Sovereign Art Foundation, Londyn (Wielka Brytania)
  • 2008 rok – Nominacja na Gdańszczanina Roku 2007
  • 2008 rok – Stypendium Kulturalne Miasta Gdańska na druk katalogu Mama
  • 2009 rok – Trójkowy Znak Jakości , przyznany przez Program Trzeci Polskiego Radia
  • 2010 rok – Stypendium Samorządu Województwa Pomorskiego dla twórców kultury
  • 2010 rok – Stypendium Kulturalne Miasta Gdańska na projekt Idealna
  • 2014 rok – (sztuki wizualne), 6-miesięczne Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

DOROTA KARAŚ (22.02.2010; rozmowa z Iwoną Zając):

„Jak chciałam być tresowana”

Kiedy młode dziewczyny robiły mi włosy, makijaż, poczułam, że nasze role się zmieniają. Teraz to one zaczynają o mnie dbać i zajmować się mną. Ubierają mnie i karmią
Wiem, jesteśmy na takiej płaszczyźnie, którą bardzo łatwo obśmiać. W moim środowisku pewnych gazet się nie czyta. „Wysokie Obcasy”, „Elle”, „Viva” nie są branżowe i wstyd się przyznać, że się je kupuje.
Wymyśliłam „Idealną” z kilku powodów. Żeby pokazać, że my, kobiety z różnych pokoleń nie musimy ze sobą rywalizować. Żeby opowiedzieć o mojej nowej roli, kobiety starszej, którą zajmują się młode. Żeby przyznać się do tego, jak fajnie się czujemy gdy ktoś o nas dba. Żeby spełnić marzenie każdej z nas – o byciu piękną, zadbaną, idealną kobietą z okładki. Poprosiłam o pomoc moje byłe uczennice.
Ale najpierw zrobiłam się na nie okropnie zła.

Dziecko i koniec kariery
Dwa lata temu, zanim jeszcze wymyśliłam nazwę „Idealna”, poprosiłam Karolinę Piątkiewicz, jedną z moich dawnych uczennic, żeby mnie ogoliła. Potrzebowałam swoich zdjęć bez włosów, do „Cudzoziemki”, innego mojego projektu. Wcześniej długo się do tego przygotowywałam – ścięłam te włosy, które miałam zafarbowane na blond i zobaczyłam, że w 90 procentach jestem siwa. Karolina goliła mnie w pracowni, a Magda Małyjasiak robiła nam pierwsze zdjęcia do „Idealnej”.
Myślałam wtedy dużo o obrzędowości wśród kobiet, bo zaczęłam w tym czasie projekt „Mama”. Kiedy młode dziewczyny robiły mi włosy, makijaż, poczułam, że pojawiają się nowe dla nas wszystkich relacje. Nasze role się zmieniają. Teraz to one zaczynają o mnie dbać i zajmować się mną, ubierają i karmią.
Jestem od nich kilkanaście lat starsza. Dorastałam w latach 90., w środowisku Totartu, wśród kolegów mojego brata. Byłam tym światem oczarowana i zafascynowana. A jako młodsza siostra miałam w tym świecie bardzo bezpieczną pozycję. Nie „rusza się” młodszej siostry swojego kumpla. Totart był zdominowany przez mężczyzn. Dziewczyny służyły tam w większości przypadków do ozdoby. Co rusz pojawiały się nowe, młodsze „narzeczone”. W szkole non-stop słyszałam, że zaraz urodzę dziecko i moja kariera się skończy. Automatycznie dorastałam w takim przekonaniu, że kobieta jest moją rywalką. I ciągle ta presja, że przyjdą młodsze i cię zastąpią.
Kiedy już ogoliłyśmy włosy, poszłyśmy na zakupy. W tamtym czasie najchętniej chodziłam w moro mojego chłopaka. Żeby stać się „Idealną”, potrzebowałam kosmetyków, ubrań, dodatków.

Kurtka i materac
Kiedy poznałam moje dziewczyny, były jeszcze dziećmi. Zaraz po dyplomie w ASP zaczęłam pracę w Integracyjnym Klubie Winda. Miałam grupę, w której najmłodszy uczestnik miał 12 lat, a najstarszy – 26.
Spędzałam z nimi dużo czasu, wymyślałam nowe, pracochłonne projekty, które wymagały od nich ogromnego zaangażowania. Przez rok malowali ze mną szpital na Zaspie, pomagali przy muralesach w Stoczni Gdańskiej, mieli swoją wystawę w PGS w Sopocie. Ciągałam ich po galeriach, dla starszych wprowadziłam zajęcia z rysunku z modelem, na którego się zrzuciliśmy. Mam dużo znajomych wśród punków i anarchistów, więc za każdym razem pozował nam ktoś inny.
To, co bardzo ich angażowało, jeszcze bardziej pochłaniało mnie. Żeby przygotować wystawę moich uczniów w PGS w Sopocie, przeprowadziłam się do domu kultury. Zaczęło się od tego, że pierwszą noc spałam pod swoją kurtką, a skończyło na tym, że miałam tam śpiwór, materac i szafkę. Dziewczyny przynosiły mi coś do zjedzenia.

Szczoteczka do brwi
Pierwszym sklepem, do którego poszłyśmy razem na zakupy, była perfumeria przy dworcu w Gdańsku. Nie pytaj mnie, jak się nazywa, nie pamiętam, ta przy empiku. Wybierałyśmy podkład, coś do retuszowania pod oczy i takie trójkolorowe na powieki. Tuszu do rzęs nie musiałam kupować, to był jedyny kosmetyk, który miałam w domu. Karolka Piątkiewicz kazała mi wziąć jeszcze taką szczoteczkę do brwi i przyniosła swoją hennę. A Ola Fijałkowska oddała swoje zniżki w Yves Rocher. W „Idealnej” dziewczyny mają uczyć mnie swoich umiejętności, ale również pokazywać część rzeczy, które zdobyły swoją pracą.
Potem poszłyśmy kupić chustę, dziewczyny nauczyły mnie jak z niej zrobić turban. Na początku wstydziłam się chodzić łysa, musiałam się do tego przyzwyczaić. Do tego mój ojciec był przed poważną operacją, nie chciałam go szokować.
Nauczyły mnie, gdzie są jakie sklepy w Galerii Bałtyckiej. Wcześniej tam nie chodziłam. Teraz, jak mam sobie kupić coś do ubrania, podchodzę do tego jak do zadania. W zeszłym roku spędziłam w galerii trzy godziny, przeszłam wszystkie piętra, najpierw wybierając i przymierzając rzeczy, a potem kupując: spodnie, kurtkę zimową, porządne kozaki, chustę i rękawiczki. Efekt był taki, że gdy zobaczył mnie mój tata, westchnął – Jak ty porządnie wyglądasz.

Zostawiam to
Najbardziej mnie dobijało, kiedy musiałam dzwonić do rodziców i prosić, żeby rodzice zapłacili za zajęcia w Windzie. To była najgorsza rzecz. Jeśli nie zebrałam pieniędzy, dom kultury nie wypłacał mi mojej pensji.
Po pięciu latach zajęć dość dobrze już zarabiałam. Miałam prywatne lekcje, przychodzili do mnie młodzi ludzie do pracowni w Stoczni Gdańskiej. Ale praca z młodzieżą wymaga niesamowitej czujności. Poczułam, że jeśli dalej będę to ciągnęła, przestanę czuć emocje. Zdecydowałam, że zostawiam. Chcę robić swoje projekty i pracować tylko z tymi, których nie trzeba ciągnąć ani namawiać.
Sześć lat temu wyjechałam do Anglii. Część dziewczyn była ze mną bardzo blisko przez cały ten czas. Oszczędzały pieniądze, żeby do mnie zadzwonić, albo spotykały się w domu, gdzie był aparat głośnomówiący, ja dzwoniłam i nawijałyśmy. Inne odezwały się po kilku latach przerwy. Okazało się, że jestem w ich życiu mocno zapisana. One w moim też.

Bucik i wstążeczka
Murale „Morze dla Warszawy” malowałyśmy już na nowych zasadach. Trzy lata temu pojechaliśmy do Warszawy całą ekipą, już pod szyldem Iwona Zając i Młoda Załoga. Dziewięć dziewcząt i jeden chłopak, Radek Janiec. Spaliśmy wszyscy razem w nieistniejącej już dziś galerii. Dwie otwarte sale, łazienka i kuchnia. Wytłumaczyłam dziewczynom, że pracujemy wspólnie i wymagam od nich dojrzałości.
Ten projekt dużo mnie kosztował. Przygotowałam go w Londynie, pracując w kawiarni. Zostawałam po godzinach, bo w domu nie miałam Internetu, a w pracy był komputer, telefon i faks. Siedziałam tam czasami do rana i otwierałam kawiarnię w piżamie, ale załatwiłam dla „Morza” patronaty, media o nas w Warszawie trąbiły.
Dziewczynom od tego trochę woda sodowa do głowy uderzyła. Do tego mieszkaliśmy na kupie, więc pojawiły się niesnaski. Wiadomo, rano jedna dłużej włosy sobie robi i już jest afera.
Rozzłościły mnie, ale jednocześnie byłam pod wrażeniem, ile czasu im zajmuje robienie rzęs, makijaż, jak się tym bawią. Fascynował mnie ich wdzięk, świeżość i pomysły. Tu bucik, tam wstążeczka i kolczyki. No rewelacja.
Ale wkurzyły mnie, a ja nie chciałam tych emocji. Stwierdziłam, że teraz to one mają się zająć mną. W trakcie „Idealnej” nauczyły mnie makijażu, dobierania kolorów. Karolina Szambelan zrobiła dla mnie przepiękną torbę, Emilka Garska czapkę i biżuterię. Z Anią Haśkiewicz razem ćwiczyłyśmy, Ola Polańska nakładała mi maseczki, Ewa Sobczak przygotowała specjalną dietę, a Ola Fijałkowska dbała o moje włosy. Ania Leszkiewicz zaprojektowała mi strój, a Dorota Arszyńska – katalog, który był jej pracą dyplomową na studiach graficznych w Dublinie. Powstało coś niepowtarzalnego, ale bez patosu.

Żadnych brązów
W streetarcie dziewczyny często służą tylko do dekoracji. Załogi najczęściej złożone są z chłopaków, a laski stoją z odkrytymi brzuszkami i robią za parawan. Wykorzystujemy to i kiedy wychodzimy razem malować na murach, to się odpitalamy. Łatwo pójść takim kodem, że dziewczyny wyglądają jak dzidzie, w makijażu, z kolczykami i bransoletkami. One w tych strojach targają farby i spędzają na murach wiele godzin. Chłopcy wcześniej od nich odpadają, bo muszą browara obalić.
Libera zrobił pracę „Jak tresuje się dziewczynki”, o ćwiczeniu ról związanych z płcią. W „Idealnej” też jestem tresowana, ale na zupełnie innych zasadach, bardzo ciepłych i kobiecych.
Mój wygląd się zmienia, zauważają to znajomi. Projekt wciąż trwa. Zakończy się wiosną przyszłego roku, do tego czasu chcę wydać jeszcze kolorowy poradnik jak stać się kobietą „idealną” i zrobić animację ze zdjęć Mady Małyjasiak – będzie przedstawiała moją pełną przemianę.
Nauczyłam się dzięki „Idealnej” jeszcze czegoś – nigdy więcej nie włożę na siebie żadnych brązów!

Młoda Załoga
Tworzy ją grupa młodych ludzi, którzy chodzili na zajęcia z Iwoną Zając w Integracyjnym Klubie Winda i uczestniczyli w jej projektach. Spotykają się w pracowni artystki na terenie Stoczni Gdańskiej. Należą do niej m.in.: Dorota Arszyńska, Ola Fijałkowska, Emila Garska, Ania Haśkiewicz, Ania Leszkiewicz, Magdalena Małyjasiak, Karolina Piątkiewicz, Ola Polańska, Ewa Sobczak i Karolina Szambelan.

Artykuł opublikowany w Trójmiejskim Magazynie Kulturalnym „Sztorm”: http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,104807,7601505,Jak_chcialam_byc_tresowana.html?as=2

Źródło: Idealna - Iwona Zając [4 listopada – 5 grudnia 2010, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie]. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2010. ISBN 978-83-61270-17-1. s. 42-43.

„Znowu zajrzałam do książki i przeczytałam o tym, jak Chloe obserwuje Olivię, kiedy ta odstawia słój na półkę i mówi, że pora wracać do domu, do dzieci. Toż to widok, jakiego od początku świata nikt jeszcze nie widział na oczy, wykrzyknęłam! I zaczęłam mu się przyglądać z największym zaciekawieniem. Bo chciałam się dowiedzieć, w jaki sposób Mary Carmichale będzie próbowała uchwycić owe nigdy nie odnotowane gesty, a także nie wypowiedziane, albo nie do końca wypowiedziane słowa, które pojawiają się migotliwe jak cień ćmy na suficie, z chwilą, gdy kobiety zostają same, nie oświetlone barwnym i kapryśnym światłem męskiego widzenia.”

/V. Woolf, „Własny pokój”, Warszawa 2002, s.105/

EWA MAJEWSKA (25.05.2009 r.):

„Łzy, kwiaty, piasek, twarze
O pracach Iwony Zając”

Po przeczytaniu „Obcego” Alberta Camus miałam w głowie kilka słów: piasek, słońce, gorąco, nóż. Spotkanie z tegoroczną odsłoną projektów Iwony Zając niesie zupełnie inny słownik, również precyzyjny, niemniej pochodzący jakby z innej planety. Łzy, kwiaty, piasek, twarze. Chyba pierwsze przychodzą łzy, nie tylko dlatego, że Iwona Zając akurat maluje je na swoich najnowszych pracach, ale dlatego, że jej strategia artystycznego przepracowania kobiecości, więzi matki i córki, więzi nauczycielki i uczennic, kobiecego „ja” i kobiecego, poddanego reżimowi kulturowo uznanego piękna ciała jest niezmiernie wzruszająca.

Skądinąd, lęk przed starannym spakowaniem relacji między kobietami w zgrabne pudełko ściśle przedstawiającej narracji będzie mi tu nieustannie towarzyszył, podobnie jak ryzyko „kiczowatej” dosłowności. Pisanie o artystce, którą nie tylko darzę sympatią, ale również znam osobiście, więcej – z którą pozostaję w relacji kobiecej przyjaźni, niewątpliwie ryzykuje stoczenie się w banał, choć w oczywisty sposób dotyczy spraw intymnych i ważnych.

W 2003 roku Iwona Zając przekornie zatytułowała swoją wystawę „Moja sztuka jest prosta i naiwna”[1] . Od tego czasu temat naiwności, prostoty i emocji nieustannie powraca w jej pracach, widzimy go na muralesie „Stocznia”, gdzie umieściła własne, nagie ciało wśród dźwigów Stoczni Gdańskiej i wypowiedzi jej pracowników, na wystawie po projekcie „Konfrontacje” w 2004 roku, gdzie pokazała pejzaże inspirowane naiwnym malarstwem artystów-amatorów rekrutujących się spośród stoczniowców, w pracach „Chciałam grać na ludzkich uczuciach, a maluję ludzkie sny” malowanych między innymi na ścianach okupowanego akurat klubu „LeMadame” w Warszawie z 2006 roku. Inaczej jednak, niż na przykład w cyklu Katarzyny Kozyry „W sztuce marzenia stają się rzeczywistością”, tu mamy do czynienia nie tyle z praktyczną realizacją marzeń, co raczej z próbą przetworzenia świata pragnień artystki. Projekt „Idealna” (piękne zdjęcia Magdaleny Małyjasiak) polega na wcieleniu przez artystkę jej własnego (albo może kulturowo skonstruowanego?) marzenia o byciu piękną, zadbaną kobietą – „idealną” z okładek kolorowych czasopism. Pomagające jej w tym przedsięwzięciu byłe uczennice, dziś samodzielne artystki, fotografki i studentki, to kolejne pokolenie kobiet, kolejna relacja artystki z kobiecością, tym razem wolną od macierzyńskiej więzi, ale mimo to czułą i zwrotną. Powolnemu przeistoczeniu się Iwony Zając w „idealną” towarzyszy fotografka, poza tym powolnie realizując kulturowy ideał kobiecości Iwona Zając korzysta z pomocy i wsparcia swoich byłych uczennic, które tu stają się jej nauczycielkami – pomagają dobierać kolory, robić makijaż, tworzyć fryzury. Przeistaczająca się przy ich pomocy artystka może spojrzeć na swoje ciało z dystansem, zauważyć, że staje się ono „ciałem czterdziestoletniej kobiety”[2] , odnieść się do niego z czułością i troską, ale także poddać je dyscyplinie i kontroli. W tym napięciu między intymnością i serdecznością odniesienia do samej siebie a wymogami i normami społeczno-kulturowego wzorca artystka odkrywa wstyd, nagle czuje potrzebę zakrycia i zasłonięcia własnego ciała, odkrywa proces starzenia. (…)

Miałam szczęście oglądać pracę nad niektórymi projektami Iwony pozornie schodzącymi do residuum kiczu, tworzonymi w poczuciu zagrożenia przejściem na tę nie przepracowaną, nie obrobioną stronę bezpośredniego kontaktu. Widziałam, jak pracowała nad muralesem „Stocznia”, patrzyłam, jak ustawia sztalugi, by malować pejzaże, równie naiwne, jak malarstwo uczęszczających na kółko plastyczne stoczniowców. Słyszałam, jak zastanawia się nad granicami możliwej do przedstawienia naiwności, nad prymitywnym gestem wyciągnięcia sztalugi i malowania pejzażu… Wielokrotnie rozmawiałyśmy o „Mamie”, o „Cudzoziemce” i o „Idealnej”, o próbie stania się „idealną”, pierwszych podejściach do realizacji tych prac. Etykieta kiczu odsłania się w kontekście projektów Iwony Zając jako jeden ze sposobów maskowania emocji, nakładania psychologicznego kagańca nie dopuszczającego na zbliżenie do własnych przeżyć i wspomnień. Etykieta kiczu.. tak łatwa do wykorzystania wobec projektu nasyconego emocjami, jak etykieta „kontrowersyjnej pracy” wobec projektu dotykającego społecznego tabu. To, co przy pierwszym oglądzie jawi się jako kicz może się w związku z tym okazać swoistą puszką Pandory najbardziej osobistych doznań, pudełkiem nie spełnionych marzeń i nie zaspokojonych pragnień, bliskością , w odniesieniu do której nie istnieją kulturowe kody albo są tak skomplikowane, że spotkanie kryjących się za nimi przeżyć czy wspomnień okazuje się niemożliwe. Od razu przychodzi mi na myśl zaproponowana przez Zygmunta Freuda cezura między męskim i kobiecym przeżywaniem histerii, w myśl której należałoby w ogóle zrezygnować z mówienia o histerii w odniesieniu do mężczyzn, których przeżycia mają o wiele więcej „subiektywnych oznak cierpienia”, niż dzieje się to w przypadku kobiet[3] . Rewidując opinię ojca psychoanalizy warto zbliżyć się do szerszego kontekstu żmudnego kształtowania kobiecej tożsamości i samoświadomości w męsko-zorientowanej kulturze. Jest ona nie tylko, jak już podkreślałam, patriarchalna, ale również zbudowana wokół rynkowej wymiany towarów, w tym – ciał kobiet. W tej wymianie, przyspieszonej i spotęgowanej dynamicznym rozwojem kapitalizmu, pojawia się cały szereg zjawisk dotyczących ciał kobiet, szereg zaburzeń i chorób dotyczących ich w znacznie większym stopniu, niż mężczyzn. Chodzi mi zwłaszcza o zaburzenia odżywiania, anoreksję, bulimię i otyłość, analizowane przez szereg feministycznych badaczek, z Susan Bordo na czele[4] . Autorka ta podkreśla, że ciało to nie tylko „tekst kultury”, ale także „praktyczne, bezpośrednie miejsce kontroli”[5] . Oglądając prace Iwony Zając, a zwłaszcza „Idealną”, możemy zbliżyć się do tej kontroli, jednak w sposób przynajmniej pozornie wolny od kontekstu autodestrukcyjnego. Widzimy artystkę, która – pogodzona z samotnością, przemijaniem i odchodzeniem pracuje nad swoim ciałem, i stara się czynić to z miłością. Ciało staje się miejscem, jeśli można tak powiedzieć, „kontroli kontrolowanej”, dyscypliny zapośredniczonej w przyjaźni, wymianie, uczeniu się i pracy, która ma ostatecznie doprowadzić do doskonałości. Tu również poruszamy się po bardzo śliskiej granicy – między rozpoznaniem i uznaniem kulturowej normy kobiecości z jednej strony i dążeniem do piękna z drugiej. Praca artystki nad „Idealną”, a szczególnie zdjęcia pokazujące ją w chwilach zawstydzenia, odsłania problem ciała, niemniej – czyni to w możliwie delikatny sposób, nie eksploruje skutków uchwyconego na zdjęciu zawstydzenia, nie przynosi wiedzy o skutkach uwewnętrznionej krytyki. Susan Bordo zauważa, że anoreksja jest kolejną, po histerii i agorafobii, cywilizacyjną (czy raczej: zdeterminowaną przez kulturę) chorobą kobiet wskazującą na niemożliwość pełnego dostosowania się do kulturowego wzorca. Zniewolenie kobiet w rodzinie, którego granice odsłaniają badania histerii, skierowanie kobiet na powrót do roli gospodyni domowej w latach 50., którego skutkiem okazała się agorafobia – to zdaniem Bordo wcześniejsze formy „uwikłania w tożsamość” kobiet. Dziś, w dobie masowej reprodukcji obrazów wyidealizowanego ciała, kobiety stają się ofiarą kontroli procesu odżywiania, której najbardziej drastyczną postacią stała się anoreksja, dla 3-5% chorych kończy się ona śmiercią. Iwona Zając nie konfrontuje nas z wizerunkiem anorektyczek, jej wyprawa do krainy kobiecego piękna ma inny, nieco bardziej dziewczyński i awanturniczy wymiar. Artystka w jakimś sensie „podkrada” fragmenty ideału, przechwytuje je w formie zabawy z uczennicami, zabawy, której istotnym elementem jest odwrócenie ról. W tym wykradaniu ideałowi tego, co piękne, jest sporo śmiechu i przyjemności, niemniej – pojawiają się również zakłócenia, pojawia się odsłanianie starzejącego się ciała, wstyd, zakłopotanie w obliczu niedopasowania, którego – czego nie widać na zdjęciach – doświadczają również uczennice artystki. Niemniej – w sytuacji grupowego „zakradania się do residuum piękna” jest, jak dotąd wystarczająco dużo kobiecej solidarności, dziecięcej frajdy i miłości, by rozładować ryzyko cywilizacyjnej choroby, odroczyć lub wręcz zażegnać zagrożenie. Niczym w antykapitalistycznych utopiach Fouriera, sytuacjonistów czy Marcusego, jako odpowiedź na mechaniczne realizowanie normy pojawia się międzyludzka – tu zdecydowanie dziewczyńska – solidarność, radość z wspólnego kontemplowania i ozdabiania własnego ciała staje się potencjalnym remedium na ryzyko uwikłania w patologiczną samokontrolę. Ten element pracy Iwony Zając, jej tendencja do wciągania młodzieży we własne działania, obecność uczennic i uczniów na jej wernisażach, już nie roli adeptek ale pełnoprawnych uczestników stanowi kolejną formę wyjścia poza strategię konkurencji i kontroli, z którą artystka musiała się konfrontować w młodości. I tu dochodzimy do kolejnego, ostatniego słowa z mojego stworzonego na użytek tego tekstu słownika. Piasek.

Tak, rzecz dzieje się nad morzem, piasek, wiatr, stoczniowe żurawie i robotnicze kombinezony towarzyszą nam nie tylko na tej wystawie, ale również obecne były we wcześniejszych projektach Iwony Zając. Tu skonfrontowane zostają z rodzinną, intymną, cielesną historią artystki, i dopiero po rozpoznaniu tego otoczenia, stanowiącego zarazem jeden z fundamentów jej pracy, możemy faktycznie mieć wrażenie spotkania z artystką. Pracując na terenie stoczni, postrzegając ją jako dziś osamotnione, a kiedyś – tętniące życiem miejsce produkcji przemysłowej, ale również produkcji symbolicznej – historii prób demokratyzacji pracy i władzy, artystka ma pełną świadomość złożoności swojej więzi z tym miejscem.

W muralesie stoczniowym pojawiły się zebrane przez nią wypowiedzi stoczniowców, w projektach „Mama” oraz „Idealna” głos zabierają jej rodzice i uczennice, niemniej – miejsce, w którym takie spotkanie jest możliwe, to przestrzeń Stoczni, w której już wcześniej miały miejsce nietypowe spotkania, nieprzewidziane akty komunikacji działania o znaczeniu historycznym i ponadlokalnym. Ta specyficznie wykorzystana przez Iwonę Zając „magia Stoczni”, wynikająca z jej melancholijnego dziś opuszczenia, szarości i monumentalności zarazem wzmacnia poczucie możliwości przekroczenia granic, dokonywania działań, które mogą wydawać się ryzykowne i nienormatywne. Subwersywny potencjał Stoczni eksploruje dziś szereg artystek i artystów, z Galerią „Wyspa” na czele, niemniej w przypadku Iwony Zając ta specyficzna symbioza młodej kobiety z wielkim, częściowo już porzuconym terenem zakładu przemysłowego ma bardzo szczególny, intymny charakter. Żądania stawiane sobie przez tą artystkę w projektach „Mama” oraz „Idealna” wydają się kompletnie nierealne. Spotkanie i zbliżenie z własną matką? Przełamanie wstydu wobec własnego, starzejącego się ciała? Wywrócenie z założenia hierarchicznej relacji „nauczycielka-uczennica”? Rezygnacja z paradygmatu konkurencji na rzecz serdecznej i szczerej przyjaźni i współpracy? Wymknięcie się reżimowi rynkowej produkcji, lansu i autokreacji na użytek mediów? Wydaje się, że to klasyczne przykłady „żądania niemożliwego”. Towarzyszący każdej sztuce ulicy piasek, w Gdańsku unoszony przez nietypowo silny wiatr znad morza, wiatr zmiany, jak (dość tandetnie zresztą) śpiewał niegdyś niemiecki zespół, jest dla projektu Iwony Zając tylko i aż tłem. Przypomina inny slogan kontestacji lat 60.: „pod brukiem jest plaża”. Myślę, że warto zaryzykować i sprawdzić, jak bardzo wiele w niej piękna.

Tekst jest przedrukiem ze strony Obiegu http://www.obieg.pl/teksty/11201

Źródło: Idealna - Iwona Zając [4 listopada – 5 grudnia 2010, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie]. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2010. ISBN 978-83-61270-17-1. s. 3-5.

[1] I. Zając „Moja sztuka jest prosta i naiwna”, wystawa w Kolonii Artystów, Gdańsk, 2003.
[2] Wypowiedź niepublikowana artystki.
[3] Zob. Z. Freud, „Poza zasadą przyjemności”, Warszawa 1997, s. 11.
[4] Zob. S. Bordo, „Unbearable Weight”, Berkeley, 1993.
[5] Tamże, s. 165.

ROMA PIOTROWSKA:

„Nikt nie rodzi się kobietą, lecz się nią staje[1]
O projekcie Iwony Zając Idealna”

Iwona Zając skończyła malarstwo na gdańskiej ASP, ale jej twórczość wyszła daleko poza jej granice. W pewnym momencie z płótna przerzuciła się na mury, aby nie robić sztuki „do szuflady”. Wychodzi zatem z tymi swoimi wielkimi realizacjami do ludzi i na dodatek angażuje do tego zastęp dziewczyn, tzw. „Młodą Załogę”. Nie zapomnę dnia, w którym je poznałam w 2005 roku, gdy Iwona z „dziewczynkami” jak je sama nazywa, przygotowywała mural na ścianie Instytutu Sztuki Wyspa na terenie stoczni w Gdańsku. Zazdrościłem im wówczas tej wspólnoty, tego że tworzą coś razem, są zgrane i pełne energii. Artystka zaczęła pracować z młodzieżą tuż po dyplomie, gdy dostała etat jako nauczycielka plastyki w Domu Kultury. Wprawdzie po trzech miesiącach pracę rzuciła, ale kontynuowała swoją działalność jako niezależny instruktor. Prowadziła zajęcia plastyczne dla dzieci i młodzieży, a pozytywna energia płynąca od młodzieży skłoniła ją, by prowadzić świetlicę środowiskową. Po pięciu latach zamknęła jednak i ten rozdział. Nie chciała popaść w rutynę. Później dziewczyny przychodziły do jej pracowni w stoczni, i tak powstała „Młoda Załoga”. W końcu projekty z „dziewczynkami” stały się częścią jej własnej twórczości. Iwona poznała dziewczyny, gdy te były jeszcze dziećmi. Przez lata razem pracowały, ale także pomagały sobie nawzajem w sprawach prywatnych. Dziewczyny dorosły, każda musiała pójść własną drogą. Zwieńczeniem pracy z młodzieżą jest performatywny projekt „Idealna”, w którym jej byłe podopieczne próbują uczynić z niej „idealną” kobietę. Każda z nich dzięki temu projektowi mogła pokazać Iwonie to, w czym jest na prawdę dobra.

Iwona jest typem chłopczycy, nie maluje się, ma krótkie paznokcie, żyje na „kocią łapę”, nie ma i nie chce mieć dzieci, mieszka na squacie. Przez jakiś czas nie farbowała swoich siwych już włosów, w końcu ogoliła głowę, aby zobaczyć siebie bez zakłóceń, idealnie czystą. Po tym jak zgoliła włosy, okazało się, że potrzeba bycia „ładną” gdzieś tam jednak głęboko w niej siedzi i tak zrodził się projekt „Idealna”. Ale skąd wzięła się w niej owa potrzeba upiększenia się? W pytaniu tym, wydaje mi się, tkwi sedno tej pracy, traktującej o narzucanych przez społeczeństwo i kulturę wzorcach zachowań kształtujących kobiecą tożsamość, o dziedziczeniu ich z matki na córkę, z pokolenia na pokolenie. Kluczowe znaczenie w tym projekcie ma także aspekt emocjonalny, siostrzeństwo, związek między kobietami, nauczycielką i uczennicami. „Idealna” jest zatem również historią prawdziwej przyjaźni pomiędzy kobietami z dwóch różnych pokoleń. Praca traktuje jednocześnie, jak chce Ewa Majewska, o spełnianiu marzenia, (być może kulturowo skonstruowanego) o byciu piękną jak z okładek kolorowych magazynów[2] .

Działając w ramach tego projektu „Młoda Załoga” zaopiekowała się Iwoną, malując ją, ubierając, przekazując swoje umiejętności. Przedsięwzięcie trwało kilkanaście miesięcy i składało się z wielu komponentów, w tym także elementów per formatywnych. Artystka na przestrzeni miesięcy stopniowo upodabniała swoje ciało do obecnie panującego kanonu piękna pod okiem swoich młodszych instruktorek. Pomysł przypomina znane nam z programów telewizyjnych lub kontrolowanych magazynów tzw. „totalne przemiany”, gdzie brzydkie kaczątko staje się łabędziem. Tutaj jednak przemiana nie jest radykalna i potraktowana została z przymrużeniem oka. Całość jest bardzo efektowna, ze świetnie dopracowaną stroną wizualną, transformacja bowiem była fotografowana przez Magdę Małyjasiak. Zdjęcia robią niesamowite wrażenie, nadając całemu projektowi lekko kiczowato-popowy charakter. Karolina Szambelan zrobiła dla artystki torbę, Emilka Garska czapkę i biżuterię. Z Ani Haśkiewicz ćwiczyły aerobik, Ola Polańska nakładała jej maseczki, Ewa Sobczak przygotowała specjalną dietę, a Ola Fijałkowska dbała o włosy. Ania Leszkiewicz natomiast zaproponowała nowy strój, a Karolina Piątkiewicz uczy Iwonę trudnej szkoły makijażu. Dorota Arszyńska zaprojektowała poradnik, jak być idealną, w którym znalazły się zdjęcia i wypowiedzi uczestniczek.

Zwykle to rodzice wszczepiają swoim dzieciom wzorce zachowań, matki często nieświadomie uczą swoje córki, jak powinna wyglądać „prawdziwa” kobieta. Trafnie uchwycił ten fenomen Zbigniew Libera w filmie „Jak tresuje się dziewczynki” (1987). Wideo pokazuje kilkuletnią dziewczynkę, której dorosła kobieta zakłada klipsy, sznur pereł, pokazuje szminkę czy pilniczek do paznokci. Dziecko z początku nie wie do czego te przedmioty służą, ale osoba dorosła kieruje jego zachowaniem i uczy, jak posługiwać się tymi akcesoriami. Izabela Kowalczyk zauważa, że artysta w filmie tym ukazuje, w jak dużym stopniu zachowania płciowe są przez nas wyuczone, jak często nie uświadamiamy sobie ich sztuczności. Sam Libera traktuje ten film jako „fenomenalny przykład procesów, których oczywistości jesteśmy świadomi, ale których zazwyczaj nie dostrzegamy, jakby nie zdajemy sobie sprawy z ich obecności w naszym życiu”[3] . Iwona jest dorosła i nie umie się malować. Aż trudno w to uwierzyć! W projekcie „Idealna” to nie „dziewczynki” są tresowane, ale dojrzała kobieta. Przez to odwrócenie ról „naturalność” czynności, przynależnych danej płci zostaje podważona. Być może Iwona była tresowana, czy jak chce Foucault ujarzmiona, ale powtarzając za Majewską, jej ciało stało się miejscem „kontroli kontrolowanej”, dyscypliny wynikającej z serdeczności zakorzenionej w przyjaźni, uczeniu się i pracy, która miała doprowadzić ostatecznie do doskonałości[4] . Projekt zahacza tym samym o problemy związane z teorią gender. Już w 1949 roku Simone de Beauvoir, teoretyczka tzw. Drugiej fali feminizmu, pisała w „Drugiej Płci”, że „nikt nie rodzi się kobietą, lecz się nią staje”[5] . To ona pierwsza zauważyła sztuczność narzuconych przez kulturę ról charakterystycznych dla danej płci. Według teorii gender, cechy uznawane za „przypisane” kobiecie lub mężczyźnie wynikają z uwarunkowania kulturowego lub presji społecznej[6] . Uogólniając – w naszej kulturze od kobiety wymaga się, aby miała wyregulowane brwi, obcięte staranie włosy, pomalowane paznokcie, makijaż, aby była szczupła i nosiła odpowiednie, podkreślające jej urodę ubrania. Lista wymagań, co do jej wyglądu, mogłaby się jeszcze ciągnąć. Co więcej powinna wyjść za mąż i rodzić dzieci, dobrze byłoby także, gdyby odnosiła sukcesy zawodowe. Każde odchylenie od tej „normy” powoduje pewnego rodzaju społeczne wykluczenie, stwarza zagrożenie uznania jej za outsiderkę lub gorzej, za dziwoląga, „lesbę” czy „babochłopa”, a w najlepszym wypadku artystkę (bo sztuka daje artystom społeczne przyzwolenie na bycie nieco „innym”). Według Judith Butler to właśnie de Beauvoir odróżniła płeć od gender[7] . Gender można rozumieć jako płeć społeczno-kulturową, w odróżnieniu od płci biologicznej. Gender to konstruowany w sposób performatywny zespół cech i zachowań, ról płciowych i stereotypów przypisywanych kobietom i mężczyznom przez społeczeństwo i kulturę. Według tego rozumienia kultura wyznacza kobiecie i mężczyźnie odmienne role, które z kolei stają się wzorcami zachowań wymaganymi przez społeczeństwo. Role kobiet i mężczyzn, i często słabsze pozycje kobiety w społeczeństwie, sankcjonowane są tak przez mężczyzn, jak i kobiety. W projekcie „Idealna” artystka podporządkowuje się modelowi „idealnej” kobiecości, który to model z upodobaniem jest kultywowany przez same kobiety. Iwona stając się „wypielęgnowaną” kobietą na oczach innych osób, zwraca uwagę publiczności na to, w jaki sposób definiujemy kobietę i co uważamy za atrakcyjne i „kobiece”.

Iwona nie jest pierwszą artystką, która zdecydowała się na zmianę wyglądu w ramach projektu artystycznego. Francuska artystka Orlan w 1990 roku rozpoczęła projekt, podczas którego poddała się serii operacji plastycznych w celu upodobnienia się do kobiet z obrazów dawnych mistrzów. Jej celem było zbliżenie się do ideału kobiecego piękna, przedstawianego w sztuce, tworzonej przez mężczyzn. Mimo że sztuka obu artystek bardzo się od siebie różni i nie jest to miejsce, aby je ze sobą porównywać, to warto podkreślić ów punkt wspólny. Obie artystki bowiem wzięły pod lupę panujący kanon piękna i włączyły go do swojej praktyki artystycznej. Orlan nadal kontynuuje eksperymenty z ciałem w bardziej zdigitalizowanej już formie (seria „Self-hybridations”), Iwona natomiast zakończyła swój projekt, ale kto wie, może w przyszłości zechce zostać jeszcze bardziej idealna? Póki co przeszła prawdziwą transformację i powiedzmy sobie szczerze: wygląda świetnie!

Źródło: Idealna - Iwona Zając [4 listopada – 5 grudnia 2010, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie]. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2010. ISBN 978-83-61270-17-1. s. 14-15.

[1] S. de Beauvoir, „The Second Sex”, New York, 1986
[2] E. Majewska, „Łzy, kwiaty, piasek, twarze. O pracach Iwony Zając”, [w:] Obieg: http://www.obieg.pl/teksty/11201
[3] K. Sienkiewicz „Zbigniew Libera” [w:] Culture, http://culture.pl/pl/culture/artykuly/os_libera_zbigniew
[4] E. Majewska, op.cit.
[5] S. de Beauvoir, op.cit.
[6] http://pl.wikipedia.org/wiki/Gender
[7] J. Butler, „Sex and Gender in Simone de Beauvoir’s Second Sex” [w:] Yale French Studies, No. 72 (1986), s. 35-49