Artysta

Świeszewski, Maciej

MACIEJ ŚWIESZEWSKI (ur. 27 VI 1950 roku)

Urodzony 27 VI 1950 roku w Sopocie. Matka Genowefa z domu Kurtz urodziła w Sankt Petersburgu a ojciec Włodzimierz pochodził ze starej arystokratycznej rodziny. Uczył się w Szkole Podstawowej nr 3 w Sopocie. W tym samy czasie uczęszczał na kółko plastyczne prowadzone przez Józefa Golca. W 1959 roku został laureatem wojewódzkiego konkursu plastycznego pt. Lecimy na księżyc.  W szóstej klasie wyjechał z rodzicami do Hawany na Kubę. Po powrocie ukończył III Liceum Ogólnokształcące w Gdyni i rozpoczął studia w Wydziale Malarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku w 1969 roku w pracowni prof. Jacka Żuławskiego. Jego nauczycielami byli również prof. Władysław Jackiewicz oraz Jerzy Zabłocki. Podczas studiów rok 1974 spędził w Nowym Jorku. Dyplom obronił z wyróżnieniem w 1976 roku i podjął pracę na tejże uczelni jako asystent u prof. M. Kasprowicza a później u prof. Jerzego Zabłockiego, z którym współpracował do jego śmierci. W 1982 roku wyjechał na stypendium British Council do Londynu a w 1984 roku wyjechał do Paryża, gdzie pracował przy konserwacji obrazów wielkich malarzy francuskich XIX wieku w Luwrze. W 1987 roku spędził kilka miesięcy na Bliskim Wschodzie. W 1990 roku został członkiem Zarządu Fundacji im. Daniela Chodowieckiego w Berlinie (przy Akademie der Künste). W latach 1991-1994 był dziekanem Wydziału Malarstwa i Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Od 1995 roku do 2000 był kierownikiem Katedry Malarstwa i Rysunku ASP w Gdańsku. W 1994 roku otrzymał tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego, a w 2001 roku profesora zwyczajnego. Od roku 1997 do 1998 był zastępcą redaktora naczelnego kwartalnika „Projekt”. Od 1999 roku jest sekretarzem Rady Programowej Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Od 2003 do 2004 roku był prezesem towarzystwa Sztuk Pięknych Zachęta. W 1992 roku wyjechał z grupą przyjaciół w podróż dookoła świata (Floryda, Hawaje, Japonia, Wyspy Fidżi, Australia, Indonezja, Singapur, Tajlandia, Nepal, Indie, Cejlon, wyspa Bangaram, Rzym, Londyn, Paryż). W kolejnych latach odbywał podróże do Meksyku, Turcji, USA, Republiki Południowej Afryki, Wenezueli i krajów Europejskich. Autor licznych obrazów olejnych, rysunków, grafik i akwareli. Przez dziesięć lat pracował nad wielkoformatowym obrazem olejnym pt. Ostatnia Wieczerza,  który został uroczyście zaprezentowany w listopadzie 2005 roku w kościele św. Jana w Gdańsku. W roli apostołów uwiecznił na nim m.in.: Jana Kozłowskiego, Pawła Huelle, Stefana Chwina. Przez wiele lat mieszkał w Sopocie, do dziś ma w tym mieście swoją pracownię.

Maciej Świeszewski

PAWEŁ HUELLE:

„Tratwa szaleńców…”

Dekoracje epoki
Czy można – w sposób skrótowy, ale konkretny – zamknąć ledwie miniony wiek XX jakąś istotną klamrą pojęciową? W dziedzinie polityki, postępu technicznego, czy przemian społecznych, zadanie to nie wydaje się zbyt trudne, kiedy jednak wkroczymy na terytorium sztuki, natychmiast wyrośnie przed nami – niczym Dantejski las rzeczy – gąszcz zagadnień tak trudnych, splot pytań tak skomplikowanych, zespół intuicji tak niejasnych, że trud interpretacji, czyli najgłębiej ludzkie pragnienie rozumienia – może być narażone na szwank. Kiedy w 1961 roku Koreańczyk Nam June Paik, związany z amerykańskim ruchem Fluxus, roztrzaskał na oczach publiczności trzymane najpierw w dwóch palcach skrzypce, gest ten, potraktowany jako działanie w pełni artystyczne, wzbudził w wybitnym teoretyku tego ruchu – Dick’u Higginsie – bardzo wysoką ocenę, jako – „rozkosznie odświeżający w kontekście klasycznej sceny muzycznej końca lat pięćdziesiątych, niezwykle intelektualnej i wysoce celebralnej”. Ten sam Dick Higgins, gdy ujrzał dokładnie taki sam performance dwadzieścia kilka lat później, nazwał go „ohydnym negatywnym wyrazem postawy artystycznej, tak bardzo dziś powszechnej”. W obu tych, tak skrajnie przeciwstawnych określeniach papieża współczesnej sztuki, tylko pozornie mamy do czynienia z niekonsekwencją. W istocie Higgins jest bardzo konsekwentny, wymagający od sztuki właściwie tylko jednego: prowokacji i złamania tabu. „Odświeżająca rozkosz” może zamienić się w „ohydę” w momencie, gdy nikogo już nie obraża, czy nie budzi skrajnych emocji. A ponieważ czas ulega w naszej elektronicznej cywilizacji coraz większemu przyśpieszeniu, owe „dwadzieścia kilka lat później” wspomniane przez Higginsa, dzisiaj brzmią wręcz naiwnie, niczym gładzenie nieszkodliwego staruszka. Artefakt zarejestrowany w piątek przed weekendem, już w poniedziałek staje się nieświeży i przebrzmiały. Najbardziej wydawałoby się awangardowa i niezależna od vox populi teoria sztuki, wepchnęła ją w obszar żelaznych zasad handlu owocami, czy konfekcją: ważna jest przecież nieustannie owa „odświeżająca rozkosz”, zupełnie tak, jakby artysta projektować miał i dostarczać publiczności co rusz nowej generacji dezodorantów, znikających wraz z potem całego dnia pod wieczornym prysznicem. Niektórzy, jak Stockhausen, posuwają się przy tym do rzeczywistej granicy minimalnej choćby, ludzkiej przyzwoitości. Nazywają atak 11 września „wspaniałym dziełem sztuki”, podziwiając jego wykonawców jako „artystów, którzy długo musieli przygotowywać swoje dzieło”, nie odbiegł jednak daleko od teorii, głoszących przez całe dziesięciolecia po obu stronach Atlantyku, że sztuka jest wszystkim tym, co artysta zechce za sztukę uznać – w danym momencie wyłącznie według własnych reguł.
O podobnym zjawisku, tyle że w relacjach społecznych, pisze w swoich znakomitych książkach Zygmunt Bauman. Istotą naszej ponowoczesnej epoki jest jego zdaniem – zjawisko surfowania. Współczesny mieszkaniec globalnego polis charakteryzuje się nade wszystko umiejętnością szybkiego, płynnego przechodzenia od jednej rzeczywistości do następnej, nie przywiązując się do żadnej, ponieważ każde, jakiekolwiek – choćby i chwilowe – zakotwiczenie, oznacza utratę prędkości przemieszczania, a to z kolei przekłada się na mniejsze możliwości poznania nowych, interesujących propozycji. Bowiem strategią ponowoczesnego życia jest konsumencki stosunek do rzeczywistości. Jakość i wartość egzystencji oceniana jest po tym, jak wiele różnorodnych rzeczy potrafimy wchłonąć, a następnie wydalić bez zbędnych komplikacji. Przekładając to na obszar sztuki – i w nim liczy się obecnie przede wszystkim sugestywna siła nowości. Wszelkie inne kryteria poddano skutecznej anihilacji przez wykluczenie, ośmieszenie, bądź przemilczenie, a postawa taka, w znacznym stopniu nagradzana i wzmacniana przez media, stała się de facto jedynym kodem w społecznej komunikacji dotyczącej sztuki. Nic nie budzi dzisiaj większego skandalu niż próba mówienia o wartościach, przy zupełnej bezwartościowości organizowanych skandali w sztuce. Jeden z najwybitniejszych filozofów minionego stulecia, Karl Popper, określił to zjawisko mianem progresywizmu, podkreślając, że o ile pojęcie postępu w naukach przyrodniczych, czy warunkach cywilizacyjnych ma swoje uzasadnione racje, o tyle nałożone na sztukę – prowadzi do niezliczonych nadużyć i nieporozumień – „Teoria, zgodnie z którą sztuka dokonuje postępu dzięki wielkim artystom kroczącym w awangardzie, jest tylko mitem; spowodowała ona powstanie klik i grup nacisku, wraz z ich maszynerią propagandową, bardzo przypominającą działalność partii politycznych czy frakcji kościelnych”. – Wyznał w swojej „Autobiografii Intelektualnej”. Kiedy czytamy napisany w roku 1915 przez Kazimierza Malewicza manifest, uderza w nas nie tylko podkreślana w każdym zdaniu nienawiść do wszelkiej tradycji, co absolutne przekonanie autora, że właśnie jego i tylko jego sztuka, dokona totalnej zmiany świadomości, rewolucyjnego skoku, na jaki ludzkość nie mogła się zdobyć od początku swojej cywilizacji. Tylekroć później ponawiany przez kolejne generacje rewolucyjny gest założycielski, kończy się jednak dość dziwacznie, by nie powiedzieć – groteskowo. Szesnastego stycznia 2004 roku Orkiestra Symfoniczna BBC odegrała na antenie tejże rozgłośni utwór słynnego Johna Cage’a zatytułowany „4’33”, polegający na niewykonywaniu przez muzyków ani jednego dźwięku, słowem na… całkowitej ciszy. Donosząc o tym na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza, zaznacza nie bez znawstwa, że „stacja, aby przeprowadzić relację radiową, będzie musiała wyłączyć specjalne zabezpieczenia alarmowe, które reagują automatycznie, gdy na antenie zbyt długo panuje cisza…”. Powstały w 1952 roku awangardowy utwór Cage’a, dostąpił w ten sposób „uklasycznienia”, ponieważ – jak zaznaczyła wspomniana gazeta – „kompozycja nigdy nie by „grana” przez orkiestrę symfoniczną”. Karl Popper, na wiele lat przed tym wykonaniem, którego nie mógł być już świadkiem, postawił następujące pytanie – „Jak możemy nieustannie wyprzedzać wszystkich innych?” I sam udzielił odpowiedzi – „ambicja napisania dzieła, które wyprzedzi naszą epokę, a najlepiej, żeby się przy tym nie stało zbyt szybko zrozumiałe – aby zszokowało możliwie najwięcej ludzi – nie ma nic wspólnego ze sztuka, nawet jeżeli wielu krytyków kultywowało taką postawę i upowszechniało ją.” Ten, jedyny w swoim rodzaju manifest antyprogresywny, Popper uzupełnił jeszcze uwagą – „jest jednak oczywiste, że nieliczni artyści, którzy byli mistrzami nie tylko w swoich dziedzinach, lecz mieli także dar oryginalności, rzadko kiedy chcieli podążać za modą i nigdy nie starali się być twórcami nowych mód”. Na tle naszej ponowoczesności, czy też postmodernistycznej epoki, zdanie to posiada głęboką moc ożywczej prawdy, przywracając takim pojęciom jak – sztuka – czy – artysta – naturalna godność. Twórczość Macieja Świeszewskiego wyrasta z takiego właśnie przekonania.

Jaka awangarda?
Na fotografii wykonanej trzydzieści lat temu, w roku 1974, młody artysta z Europy Środkowej patrzy w obiektyw aparatu, mając za sobą wieżowce Manhattanu. Podróż do centrum świata, a przynajmniej świata artystycznego jakim był wówczas Nowy Jork, przyniósł Maciejowi Świeszewskiemu wiele ważnych doświadczeń, które zarejestrował zarówno w prowadzonym dzienniku, jak też dziesiątkach szkiców, rysunków i grafik. Są wśród nich także wieże Centrum Światowego Handlu – dziś będące symbolem starcia dżihadu z liberalną cywilizacją zachodu. Amerykańska podróż, uzupełniona w następnych dekadach pobytami artysty w Londynie i Paryżu, nie zaowocowała wszak że fascynacją ówczesnymi awangardami, które – począwszy od lat sześćdziesiątych – niemal mechanicznie wyznaczały pole eksperymentów i poszukiwań nad Wisłą. Świeszewski – niczym niespieszny przechodzień – uważnie rejestrował zmieniające się jak w kalejdoskopie style, kierunki, izmy, jednak żaden z nich – poczynając od dziedzictwa pop artu, action painting, informelu, czy dokonań kolejnych mutacji Fluxusu, nie stał się mu bliski, czy estetycznie pociągający. Nie oznaczało to, bynajmniej, jakiegoś neoklasycznego upodobania do form przebrzmiałych i faktycznie wyczerpanych. Raczej nieufność wobec przerostu ideologii samego przekazu, nad jego treścią – coraz wyraźniej rugowaną poza refleksję twórców i krytyków. Szukając nowego, własnego języka, artysta znalazł go – jako punkt wyjścia – w sztuce najpełniej awangardowej, jednak rodzimego pochodzenia. Zupełnie jak w chasydzkiej opowieści: skarb znajdował się dosłownie na wyciągnięcie ręki, we własnym domu, tyle tylko, że aby go odkryć, należało wyruszyć w daleką podróż do odległych miast i z tamtej perspektywy, ujrzeć własną drogę i przeznaczenie. Bardzo ważnym wydaje się przy tym fakt, że zarówno Tadeusz Kantor, jak Józef Szajna – obaj w ogromnym stopniu odcisnęli swoje piętno na początku drogi Świeszewskiego – przekraczali granice sztuki, tworząc swoje teatry wyobraźni jako dzieło totalne, bezwarunkowo podporządkowane integralnej, choć skrajnie subiektywnej wizji. „Replika” Szajny, podobnie jak „Umarła klasa” Kantora, stały się ikonami współczesnej kultury, stanowiąc jedyne w swoim rodzaju przypowieści o tragicznym, pełnym napięć doświadczeniu XX wieku, w którym śmierć, destrukcja i przemoc stanowią motyw przewodni. Była to jednak awangarda wyrastająca z doświadczenia historii i za pomocą właściwych sobie środków – próbująca owo doświadczenie wyrazić i przezwyciężyć. W zderzeniu z wieloma nurtami Zachodnimi, które programowo odcinały się od jakichkolwiek znaczeń wynikających z dramatu człowieka zanurzonego w czas i tyranię zbrodniczych utopii, ten rodzaj sztuki niósł w sobie bardzo wyraźne przesłanie: obrony człowieczeństwa w najbardziej prymarnym, podstawowym znaczeniu.
Zarówno „Klatka” jak „Umarła klasa” stanowią w twórczości Macieja Świeszewskiego wyraźny ślad podjęcia tej właśnie refleksji. Rzecz jasna, że odbiór tych prac, niesie ze sobą znacznie więcej treści, niż ustalenie ówczesnych fascynacji i wpływów, jakim artysta – nie ukrywając tego – ulegał. Pewne elementy figuratywne, będące później stałym zjawiskiem w obrazach, grafikach i rysunkach Świeszewskiego – mają swoje źródła w filozoficznej refleksji Brunona Schulza z jego „Traktatu o manekinach”. Rozważania o materii, jakie snuje w nim Ojciec, są przecież – w najdosłowniejszym sensie – próbą uchwycenia sensu istnienia w aspekcie stwórcy – Boga, jak też każdego artysty, skazanego na nieustanną kreację. – „Materia nie zna żartów – powiada Ojciec – jest ona zawsze pełna tragicznej powagi. Kto ośmiela się myśleć, że można igrać z materią, że kształtować ją można dla żartu, że żart nie wrasta w nią, nie wżera się natychmiast jak los, jak przeznaczenie?” „Gwałtem narzucona forma”, „parodia”, a z drugiej strony – „cierpienie głuche” – te bieguny Schulzowskiej refleksji o materii, snute przez figurę Ojca na przykładzie manekinów właśnie – stanowią dla wyobraźni Świeszewskiego stały punkt odniesienia. Tę samą, właśnie „tragiczną powagę” podkreślał Tadeusz Kantor, zaznaczając, że w jego teatrze – „manekin ma stać się modelem, przez który przechodzi silne odczucie śmierci i kondycji umarłych, modelem dla żywego aktora.” Również postaci Szajny – by przypomnieć jego wstrząsającą „Replikę” – są „ukukłowione”, poruszając się na scenie – świecie, nieludzkim, zrytmizowanym ruchem. Lalka – manekin, lalka człowiek, „nadmarionetka” – jak nazywa ją za von Kleistem Gordon Craig – jest więc dla Świeszewskiego, nie tylko obsesją pojęciową, ideą przekroczenia tego co ludzkie i cielesne, co wehikułem, za pomocą którego usiłuje dotrzeć do mrocznych zakątków egzystencji, penetrowanych wyobraźnią. Marionetka – sugerując przez swoje podobieństwo ludzkie istnienie – jest przecież tylko nieudaną kopią, tworem chwilowym, pustą we wnętrzu formą, za którą nie ukrywa się już nic. Podejrzenie, że cały nasz byt jest tego rodzaju kaprysem materii, powołanym nie wiadomo dlaczego, na krótki moment spektaklu, reżyserowanym przez nieznanego kuglarza, jest jednym z obsesyjnych motywów Świeszewskiego. Embrion zwiastujący narodziny, niezwykła, szaleńcza żywotność materii objawiona w niezliczonej rozrzutności form, wreszcie rozkład i rozpad określany eufemistycznie śmiercią – oto stałe, kompozycyjne elementy tej twórczości. Czy w „Kuszeniu świętego Antoniego”, czy w wielu wariantach „Ukrzyżowania” mamy do czynienia z tą samą, w istocie metafizyczną medytacją. Jej źródła przekraczają rzecz jasna horyzont problemów i pytań, związanych z estetycznymi dylematami współczesności. Dla gnostyka bowiem – a jest nim Maciej Świeszewski niewątpliwie – strumień czasu stanowi inny, głębszy rodzaj doświadczenia.

Kontrapunkt i Syzyf
Bez względu na różnice technik i formatów, już pierwszy kontakt z pracami Maciej Świeszewskiego pozwala wyodrębnić wśród nich dwa, zasadniczo różne sposoby kompozycji. Wędrując od „Umarłej klasy”, przez „Klatkę”, czy „Czerwony autobus”, „Statek szaleńców” aż do „Kuszenia świętego Antoniego”, doświadczamy niezwykłej mnogości postaci, których istnienie – jak gdyby stłoczone i pomnożone – nawiązuje do wielkiej tradycji Boscha. Inaczej w niektórych „Ukrzyżowaniach”, podobnie jak w cyklach „Ecce Homo” i „Syzyf”: tutaj uwaga artysty skupia się na jednej, symbolicznej postaci, potraktowanej z silną, dynamiczną ekspresją. Pisząc o twórczości Świeszewskiego, Krzysztof Stanisławski wspominał o tradycji symbolizmu „rozumianego jednak nie jako konkretny kierunek czy styl w historii sztuki XIX wieku, ale szersza, multiperiodyczna kategoria estetyczna, rozwijająca się od czasów Boscha, Bruegelów, poprzez manieryzm, romantyzm, secesję, sztuke lat 10 i 20 XX wieku z Der Blaue Reiter, Beckmannem, Dixem, Alfredem Kubinem, Zakiem, Bellermerem, Gotardem, Mierzejewskim, Balthausem, Klossowskim, aż po Linkego, Wróblewskiego i Beksińskiego…” Istotnie, gdyby skatalogować kiedyś toposy i motywy Świeszewskiego, przedstawiona tu lista mogłaby zapewne być jeszcze dłuższa, świadcząc o tym, że czerpanie z tradycji i dialog z przeszłością nie muszą wcale ograniczać, ani hamować własnego, indywidualnego stylu. Przeciwnie: inspirują i wzbogacają go w stopniu niezwykłym i niepowtarzalnym. Warto jednak zaznaczyć, zwłaszcza przy odwołaniu do Boscha, że kompozycyjna struktura rysunków i płócien Macieja Świeszewskiego, przypomina w dużym stopniu muzyczną strukturę – raz utworu o jednej, wyrazistej linii melodycznej, napisanego na instrument solo, innym znów razem dzieła polifonicznego, w którym zastosowana zostaje technika kontrapunktu. Tę ostatnią – przeniesioną z muzyki na grunt literatury, próbował posługiwać się Tomasz Mann w „Czarodziejskiej Górze” wyznając, iż „zestrojenie tematów, ich wzajemne przenikanie się, było doświadczeniem trudnym, ale fascynującym.” W kompozycji malarskiej jest to zapewne równie trudne, ale chyba nie tak jak w powieści, której odbiór rozłożony jest z konieczności w czasie. Gdy oglądamy „Umarłą klasę”, czy „Kuszenie świętego Antoniego”, możemy odnieść wrażenie, że właśnie filozofia kontrapunktu, polegająca – w muzyce – na równoczesnym zestawieniu kilku linii melodyjnych wedle określonej, przyjętej zasady – jest dla tych obrazów pewną wewnętrzną, logicznie spójną organizacją motywów, dzięki której natłok postaci nie przeradza się w chaos, ale staje się konstrukcją wyższego rzędu. Przynosi to nowe znaczenie, nie wynikające z prostego sumowania zjawisk, lecz ich równoczesności, co – przykładowo – w aspekcie powstawania życia (embrion)i jego rozkładu (truchło), przedstawia nam jego obraz nie w prostym, linearnym porządku, lecz jako postrzeganą w jednym momencie syntezę. Można by tutaj, raz jeszcze, odwołać się teatru Kantora: jego głęboko muzycznej struktury, równoczesności i powtarzalności pewnych gestów scenicznych, ale warto też przywołać refleksję Paula Ricoeura, który w „Symbolice zła” stwierdza, że – „tragiczna wizja świata związana jest z widowiskiem a nie ze spekulacją.” Ten właśnie element zdaje się wydobywać w swoich kontrapunktycznych kompozycjach Maciej Świeszewski: za chwilę scenę wypełni mrok, ten sam, który rozpościerał się nad nią przed rozpoczęciem spektaklu.
Nieco inaczej artysta komponuje dramat istnienia w kompozycjach z jedną postacią. To Syzyf uginający się pod ciężarem planety, Ukrzyżowany innym znów razem po prostu Człowiek – wypełzający na świat z kosmicznego jaja, lub ogarniający symboliczną przestrzeń kosmosu. We wszystkich tych motywach, oprócz wrażenia niezwykłego napięcia, fizycznego bólu, przerażenia, dzielimy z każdą z tych postaci dojmujące poczucie osamotnienia. Rzecz rozgrywa się w pustce, bez dekoracji – i w przeciwieństwie do kompozycji wielopostaciowych – sugeruje zupełną ciszę, z której dopiero po chwili rozwinie się jednogłosowa pieśń. Tak odzywa się „cierpienie głuche”, odwieczna skarga materii, lustro w którym widzimy następne lustro i następne…

Źródło: Maciej Świeszewski [„Ecce Homo”, 5 – 28 marca 2004, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie]. Tł. M. B. Guzowska. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2004. ISBN 83-88210-59-9.

MACIEJ ŚWIESZEWSKI (Gdańsk, luty 2004 r.):

Urodziłem się w 1950 r. w Sopocie. Moja matka Genowefa z. d. Kurtz przyszła na świat w Sankt Petersburgu, ojciec Włodzimierz Świeszewski pochodził ze starej arystokratycznej rodziny.
Naukę w szkole podstawowej rozpocząłem w Sopocie w SP nr 3, gdzie plastyki uczył mnie przez cztery lata wspaniały pedagog Józef Golec, z którym przyjaźnię się do dziś. Podróż już od dzieciństwa stała się trwałym elementem mojej biografii. W szóstej klasie wyjechałem z rodzicami i rodzeństwem na Kubę do Hawany.
Okres ten zaliczam do najbardziej znaczących w moim życiu. Kolor, kultura, sztuka i żywiołowość tego kraju wywarły na mnie piętno i wielkim stopniu mnie ukształtowały. Piękno Karaibów, piękno Hawany w tamtych latach z jej niezwykłą modernistyczną architekturą, jak i budowlami z przeszłości wpłynęły na moją wrażliwość.
Po powrocie do Polski po latach liceum i zdaniu matury, dostałem się do PWSŚP na wydział malarstwa w roku 1969. Malarstwo studiowałem u Profesora Jacka Żuławskiego. Podczas studiów rok 1974 spędziłem w Nowym Jorku, w tym czasie zapoznawałem się na żywo z całą sztuką współczesną. Klimat tego miasta, ludzie, cały ten konglomerat różnorodnych kultur i tendencji w sztuce pochłonął mnie bez reszty. Wracałem do Nowego Jorku kilkanaście razy, zawsze poznając to miasto od nowa, odkrywając jego kolejne aspekty. Dyplom z malarstwa obroniłem z wyróżnieniem w roku 1976 i podjąłem pracę na uczelni jako asystent najpierw u prof. M. Kasprowicza, potem u prof. Jerzego Zabłockiego, z którym współpracowałem aż do jego śmierci. W roku 1977 z małżeństwa z Danutą Olszewską przychodzi na świat moja córka Beata.
W 1982 r. wyjechałem na stypendium British Council do Londynu. Londyn stał się dla mnie nową kopalnią doznań artystycznych artystyczno – intelektualnych. Spotkałem tam Bacon’a, Robina Howarda i Marka Żuławskiego. W 1984 r. wyjeżdżam do Paryża, pracując przy konserwacji obrazów wielkich malarzy francuskich XIX wieku w Luwrze.
Codziennie przebywałem w murach muzeum, obcowałem ze wspaniałymi zbiorami oraz poznałem wybitnych artystów pochodzenia polskiego, mieszkających w Paryżu – Czapskiego i Lebensteina. W 1987 r. spędziłem kilka miesięcy na Bliskim Wschodzie, biorąc udział w realizacji filmu i zwiedzając Jordanię i Syrię. Szczególnie zapamiętałem Palmirę i Petrę oraz Damaszek. W 1990 r. zostałem członkiem Zarządu Fundacji im. Daniela Chodowieckiego w Berlinie (Akademie der Künste). W roku 1992 wyjechałem z przyjaciółmi w podróż dookoła świata przez Florydę, Hawaje, Japonię, Wyspy Fidżi, Australię, Indonezję, Singapur, Tajlandię, Nepal, Indie, Cejlon, Atole Bangaram, Rzym, Londyn i Paryż. Ta podróż wstrząsnęła mną duchowo i uświadomiła mi niebywałe piękno świata i różnorodność kulturową naszej planety. W następnych latach odbywałem kolejne podróże do Meksyku, Turcji, USA, Republiki Południowej Afryki, Wenezueli i wielu krajów Europy. W 1994 r. otrzymałem tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego.
W tym czasie poczyniłem też pierwsze przygotowania techniczne do realizacji wielkoformatowego obrazu olejnego „Ostatnia Wieczerza”. W 1996 roku z małżeństwa z Ewą Iżycką na świat przychodzi mój syn Aleksander, w 2003 roku rodzi się nasz drugi syn Daniel.
W 1997 r. zostałem wiceprezesem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych Zachęta w Warszawie i zastępcą redaktora naczelnego kwartalnika „Projekt”. Od 1999 działam w Radzie Programowej PGS w Sopocie. W roku 2000 uzyskuję stanowisko profesora zwyczajnego, będąc cały czas związanym z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku.
Przez wszystkie lata począwszy od wczesnego dzieciństwa tworzę liczne obrazy olejne, rysunki, grafiki i akwarele. W sztuce swojej odwołuję się do korzeni sztuki europejskiej, zwłaszcza malarstwa flamandzkiego oraz Tycjana. Z twórców polskich i polskiego pochodzenia szczególnie cenię sobie Balthusa, Malczewskiego, Linkego, Chwistka, Makowskiego i Kantora. Podróże, klasyczna muzyka i lektura książek, pozwalają mi przekroczyć granice czasu, przestrzeni intelektualnej i prowadzą do źródeł inspiracji twórczej. Poznawanie ziemi, wszechświata, jak i zgłębianie powiązań tradycji i współczesności kulturowo – duchowej stanowią grunt mej twórczości.

Źródło: Maciej Świeszewski [„Ecce Homo”, 5 – 28 marca 2004, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie]. Tł. M. B. Guzowska. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2004. ISBN 83-88210-59-9.

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA:

  • 1976 rok – Nagroda na Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego w Szczecinie
  • 1977 rok – Nagroda na Ogólnopolskiej Prezentacji Sztuki Młodych w Sopocie
  • 1977 rok – Nagroda w Konkursie Malarskim im. Spychalskiego w Poznaniu
  • 1977 rok – Nagroda Grafika Roku w Gdańsku
  • 1977 rok – Nagroda w Bielskiej Jesieni w Bielsko Białej
  • 1978 rok – Nagroda na Ogólnopolskiej Wystawie Grafiki w Zachęcie, Warszawa
  • 1979 rok – Medal za rysunek na Biennalach Sztuki Gdańskiej w Gdańsku
  • 1980 rok – Nagroda w Polska 80 – Niezależna Polska Sztuka Współczesna w Sopocie
  • 1997 rok – Nagroda Wojewody Gdańskiego
  • 2000 rok – Nagroda I stopnia Rektora Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku
  • 2006 rok – Nagroda im. Kazimierza Ostrowskiego

WYSTAWY:

Wystawy indywidualne:

  • 1976 rok – Wystawa malarstwa, rysunku i grafiki, Gdynia
  • 1986 rok – Wystawa malarstwa i rysunku, Gdański Kantor Sztuki, Gdańsk
  • 1993 rok – Wystawa malarstwa, kościół św. Bartłomieja w Gdańsku
  • 5 – 28 marzec 2004 roku – Ecce Homo, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie
  • 2005 rok – Wystawa obrazu „ostatnia Wieczerza” , kościół św. Jana w Gdańsku
  • 2006 rok – Rysunek , Teatr Witkacego w Zakopanem
  • 2010 rok – Malarstwo , Galeria Sztuki, Lwów (Ukraina)
  • 8 grudzień 2012 – 15 luty 2013 rok – Mikro Świeszewski, Galeria Od Czasu Do Czasu w Gdyni

Udział w wystawach zbiorowych w kraju:

  • 1976 rok – Festiwal Współczesnego Malarstwa Polskiego, Szczecin (nagroda)
  • 1977 rok – Contart w Poznaniu
  • 1977 rok – Bielska Jesień, Bielsko Biała (nagroda)
  • 1977 rok – Biennale Sztuki Gdańskiej, Gdańsk (medal)
  • 1977 rok – Ogólnopolski Konkurs na Obraz im. Spychalskiego , BWA w Poznaniu (wyróżnienie)
  • 1977 rok – Grafika roku, Gdańsk (nagroda i wyróżnienie)
  • 1977 rok – Ogólnopolskie Prezentacje Młodych, Sopot (II nagroda – malarstwo)
  • 1978 rok – Współczesna Grafika Polska, Zachęta w Warszawie
  • 1978 rok – Międzynarodowe Triennale Rysunku, Wrocław
  • 1979 rok – Wystawa Polskiego Rysunku Współczesnego, PGS w Łodzi
  • 1979 rok – Biennale Sztuki Gdańskiej, Gdańsk (medal)
  • 1979 rok – Ogólnopolskie Biennale Młodych, Sopot
  • 1980 rok – Rysunek i Komentarze , Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu
  • 1980 rok – Polska ’80 Niezależna Polska Sztuka Współczesna, BWA w Sopocie (nagroda)
  • 1984 rok – Sopockie malarstwo i rzeźba z okazji 70-lecia Sopotu, Sopot
  • 1990 rok – Notoro Sympozjum, Norblin w Warszawie
  • 1991 rok – Inter art ’90, Poznań
  • 1991 rok – Spotkanie , El Art Gallery w Warszawie
  • 1991 rok – Miłość i śmierć, Fundacja Sztuki Współczesnej, Galeria Monetti w Warszawie
  • 1991 rok – Notoro Sympozjum, Orońsko
  • 1993 rok – Artyści Sopotu, Galeria Triada w Sopocie
  • 1993 rok – Biblia w malarstwie, Muzeum Narodowe w Gdańsku
  • 1997 rok – Małe Rysunki – Polski Rysunek Współczesny
    - Pałac Opatów w Gdańsku
    - BWA w Olsztynie
    - BWA w Słupsku
  • 1998 rok – Sztuka Sopotu , PGS w Sopocie
  • 2000 rok – Małe Rysunki – Polski Rysunek Współczesny, Muzeum Okręgowe w Radomiu
  • 2000 rok – Dekonstrukcjoniści
    - Pałac Opatów Muzeum Narodowe w Gdańsku
    - BWA w Bydgoszczy
  • 2001 rok – 50-lecie ASP w Gdańsku, ASP w Gdańsku
  • 2002 rok – Obrazy śmierci w sztuce polskiej XIX i XX wieku, Muzeum Narodowe w Szczecinie
  • 2003 rok – Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku
  • 2005 rok – 25 lat Solidarności, Muzeum Narodowe w Gdańsku
  • 2 października – 16 listopada 2014 roku – Kosmopolityczne tradycje Pomorza , Państwowa Galeria Sztuki, Sopot

Udział w wystawach zbiorowych za granicą:

  • 1977 rok – Grafika , Heidelberg (Niemcy)
  • 1977 rok – Malarstwo Gdańskie, Kilonia (Niemcy)
  • 1978 rok – Malarstwo w galerii De Polma, Dusseldorf (Niemcy)
  • 1979 rok – Malarstwo Gdańskie, (Szkocja)
  • 1979 rok – Malarstwo Gdańskie, Brema (Niemcy)
  • 1980 rok – Współczesna Grafika Polska, Kair (Egipt)
  • 1984 rok – Malarstwo i rysunek , Londyn (Wielka Brytania)
  • 1985 rok – Artyści Polscy w Paryżu, Paryż (Francja)
  • 1985 rok – Artyści Polscy w Reims, Reims (Francja)
  • 1985 rok – Artyści Gdańscy, Helsinki (Finlandia)
  • 1986 rok – Rysunek , Siegen (Niemcy)
  • 1986 rok – Malarstwo i rysunek , Frankenthal (Niemcy)
  • 1987 rok – Polska Sztuka Współczesna, Monachium (Niemcy)
  • 1987 rok – Malarstwo i rysunek , Swiennenberg (Niemcy)
  • 1988 rok – Wizja i rzeczywistość, Stary Ratusz w Bremie (Niemcy)
  • 1988 rok – Polska Sztuka Współczesna, Brema (Niemcy)
  • 1989 rok – Polska Sztuka Współczesna , Charlottenburg Kopenhaga (Dania)
  • 1990 rok – Aspekty Surrealizmu, Braam Galerie (Dania)
  • 1991 rok – Polskie Malarstwo lat 80-tych, Haus Dornbush, Frankfurt nad Menem (Niemcy)
  • 1991 rok – Malarstwo Polskie lat 80-tych, Galeria Dorota Kabiesz, Dusseldorf (Niemcy)
  • 1991 rok – Malarstwo Polskie, Dülmen (Niemcy)
  • 1992 rok – Pro Arte Sacra, Bruksela (Belgia)
  • 1993 rok – XIV Chicago International Art Exposition, USA
  • 1993 rok – Rysunki z Polski
    - Radford (USA)
    - Nowy York (USA)
  • 1997 rok – Figura Polska, Sclump Gallery w Johnson City (USA)
  • 1997 rok – Contemporary Gdańsk Artist, Chicago (USA)
  • 1998 rok – Polska Sztuka Współczesna, Museum of Art African Windows, Pretoria (Republika Południowej Afryki)
  • 1998 rok – Ośmiu z Gdańska, 1112 Gallery, Chicago (USA)
  • 1998 rok – Malarstwo, Radford University (USA)
  • 2000 rok – Sztuka Sopotu, Stockholm (Szwecja)
  • 2006 rok – W stronę Schulza, Praga (Czechy)

Dzieła