Artysta

Strzelecki, Marian

MARIAN STRZELECKI (ur. 1 IV 1924 roku; zm. 11 II 1973 roku)

Urodzony 1 IV 1924 r. w Sieciechowie na Mazowszu. Podczas okupacji niemieckiej działał w partyzanckim oddziale Armii Krajowej pod dowództwem „Szarego” w kielecko-świętokrzyskim. W 1945 roku przyjechał na Wybrzeże gdzie zatrudnił się przy odbudowie portu w Gdańsku. W 1946 roku rozpoczął studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Sopocie, malarstwo w pracowni prof. Artura Nachta-Samborskiego i tkaninę w pracowni prof. Józefy Wnukowej. W 1951 roku ukończył studia a w 1955 roku uzyskał dyplom. W latach 1951-1956 pracował jako asystent w pracowni tkaniny prof. Józefy Wnukowej. Brał też udział wraz z innymi artystami w odbudowie Gdańska. Wykonywał tam ścienne malarstwo dekoracyjne (fresk i sgraffito) na elewacjach odbudowywanych kamienic przy ul. Długiej. Był wiceprzewodniczącym Zarządu Okręgu ZPAP i przewodniczącym sekcji plastycznej Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki. Uprawiał malarstwo i tkaninę artystyczną. Tkaniny Mariana Strzeleckiego zdobią szereg wnętrz w obiektach użyteczności publicznej i zabytkowych. Mieszkał w Sopocie. Zginął w wypadku samochodowym 11 II 1973 roku. Został pochowany na cmentarzu komunalnym w Sopocie.

MARIA GAŁECKA:

Twórczość Mariana Strzeleckiego w latach 50. i 60. ubiegłego wieku cieszyła się zasłużoną renomą, a on sam wielką popularnością, powodowaną wspaniałymi walorami charakteru, jak serdeczność i otwartość. Wspólnie z żoną Zulą stworzyli dom szeroko otwarty dla przyjaciół i chętnie odwiedzany przez ludzi kultury, zarówno miejscowych, jak goszczących na Wybrzeżu, a przybyłych z kraju lub z zagranicy. Do częstych gości państwa Strzeleckich należeli między innymi: Jan i Irena Parandowscy, Wanda Wiłkomirska, Jerzy Waldorff, Barbara Hesse-Bukowska, Zbyszek Cybulski, Bogusław Kobiela, Gustaw Holoubek, Magda Zawadzka, Tadeusz Fijewski.[1] Przyciągała ich serdeczna, niewymuszona atmosfera tego domu, w którym dyskusje trwały często do białego rana, przy smakowitym posiłku, najczęściej złożonym z ryb lub raków osobiście złowionych przez gospodarza. Miejscem biesiad był ogród, a w razie niepogody artystyczna piwnica, w całości dekorowana barwnym ornamentem. Atmosferę tego domu z wielką czułością wspominała już po śmierci artysty Wanda Wiłkomirska: „Każdy kto widział dzieła Mariana Strzeleckiego, żałuje prawdziwego artysty. Ale ci którzy zetknęli się z nim osobiście choć raz, opłakują Mariana – człowieka. Był interesujący, pociągający, w jego domu panowała niepowtarzalna atmosfera, której uległam od pierwszej chwili. Bezsensowna śmierć zabrała nam Mariana. Zostało po nim puste, bolesne miejsce”.[2]

Dom Strzeleckich mieścił się w Sopocie, a pamiętać należy, że właśnie w nim, a nie w zniszczonym Gdańsku, w powojennych latach koncentrowało się życie kulturalne Trójmiasta. Tu właśnie rozpoczynały działalność Wyższe Szkoły – Plastyczna i Muzyczna, a także Filharmonia, Teatr, Stowarzyszenia Twórcze. Tu powstało Biuro Wystaw Artystycznych, obecnie Państwowa Galeria Sztuki. Dzisiaj, po trzydziestu latach od śmierci artysty, jego gwiazda zbladła, a twórczość uległa nieco zapomnieniu. Dlatego z aprobatą należy przyjąć inicjatywę Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie, która postanowiła przypomnieć ją społeczeństwu.

Marian Strzelecki uprawiał malarstwo sztalugowe i monumentalne, interesował się ceramiką architektoniczną, ale jego pasją była tkanina dekoracyjna. Indywidualne upodobania i predyspozycja artystyczna skłoniły go do opowiedzenia się za sztuką w jej funkcji estetycznej i do przyjęcia dekoracyjności za nadrzędny czynnik programu twórczego. Sztukę pojmował on jako możliwość przymnożenia piękna, ocieplenia życia poprzez tworzenie przedmiotów artystycznych, harmonijnie skomponowanych, będących radością dla oczu (by strawestować słynne powiedzenie Matisse’a). Dla dzisiejszej sztuki, która trudni się zadawaniem pytań na temat zawiłości współczesnego świata, dokonuje wiwisekcji ludzkiej psychiki, bądź eksperymentuje w zakresie formy, a pojęcie piękna w sztuce traktuje podejrzliwie, program oparty na priorytecie czystego orna mentalizmu wydaje się być anachroniczny. Nie zapominajmy jednak, że główną domeną plastyczną Strzeleckiego była sztuka stosowana oraz, że czas, w którym tworzył, sprzyjał takiemu właśnie rozumieniu sztuki. Jego program był usankcjonowany autorytetem macierzystej uczelni. A była nią Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku, mieszcząca się w Sopocie i powszechnie zwana Szkołą Sopocką.

Strzelecki studiował w latach 1946-1951 malarstwo u prof. Artura Nachta-Samborskiego i specjalizował się w tkaninie u prof. Józefy Wnukowej. Szkoła Sopocka założona został w 1945 roku przez sześciu malarzy (oraz jednego rzeźbiarza), zdeklarowanych zwolenników tzw. Koloryzmu polskiego, czyli kierunku malarskiego wykrystalizowanego w dwudziestoleciu międzywojennym, a nawiązującego do francuskiego postimpresjonizmu. Koloryzm, jak sama nazwa wskazuje, uznawał prymat koloru. Według kolorystów to barwa organizuje kompozycję, buduje formy, warunkuje stosunki przestrzenne i światło. Pod warunkiem jednak, że jest ona barwą „autonomiczną”, to znaczy taką, która nie naśladuje natury, ale jest „wykoncypowana” z założonej przez artystę „gry barwnej”.[3] Bo kolor nie „koncypowany” – jak wywodził Cybis – nie działa malarsko. Dodajmy, że zasady gry dyktowała artyście intuicja, wrażliwość, a zwłaszcza emocja przeżywana w kontakcie z naturą.

Profesor Artur Nacht-Samborski – mentor Strzeleckiego, był wybitnym malarzem i silną osobowością artystyczną. Obraz był dla niego autonomiczną strukturą pikturalną, przedmiotem dla „delektacji” – by posłużyć się terminem zaczerpniętym od prof. Krystyny Zwolińskiej.[4] Z takim rozumieniem obrazu utożsamiał się również Strzelecki, a stosowane przez Nachta: uproszczony rysunek, syntetyzowaną formę, podział płaszczyzny na drobniejsze, wyważone segmenty i stonowaną szlachetną kolorystykę, uznał za inspirujący wzorzec.

Pierwsze pięć lat po ukończeniu szkoły były dla artysty latami intensywnej pracy twórczej. W zespole prof. Wnukowej wykonywał wówczas freski i sgrafitta na elewacjach kamienic przy ulicy Długiej w Gdańsku, równocześnie malował obrazy sztalugowe, projektował mozaiki architektoniczne i całym sercem zaangażował się w prace laboratoryjne nad nowatorską metodą zdobienia tkanin dekoracyjnych. Gdy w 1951 roku pracownia tkaniny przy Szkole Sopockiej przekształcona została w zakład naukowo-badawczy tkaniny dekoracyjnej, Strzelecki został w nim asystentem prof. Wnukowej. Poszukiwania nowatorskiej techniki zdobienia tkanin związane było z licznymi zamówieniami na wielkoformatowe tkaniny wykładzinowe, tzw. Kołtryny, mające służyć do wystroju zabytkowych wnętrz, między innymi w zamkach w Gołuchowie i Książu Wielkim, Ratusza Głównomiejskiego w Gdańsku, również wnętrz współczesnych. Dawne techniki gobelinowe nie mogły mieć w tym przypadku zastosowania, jako że zbyt długo absorbowały artystę przy jednym obiekcie, natomiast techniki powielania mechanicznego pozbawiały tkaniny indywidualności i ciepła rękodzieła. Nowa metoda, którą można określić jako rozmalowany druk, stanowiła kompromis między tkaniną drukowaną a malowaną ręcznie. Za pomocą tzw. film-druku przenoszono na płachty płótna lnianego ogólny rysunek form czy też dekoracyjnych motywów raportowanych rytmicznie. Następnie ten nieco monotonny rytm drukowanego raportu przełamywała ręczna praca artysty, który wszelkie formy traktował indywidualnie, ręcznie malując niemal każdy szczegół, np. płatki kwiatów. Technika ta właściwie niewiele ma wspólnego z tkactwem, wykazuje natomiast bliskie pokrewieństwo z malarstwem. Do tkanin drukowanych w całości z metra, tkaniny wykonywane nową metodą różniły się też tym, że możliwe w nich stawało się stosowanie, niezależnie od ornamentacyjnego tła, centralnych akcentów kompozycyjnych, jak np. herbów miast. Monumentalne tkaniny wykonywano również, najczęściej zespołowo, z przeznaczeniem do prezentacji na festiwale młodzieży, między innymi w Bukareszcie i Pekinie. Wreszcie trzeci rodzaj zamówień wiązał się ze scenografią i kostiumologią. Zakład tkaniny przy Szkole Sopockiej projektował kostiumy dla zespołów Pieśni i Tańca Śląsk i Mazowsze. Projekty spódnic i fartuchów powstawały w oparciu o stare zachowane klocki drukarskie lub zachowane tkaniny, transponowano je jednak zgodnie z wymogami sceny, powiększano motyw i intensyfikowano kolory.

W indywidualnym rozwoju Strzeleckiego można zauważyć pewien proces. Jeszcze w szkole, jako jeden z pierwszych, z powodzeniem projektował gobeliny; jeden z nich uzyskał drugą nagrodę na ogólnopolskiej wystawie „Młodzież w walce o pokój”. Potem, gdy zainteresował się techniką druku i ręcznego malowania, rozpoczynając od tkanin raportowanych przeszedł do kompozycji całościowych. Początkowo operował układem pasmowym bądź równomiernym rytmem na całej powierzchni tkaniny. Następnie zaczął przełamywać i pozornie zacierać rytm przez nakładanie na siebie różnego rodzaju ornamentu. Takie cechy wykazuje makata przygotowana na pięćsetlecie Gdańska z 1955 roku, w której centralny punkt stanowi układ heraldyczny na szachownicowym polu, z dwoma lwami i tarczą herbową miasta, pozostała powierzchnia podzielona jest na cztery przenikające się w centrum części, przedstawiające morze, niebo, lasy i pola. Wreszcie trzecia tendencja występująca w tkaninach projektu artysty, to tendencja do kompozycji całościowej, zrywającej z układem raportowym, a zbliżająca się do obrazowania malarskiego. Za przykład może tu posłużyć „Melodia jesienna” z 1954 roku, rozegrana w tonacji rdzawo-zielonej. Na ornamentacyjnym tle jakby rybiej łuski, przedstawione są w swobodnym układzie drzewa i stylizowane rośliny, odlatujące kaczki, ryby, pasikoniki grające na skrzypkach. W dolnej partii tkaniny umieszczona jest wielka czekoladowa tarcza słoneczna, a po prawej stronie, na tle ciemniejszej walorowo plamy barwnej przełamującej rytm tła, spoza wybujałych roślin wychylają się jakieś dziwne zwierzątka czy też maski. Inny przykład malarskiego traktowania tkaniny to „Fregaty” z 1955 roku. Ogólnie rzecz ujmując, tkaniny Strzeleckiego charakteryzuje precyzyjny rysunek, subtelna kolorystyka w tonacjach najczęściej przetrawionych i przełamanych oraz harmonijna kompozycja złożona z wielu elementów podporządkowanych rytmowi. Bogaty zasób motywów i form czerpał artysta z różnorodnych źródeł, trawestował dawne wzory opon i pasów słuckich, nawiązywał do motywów wyjętych z repertuaru dekoracyjnego malarstwa ludowego, najobficiej jednak czerpał z zasobów własnej fantazji, inspirowanej nader często przebogatą florą i fauną głębin morskich.

Niektóre z tkanin artysty zdobią do dzisiaj gmachy użyteczności publicznej i obiekty zabytkowe, inne znajdują się w posiadaniu rodziny, ale znaczna ich część przepadła w pożarze, jaki miał miejsce w 1973 roku, w którym spłonęła drewniana pracownia artysty zlokalizowana w przydomowym ogrodzie. To co cudem ocalało, będziemy mieli okazję podziwiać na wystawie sopockiej. Zobaczymy na niej tkaniny dekoracyjne, parę obrazów sztalugowych, dokumentację ceramiki architektonicznej oraz dużą partię malarskich szkiców przygotowawczych do tkanin.

Obrazy sztalugowe artysty należy traktować autonomicznie, różnią się one od tkanin, ponieważ zrywa w nich artysta z zasadą dekoracyjności na rzecz zainteresowania materią malarską, jej autentyzmem, energią i ekspresją. W obrazach abstrakcyjnych kłębowisko linii i form jest wyrazem podświadomego, automatycznego gestu, odpowiednika nurtujących artystę niepokojów. Bohaterem dwóch płócien tematycznych jest Don Kichot i jego giermek, nieśmiertelni bohaterowie Miguela de Cervantes Saavedra. Ich sylwety potraktowane są szkicowo, ogólnie, acz są charakterystyczne, z zaznaczeniem różnic wzrostu i tuszy, wykreślone postrzępioną i bardzo ruchliwą kreską. Tło podzielił artysta poziomo na dwie strefy ostro kontrastujące ze sobą, strefa dolna przedstawia skłębioną, niespokojną materię, czarno-białej spalonej słońcem ziemi hiszpańskiej. Strefa górna to płaszczyzna w kolorze ciemnoczerwonym a w drugim obrazie ugrowym. Jest w tych obrazach przesunięcie przedstawionego tematu w obszar poetyckich i uniwersalnych sensów.

Prezentowane na wystawie szkice do tkanin (w większości nie zrealizowanych) są bardzo interesujące artystycznie i poznawczo, poszerzają naszą wiedzę o Strzeleckim jako malarzu. Zachowało się około stu szkiców, zróżnicowanych tematycznie i kompozycyjnie, dających się posegregować w pewne grupy. Grupa pierwsza to nieliczne szkice realistyczne, niemal dokumentalne studia np. panoramy Kartuz, sylwetek zwierzęcych. Druga grupa to projekty do tkanin raportowych o dekoracji pasmowej i ornamentyce geometrycznej złożonej z różnorodnej konfiguracji trójkątów, prostokątów, kwadratów i kół. Szkice te są wyrazem poczucia matematycznego porządku, równowagi i statyki. Trzecią grupę stanowią szkice z dominującym elementem herbowym na dekoracyjnym tle, czwarta grupa to szkice o tematyce teatralnej. Jeden z nich przedstawia pustą scenę i cały szereg oświetlających ją fantazyjnych lamp; inny maski teatralne poukładane dekoracyjnie. Wreszcie najciekawszą grupę stanowią przedstawienia pejzaży i kompozycji poetyckich. Występujące w nich formy i rekwizyty, sposób posługiwania się metaforą, nacisk położony na działanie materii, wszystko to sprawia, że klimatem zbliżają się one do realizmu magicznego, bliskie są również poetyce niektórych obrazów surrealistycznych, a zwłaszcza wykazują powinowactwo z obrazami Joana Miró. Pole kompozycji jest w nich zazwyczaj dzielone na drobniejsze, geometryzowane płaszczyzny o własnej kolorystyce, a całość obwiedziona dekoracyjną bordiurą. Na tak przygotowanym tle swobodnie porozmieszczane zostały stylizowane rośliny i kwiaty: palmy, osty itp., zwierzęta, takie jak ryby, ptaki, sowy, koty i łabędzie oraz fragmenty różnorodnych instrumentów muzycznych. Kolorystyka szkiców jest zróżnicowana, są szkice w tonacjach pastelowych, srebrzysto-białe, błękitno-zielone, w stonowanych czerwieniach oraz w kontrastowych zestawieniach zieleni z czerwienią.

Marian Strzelecki żył stosunkowo krótko, a jego dojrzała działalność artystyczna trwała zaledwie lat dwadzieścia. Z całą pewnością nie zdążył on wypowiedzieć w swojej sztuce wszystkiego, co zamierzał. Miał nam jeszcze wiele do zaofiarowania.

Źródło: Marian Strzelecki. 1924-1973. Tkanina – Malarstwo [Wystawa zorganizowana w 30. rocznicę śmierci artysty, 11 marca – 6 kwietnia 2003, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie] . Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2003. ISBN 83-88210-46-7.

[1] Józefa Wnukowa. Historia uliczki Obrońców Westerplatte w latach 1945-1998 [w:] Topos – Dwumiesięcznik Literacki nr 6 (61) 2001, str. 154-155, również o atmosferze domu M. Strzeleckiego i jego gościach pisze Andrzej Cybulski [w:] Rocznik Sopocki XII, TPS, Sopot 1997, str. 92-99

[2] Wanda Wiłkomirska, „Wspomnienie o Marianie Strzeleckim”[w:] „Marian Strzelecki 1924-1973”, Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki, Muzeum Narodowe w Gdańsku, czerwiec 1978 r.

[3] Wszystkie ujęte w cudzysłów terminy, jak: „autonomiczny kolor”, „wykoncypowany kolor”, „gry barwne” są słowami Jana Cybisa użytymi [w:] Jan Cybis: Wstęp do katalogu do wystawy Kapistów w Polskim Klubie Artystycznym, 6 grudnia 1931

[4] Krystyna Zwolińska-Malicka, „Wokół kapizmu” [w:] „Wokół kapizmu” PGS i MN, Gdańsk 1995, str. 21

IGNACY WITZ („Życie Warszawy”):

W krainie czystej estetyki przenoszą nas prace Mariana Strzeleckiego z Sopotu. Malowane tkaniny, których głównym program jest dekoracyjność pewnego specjalnego gatunku. Nieco historyzowana, antykizowana, komponowana na wzór dawnych polskich tkanin. Trawestuje opony i pasy słuckie, ale też usiłuje niekiedy zaprezentować arsenał form nowych. Jest w tym trafna gra konturów, rytmów, jest sięgnięcie do bogactwa świata roślinnego, są ptaki i dna morskie, wreszcie wprzęgnięte w to wszystko proste figury geometryczne. Nie mniej zasadniczym walorem trudu Strzeleckiego staje się barwa użyta mądrze i czule, delikatnie i harmonijnie.

Źródło: Marian Strzelecki. 1924-1973. Tkanina – Malarstwo [Wystawa zorganizowana w 30. rocznicę śmierci artysty, 11 marca – 6 kwietnia 2003, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie] . Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2003. ISBN 83-88210-46-7.

BOGDAN JUSTYNOWICZ („Współczesność”):

Całą twórczość Strzeleckiego – tkaninę i malarstwo – można, a raczej trzeba traktować w sferze obrazu. Dwie szale wagi. Badając artystyczny ciężar złożonych na nich realizacji dochodzi do wniosku, że obie strony obciążone są jednakowo. Tu i tam oczywista jest funkcja pierwotna: dekoracyjna, użytkowa i równolegle sprzężona – w psychologicznym i strukturalnym znaczeniu – funkcja estetyczna.

Źródło: Marian Strzelecki. 1924-1973. Tkanina – Malarstwo [Wystawa zorganizowana w 30. rocznicę śmierci artysty, 11 marca – 6 kwietnia 2003, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie] . Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, 2003. ISBN 83-88210-46-7.

WYSTAWY:

Wystawy indywidualne:

  • 1965 rok – Sopot
  • 1965 rok – Montreal (Kanada)
  • 1965 rok – Nowy Jork (USA)
  • 1965 rok – Gdynia
  • 1965 rok – Gdańsk
  • 1967 rok – Warszawa
  • 1968 rok – Kościerzyna
  • 1971 rok – Goppingen (Niemcy)
  • 1972 rok – Lowenstein (Niemcy)
  • 1973 rok – Gdańsk

Udział w wystawach zbiorowych w kraju:

  • 1951 rok – Warszawa
  • 1952 rok – Warszawa
  • 1955 rok – Gdańsk
  • 1958 rok – Sopot
  • 1964 rok – Gdańsk
  • 1967 rok – Gdańsk
  • 1968 rok – Kraków
  • 1968 rok – Zakopane
  • 1970 rok - Warszawa

Udział w wystawach zbiorowych za granicą:

  • 1951 rok – Bukareszt (Rumunia)
  • 1956 rok – Berlin (Niemcy)
  • 1968 rok – Stuttgart (Niemcy)

Dzieła