Artysta

Smolana, Adam

ADAM SMOLANA (ur. 11 VI 1921 roku; zm. 5 I 1987 roku)

Urodzony 11 czerwca 1921 r. we Lwowie. Od 1938 roku do 1942 roku studiował w Państwowym Instytucie Sztuk Plastycznych we Lwowie, w pracowni Mariana Wnuka. W 1951 roku uzyskał dyplom w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie u profesora Strynkiewicza. W latach 1944-1945 pracował w Szkole Przemysłu Artystycznego we Lwowie. Od 1945 roku należał do Związku Polskich Artystów Plastyków (pełnił w nim wiele funkcji). Od 1946 pracował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku (do 1964 roku z siedzibą w Sopocie). Został najpierw asystentem w pracowni rzeźby a następnie adiunktem, prowadząc równocześnie samodzielnie pracownię rzeźby II roku. Również od tego roku kierował pracami rekonstrukcji rzeźb i płaskorzeźb podczas odbudowy Gdańska (np. Złota Brama, przedproża kamienic przy ul. Mariackiej). W latach 1951-1964 był prorektorem tejże uczelni. W latach 1964-1975 był kierownikiem katedry i pracowni projektowania rzeźby w dziedzinie architektury i urbanistyki. Od 1964 do 1965 roku był profesorem rzeźby Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu w Damaszku (Syria). W 1970 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego. W 1975 roku był komisarzem polskiej wystawy La Mur Vivant  w Paryżu. Od 1975 roku prowadził pracownię rzeźby w PWSSP w Gdańsku. W 1981 roku został dziekanem tejże uczelni. Był członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Sztuk Plastycznych AIAP oraz współzałożycielem Związku Artystów Rzeźbiarzy oraz Towarzystwa Przyjaciół Sopotu. Odbywał liczne podróże zagraniczne, m.in. przebywał we Włoszech i Grecji. Artysta rzeźbiarz. Zajmował się również rysunkiem (wykorzystywał rzadką technikę tuszu lawowanego). Mieszkał w Sopocie. Jego drugim domem były Tatry. Uprawiał wspinaczkę wysokogórską, należał do GOPR-u, był ratownikiem górskim, uprawiał narciarstwo, w tym biegi zjazdowe. Zmarł 5 stycznia 1987 roku i został pochowany na cmentarzu komunalnym w Sopocie.

Prace Adama Smolany znajdują się m.in. w Muzeum Narodowym w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Opolu, Słupsku i Szczecinie, w BWA w Sopocie, w wielu muzeach zagranicznych m.in.: w Egipcie, Nowej Zelandii, Niemczech, Syrii, Indiach, we Włoszech, USA i Rosji.

EUGENIUSZ MELECH:

„Profesor Adam Smolana – artysta, pedagog, społecznik”

Z grona artystów Wybrzeża nieubłagana śmierć wyrwała jedną z najwybitniejszych indywidualności rzeźbiarskich naszej współczesności – prof. Adama Smolanę. W pełni sił twórczych odszedł od nas na zawsze 5 stycznia 1987 r.
Urodził się przed 65 laty we Lwowie, tam też w Państwowym Instytucie sztuk Plastycznych odbywał studia (1938-1942) pod kierunkiem prof. Mariana Wnuka, by w 1951 r. uzyskać dyplom w Akademii Sztuk Plastycznych w warszawie.
Po przeniesieniu się do Sopotu, gdzie los Go ponownie związał z prof. Marianem Wnukiem, Adam Smolana był najpierw asystentem, później starszym asystentem w pracowni rzeźby w PWSSP, został następnie adiunktem, równocześnie prowadził samodzielnie pracownię rzeźby II roku.
Duże zdolności oraz twórcza inwencja Adama Smolany spowodowały, że w uznaniu zasług został prorektorem Gdańskiej PWSSP, co przypadło na lata 1951-1964. Natomiast w latach 1964-1975 kierował katedrą i pracownią projektowania rzeźby w dziedzinie architektury i urbanistyki. W 1970 r. uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego, od 1975 r. prowadził pracownię rzeźby w gdańskiej PWSSP, w 1981 r. został dziekanem tej cenionej uczelni. Od 1945 r. Adam Smolana należał do Związku Polskich Artystów Plastyków, pełniąc w nim wiele odpowiedzialnych funkcji. Był ponadto członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Sztuk Plastycznych AIAP. Jako członek jury wielokrotnie uczestniczył w okręgowych i ogólnopolskich wystawach, był również komisarzem polskiej wystawy Le Mur Vivant w Paryżu (1975).
Z biegiem lat o życiu i twórczości Adama Smolany powstawały filmy telewizyjne, poświęcane mu też były liczne publikacje.
Adam Smolana odbywał również podróże zagraniczne. Był profesorem rzeźby na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu w Damaszku (1964-1965), przebywał we Włoszech i Grecji. Z podróży tych przywoził nie tylko interesujące wyroby rzemiosła artystycznego, ale przede wszystkim nowe wizje artystyczne.
Mimo że Profesor związany był z Sopotem, każdego roku odwiedzał Tatry, urzeczony ich pięknem. W Dolinie Pięciu Stawów przebywał co najmniej miesiąc lub dwa. „Tatry są moim drugim domem” – pisał do swej małżonki Izabeli. Nic dziwnego! Pochłonięty piękną i niepowtarzalną urodą Tatr, nie tylko odbywał dalekie wędrówki, ale i tworzył zafascynowany ich urokiem. Jako wyśmienity narciarz, uprawiający z zamiłowaniem biegi zjazdowe i wspinaczkę, należał do GOPR. Był ratownikiem wielokrotnie spieszącym z pomocą potrzebującym. W Tatrach narodził się jego miłość do podhalańskiej twórczości ludowej. Z gór będących Jego żywiołem, pasją, natchnieniem, powracał do Sopotu z nową energią, z nowymi siłami do tworzenia.
Stale pogłębiał swoją wiedzę, dużo czytając. Jednocześnie tworzył i kształcił nowe pokolenia artystów. Studenci szanowali Go i uwielbiali. Był nie tylko ich nauczycielem, lecz także przyjacielem. Powierzali Mu swoje myśli ufając, że ich nie zawiedzie. Dawał im bowiem szansę poszukiwań własnej tożsamości artystycznej, popierał ich nowatorstwo.
Jako rzeźbiarz czul świetnie artystyczne możliwości drewna. Nie sprzeniewierzając się naturze i charakterowi tego materiału, osiągał w nim efekty podobne do tych, które realizowali w marmurze starożytni rzeźbiarze poszukujący jak najpełniejszego wyrazu dla wyrażania piękna ludzkiego ciała.

Piękny kształt drzewa, jego forma, jego powierzchnia sugerują podobieństwo do ciała ludzkiego – mówił Adam Smolana. – Traktuję drzewo jako istotę żywą, jak pulsującą życiem materię, której może sprawić ból niewłaściwe dotknięcie. Stąd szukam zgodności moich kompozycji z konstrukcyjnymi zaletami i walorami piękna kształtów natury.

Wszystkie właściwe drewnu efekty powierzchniowe i fakturalne nie rozbijają w jego rzeźbach owego całościowego wrażenia klasycznej harmonii i prostej syntezy kształtu, naturalny kolor współżyje ze świetlistym lśnieniem powierzchni tworzywa. A że Marian Wnuk, jako mistrz i nauczyciel Adama Smolany, swoją indywidualnością artystyczną wywierał na niego olbrzymi wpływ, Profesor stał się kontynuatorem jego idei sztuki wrażliwej. Stąd w pracach swoich starał się o integralną więź sztuki ze środowiskiem człowieka, charakterem i architekturą krajobrazu. Z pracowni Mariana Wnuka wyniósł Smolana szacunek dla trwałych wartości sztuki, jak również zaufanie do natury – źródła wszelkich inspiracji twórczych.
Swoje rzeźby i rysunki prezentował Profesor na licznych wystawach. Przynosiły Mu one dużą popularność i rozgłos; przyczyniały się do sprzedaży znacznej części prac. Miał też wystawy indywidualne w Warszawie, Gdańsku, Sopocie, Zakopanem, Poznaniu, Słupsku i Płocku; brał udział w wystawach międzynarodowych w Egipcie, Hiszpanii, Norwegii, Syrii, Włoszech, NRD i ZSRR.
Wiele Jego prac znajduje się w krajowych zbiorach muzealnych m.in.: W Muzeum Narodowym w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku, Wrocławiu, Opolu, Słupsku, nadto w zbiorach Biura Wystaw Artystycznych w Sopocie i w kolekcjach prywatnych. Prace Profesora zawędrowały również do wielu muzeów zagranicznych m.in. w Egipcie, Nowej Zelandii, NRD, Syrii, Indii, Włoszech, USA i ZSRR.
Ostatnia wystawa prac Adama Smolany w Galerii Sztuki BWA w Sopocie (październik 1981 r.) zgromadziła zestaw prac najnowszych i niestety już ostatnich. Na czoło wysunęła się to Nike Gdańska 1970 , zrealizowana w potężnym pnie sosny, pełna dramatycznego wyrazu. Wydarzenia z grudnia 1970 r. i z 1980 r. Profesor jako Polak, gorący patriota, społecznik, wrażliwy artysta, przeżywał niezwykle silnie. Toteż Nike Gdańska 1970 jak i inne prace, związane z tą tematyką, świadczą najdobitniej, że wydarzenia tych lat – pełne napięć i niepokojów – tkwiły głęboko w świadomości autora. Dostrzegając przejawy społecznego zła i potrzebę dokonania zasadniczych, istotnych dla naszego życia zmian, w pełni zaangażował się w działania na rzecz odnowy i niezbędnych przemian. Przez wiele lat swego życia pełnił różne funkcje społeczne i polityczne. Jego postawa działacza i społecznika była charakterystyczna przez całe dojrzałe życie i zjednywała Mu uznanie. Był człowiekiem, którego głos liczył się w różnych środowiskach, a w okresach napięć społecznych miał wartość głosu mediacyjnego.
Prace Profesora potwierdzają, że był artystą znakomitym, wrażliwym, wytrawnym, a wybierając właśnie drzewo (klon, sosna, cis, lipa, dąb, czarny dąb, śliwa, bez, akacja, wiąz, wiśnia, daglezja) – twór biologii, organizm żywy – transponował jego siłę i tragizm w kierunku losu człowieka.
Profesor preferował gatunki drzew twardych, trudnych do wyrzeźbienia i wymagających dużego wysiłku. I to właśnie przynosiło Mu wielką radość i satysfakcję z pokonania materiału. Dysponując dużą znajomością anatomii drzewa i jego konstrukcji, na użytek sztuki odkrywał nowe i nieoczekiwane cechy tego tworzywa, przedłużając niejako – już w kształcie artystycznym – jego życie. Tak więc ukazywał nowe możliwości rzeźby z drewna. Oddajemy zresztą głos samemu artyście:

Nie interesuje mnie drewno mechanicznie przygotowane: deska, belka, blok sklejony. Interesuje mnie indywidualność drzewa ukształtowana przez czas i warunki. Nie podporządkowuję swych koncepcji materiałowi, poszukuję materiału, który charakterem swym odpowiada moim koncepcjom. Kształtowanie rzeźby w drzewie od wieków posiadało ustalone metody, niewiele różniące się na przestrzeni czasu. W drewnie, jak w żadnym innym materiale, długo trwało przyzwyczajenie do sposobów i metod oraz konwencji, jakiej rzeźba winna odpowiadać. Dziś ma własną specyfikę i charakter. Nie można tym samy sposobem i tym samym narzędziem kształtować różne gatunki drzewa. Niektóre gatunki są wręcz niszczone przez złe użycie narzędzia lun niewłaściwy sposób kształtowania, zanika ich „osobowość”.
Możliwości działania w drzewie i granicie, których przekroczyć nie można, przypominają napięcie łuku lub struny: trzeba wyczuć kiedy i gdzie kończy się wytrzymałość materiału. Poznanie praw materiału jest dla rzeźbiarza podstawą twórczości. Bezwzględne podporządkowanie materiału swoim koncepcjom jest dowodem niezrozumienia praw rządzących naturą.
Dla mnie kształt drzewa łączyć się ma zawsze z kształtem człowieka. Natura w każdym swym przejawie jest logiczna i sensowna, pozostawia jednak zawsze miejsce na interpretację, jeśli mieści się ona w logice budowy i charakterze materiału. Starzy mistrzowie doskonale znali specyfikę i możliwości każdego gatunku drzewa, doceniali jego walory i szanowali charakter.

Rzeźba plenerowa i pomniki stanowiły osobny nurt zainteresowań artysty. Tak więc powstały: Pomnik Obrońcy Chojnic (1959 r.), Pomnik Obrońców i Wyzwolicieli Gdyni (1968 r.), Rzeźba Ryb na bulwarze nadmorskim w Gdyni (brąz, 1968 r.), Kamień-rzeźba w plenerze (Nałęczów, 1975 r.), Rzeźba w plenerze (stal nierdzewna, Wałbrzych), Nike (drewno, Muzeum w Gdańsku, 1962 r.), Narcyz (drewno, Warszawa, 1962 r.), Aegina (drewno, Kraków, 1975 r.) i wreszcie monumentalny, jakże piękny, Pomnik Martyrologii Polskich Mieszkańców Sopotu (brąz, granit, 1985 r., współpraca z inż. arch. Włodzimierzem Stopą). Adam Smolana projektował i realizował również rzeźby mające zastosowanie w architekturze i urbanistyce miast i osiedli.
Niewątpliwy wpływ na twórczość Adama Smolany miała także druga Jego małżonka, Izabela, również utalentowana i wybitna rzeźbiarka, wychowanka prof. Alfreda Wiśniewskiego, absolwenta gdańskiej PWSSP z 1969 r. Adam Smolana marzył o pełnej rodzinie. I właśnie pani Izabela urodziła najpierw syna Mateusza, a następnie córkę Dorotę. W chwili śmierci Profesora dzieci miały 12 i 9 lat.
Przez dziesiątki lat pracowite dłonie Profesora wdzierały się w drewno, zanurzały się sprawnie w glinie. Ale nadeszła, jakże przykra, bolesna chwila: moment ich niesprawności. W wyniku wylewu nastąpił niedowład lewej ręki. Cóż może być bardziej tragicznego dla artysty tego formatu co Smolana?
I oto, obok coraz rzadszego uśmiechu, pojawił się na Jego zmęczonej twarzy grymas. To oznaka choroby, załamania się wewnętrznego, walki o życie i przywrócenie sprawności ciału. Zrodził się bunt: „Co ja takiego uczyniłem, że tak mnie los doświadcza?” – wyrzucał z siebie wobec żony, która okazywała wiele cierpliwości, troski i czułości wobec cierpienia swego męża. Częstokroć jednak spotykała się z wyrzutami. Był to dowód stale pogarszającego się stanu zdrowia Profesora i Jego stanu psychicznego. Jak długo to jeszcze potrwa? Takie pytanie stawiała rodzina, najbliższe otoczenie, przyjaciele. A przyjaciół Profesor miał wielu, i to nie tylko w środowisku artystycznym. Odwiedzali Go do ostatnich chwil Jego życia. Nadal, starym zwyczajem, przy kawie lub kieliszku wina dyskutowali, rozpamiętywali, planowali, nie przypuszczając nawet, że są to ostatnie dni życia Profesora: że Jego serce, tak czułe i wrażliwe, odmówi niebawem posłuszeństwa. I taki moment nadszedł 5 stycznia 1987 r.
Odszedł od nas Człowiek wielkiego serca. Odszedł wielki artysta, pedagog, społecznik, wielokrotnie nagradzany i wyróżniany najwyższymi odznaczeniami państwowymi i resortowymi, że tylko wymienimy Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (dwukrotnie), Nagrodę Państwową Ministerstwa Kultury i Sztuki, Odznakę „Zasłużony Działacz Kultury”, plakietę „Za Zasługi w Dziedzinie Kultury i Sztuki dla Miasta Sopotu”.
Całe swoje pracowite życie poświęcał Profesor sztuce i człowiekowi. Zaskarbił tym sobie szacunek, ogólną sympatię i życzliwość.
Profesor miał również zwyczaj robienia zapisków, pisania listów. Nie wysyłał, nie doręczał ich, a po prostu gromadził w swej szufladzie wierząc zapewne, że kiedyś dotrą one do właściwych rąk i będą przeczytane.
Listy te pisał do swej małżonki Izabeli, a także do dzieci. Są te listy ważnym dokumentem myśli i uczuć Profesora. Wzruszający jest szczególnie list do syna noszący datę 20 VIII 1984 r.
List ten to jakby testament i zarazem zbiór rad dotyczących życia, działania, postępowania. To jakby kodeks wartości, do których Profesor przywiązywał szczególne znaczenie:

Uwielbiasz przyrodę, szanujesz ją i chyba rozumiesz, to bardzo ważne. Ale słowo „natura”, „przyroda” to pojęcie niezwykle rozległe. Myślę, że opanujesz to i będziesz kontynuował w przyszłości. Pamiętaj, że to co człowiek tworzy, sam będąc tworem natury, też jest cenne i ważne pod warunkiem, że nie szkodzi środowisku, naturze, a tym samym człowiekowi. Działaj z własnym sumieniem w zgodzie, bądź ludziom życzliwy, służ zawsze im pomocą, bądź uczciwy, rzetelny, sumienny. Co robisz, rób z sercem i przekonaniem, nie przeceniaj pieniędzy – są ważne, ale nie są celem w życiu.
Doceniaj prawdziwą przyjaźń. Dla ratowania ludzkiego życia nie wahaj się ryzykować własnego zdrowia i majątku.
Niech wzorem Ci będą sławni patrioci-Polacy. Bierz z nich przykład. Niech będą Ci wzorem wielcy naukowcy, podróżnicy, odkrywcy kontynentów, nieznanych kultur, badacze przeszłości, żeglarze, alpiniści.
Zdobywaj przyjaźń takich ludzi, gdyż wielkość i wartość tego co się robi leży w naszych rękach, a jeśli są czyste i uczciwe, i chętne do pracy i pomocy oraz wykonują pracę z przekonaniem i wiarą, to te cechy profitują, bo służą wszystkim.
Doceniaj uczciwych i prawdziwych ludzi bez względu na przekonania i kolor skóry. Doceniaj i chroń piękno przyrody, sztuki i innych tworów ludzkiej myśli i ludzkich rąk.
Opiekuj się i chroń słabszych, bądź bezwzględny dla nieuczciwych i oszustów. Nie oceniaj pochopnie ludzi z pozoru. Często ci niepozorni, a i przeciwni naszym poglądom, są dla nas życzliwi będąc bezkompromisowymi, bo reflektują nas i zmuszają do myślenia nad sobą i samokontroli.
Dużo czytaj i rozmawiaj dużo, ale wybieraj nie to co łatwe. Bezcenne i wartościowe jest czasem trudne, lecz tylko pokonywanie trudności kształtuje człowieka. Nie szukaj łatwizny, bo potem w garści zostają plewy, a w głowie pustka.
Jeżeli cokolwiek poznajesz i badasz, rób to dogłębnie i z pasją. Doceniaj sądy ludzi mądrych doświadczonych, ale też i ludzi prostych, mających doświadczenie praktyczne. Ich zdania i sądy bliskie są wartości wielkich mędrców, a czasem wręcz jednakie. Robi to rzetelna praca, znajomość przedmiotu i obserwacja natury nie skażonej schematami.
Wybieraj co wartościowsze, skonfrontuj z rozważaniami i wypowiedziami Mędrców Antyku, który jest i zostanie na zawsze fundamentem naszej kultury i sztuki, zawsze żywy, zawsze aktualny. Oni zajmowali się człowiekiem i poznali go najlepiej.
A jeśli ci będzie kiedyś źle i trudno, i smutno, idź w góry nasze, Tatry – do Pięciu Stawów. Tam znajdziesz ukojenie i przyjaciół, których mi tam nigdy nie brakło. Ale też i moje serce zawsze tam było i jestem myślą w górach, w turniach, skałach, smrekach, kosówce, ziołach, strumieniach, zwierzętach, w wietrze i zapachu jedynym na świecie.
Dlatego to piszę, bo chcę żebyś wiedział, że to jest mój drugi dom i rodzina, nie z ojca i matki, lecz z wyboru. Siądziesz na tarasie słuchając plusku wody w stawie, szumu Siklawy, wiatru w kosówkach. I niebo pełne gwiazd i głębi, spokój obejmujący całe ciało i umysł. Wtedy pomyślisz: oby nikt nie wołał pomocy! – A jeśli zawoła, to pójdziesz.
Bądź prawdziwym człowiekiem i tym niezawodnym przyjacielem, na którego można zawsze liczyć.
Trzymaj się, myśl o mnie i mniej mnie przy sobie, będzie Ci raźniej.

List ten mamy prawo odczytywać nie tylko jako zbiór wskazań Profesora dla syna, którego nie było mu dane prowadzić przez młodość ku dojrzałości. Mamy prawo odczytywać również jako komentarz do własnej biografii Profesora, jako zbiór zasad uznawanych przezeń i wypełnianych w pracowitym, intensywnym życiu artysty, nauczyciela i społecznika.

Źródło: Melech Eugeniusz. Profesor Adam Smolana – artysta, pedagog, społecznik. Rocznik Sopocki 1985-1986 , s. 71-76.

ZOFIA WATRAK:

W pracowni zmarłego rzeźbiarza obcy jej porządek tchnie nieobecnością, dramatem opuszczenia. W sprzętach, rzędach narzędzi równo poukładanych, pniach ściętych, drzew, rzeźbach ciasno obok siebie ustawionych tkwi jeszcze pamięć żywych dłoni, które dały trwanie rzeczom godnym ocalenia.
Rzeźbiarz mówił: „Przedłużam życie drzewa” – a teraz ono jest śladem jego życia, zapisem jego namiętności, wyobraźni, rozumienia świata.
Wybór drzewa, jako tworzywa, nie był przypadkiem. Tkwi w tym wyborze jakiś głęboki, wielowymiarowy sens. Jest ono bowiem organizmem biologicznym uzmysławiającym witalne siły natury. W wielu mitach i religiach wyraża życie drzewa „sposób bycia” kosmosu, jego zdolność odradzania bez końca, ideę regeneracji, wiecznej młodości, siły, nieśmiertelności.
Do własnej mitologii drzewa doszedł Adam Smolana nie od razu. Pracował w wielu tworzywach, choć tylko w tym jednym uzewnętrznił w pełni swoją osobowość artystyczną i zdobył trwałe miejsce w szczególnie znaczącym w Polsce nurcie rzeźby w drewnie. Drewno łączyło się bowiem z ideą szkoły narodowej zrodzonej w kręgu artystów zakopiańskich zafascynowanych górami i tradycją sztuki ludowej. Folklor uważali za część natury. Wierność wobec tworzywa była dla nich wiernością wobec natury. Odkrywania naturalnych walorów drewna uczyli się u ludowych snycerzy, w których twórczości były jeszcze obecne archaiczne źródła rzeźby rodzimej. Nawiązanie do nich kontynuowało tradycje narodowe.
Adam Smolana czuł się związany z zakopiańską szkołą nie tylko osobistymi przyjaźniami, ale także poprzez taternickie pasje, miłość do świata gór i podhalańskiej twórczości ludowej przechowującej więź człowieka z przyrodą szczególnie bliską Smolanie. Studiował rzeźbę ludowa bardzo uważnie i – za jej pośrednictwem – artystyczne możliwości drewna. Początkowo można nawet zauważyć krótkotrwały wpływ tych obserwacji i one to właściwie zdecydowały o przewrocie, jaki nastąpił w jego twórczości po 1955 r. na tle ogólnej reakcji przeciw skonwencjalizowanej sztuce socrealizmu. Pierwsze rzeźby, które powstały w latach 1956-1957, Marynka i Prakseda, nawiązywały do zasad rzemiosła snycerskiego. Wykonane były z jednolitych, surowo obrobionych klocków z pewnym sentymentem dla wartości samego materiału, ale dalekie jeszcze od naturalnego kształtu drzewa. Zwrot taki zapowiadała dopiero Głowa Wantuli z 1958 r.
Drzewo zaczyna występować w organicznym splocie kory, miąższu, korzeni. Tak więc źródłem inspiracji staje się żywa, biologiczna natura drzewa, które przestawiło twórczość Smolany na całkowicie indywidualną drogę. Nie zatrzymał się jednak na tradycji rzeźby ludowej, inspirującej twórczość wielu, jak Antoniego Rząsę, czy Stanisława Kulona, ani nie poszedł w kierunku eksperymentalnych prób jej modernizowania, jak Jerzy Bereś. Jest natomiast wiele wspólnego w postawie Smolany, jaką przyjął wobec materii ukształtowanej przez przyrodę, z koncepcją rzeźby w granicie odkrytą przez Stanisława Horno-Popławskiego. We własnej idei drzewa znalazł Smolana współczesną formułę, nawiązującą jednak do porządku natury, stanowiącego podstawę harmonii dzieła. Jak Horno-Popławski w kamieniu, tak Smolana w drewnie podkreślał naturalny kształt znalezionego tworzywa i oszczędnymi środkami osiągał efekt skończoności dzieła.
Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych powstaje jeszcze cykl rzeźb animalistycznych, ale już w latach sześćdziesiątych dominuje postać i zdobywa całkowitą wyłączność. Pień ściętego drzewa nierozerwalnie łączy się i kojarzy z różnymi formami ekspresji ciała ludzkiego.

„Podpatrując drzewo, jego charakter, budowę i konstrukcję, chcę tworzyć nowe kształty, budować i konstruować zgodnie z charakterem materiału, tworzyć własne kompozycje, realizować własne koncepcje tak, by drzewo pozostało drzewem lecz podporządkowane moim zamierzeniom. Staram się zachować charakter mocy, siły, prężności materiału. Nie niszcząc go przez dodanie lub odjęcie stworzyć większe lecz zamierzone napięcia.
Piękny kształt drzewa, jego forma, jego powierzchnia sugerują podobieństwo do ciała ludzkiego. Traktuję drzewo jak istotę żywą, jak pulsującą życiem materię, której może sprawić ból niewłaściwe dotknięcie. Stąd szukam zgodności moich kompozycji i koncepcji z konstrukcyjnymi zaletami i walorami piękna kształtów natury”[1]

Pień z konarami sugeruje tors z uniesionymi ramionami i taką postać w różnych wariantach zachowują kompozycje figuralne Smolany. Symbolika drzewa w sposób organiczny łączy się z człowiekiem, któremu rzeźbiarz nadaje mityczne imiona. Mitologiczne paralele wskazują nieustanną powtarzalność tych samych wiecznych problemów, dotyczących istoty i sensu życia. Pozwalają wyjść poza czas historyczny i uniwersalizują niezmienne role i sytuacje, nierozwiązalne konflikty powtarzających się postaw i idei.
Różnorodne formy mitologizowania nie są zjawiskiem odosobnionym w sztuce XX wieku. Pojawiają się zwłaszcza w literaturze jako metoda artystyczna i sposób przeżywania świata. Znajdziemy ją w powieściach Tomasza Manna, Jamesa Joyce’a, Franza Kafki czy Davida H. Lawrence’a. Służyła ona zwykle ujawnianiu współczesnej degradacji człowieka. Przez porównanie z wysokimi wzorami mitu wskazywała procesy wyobcowania i pogłębiającego się kryzysu duchowego.
Mitologizm Adama Smolany raczej uwzniośla człowieka i nobilituje współczesność. Ma akcenty optymizmu i wiary. Łączy się bowiem mitem drzewa, jego symboliką umierania i ponownych narodzin, niezniszczalną siłą i witalizmem natury. Znajomość i przywiązanie do kultury i sztuki starożytnej nie oznacza jednak nawiązania do form antycznych. Mitologia stanowi bowiem środek metaforyzowania czy „szyfrowania” sytuacji współczesnych, dla których znajduje rzeźbiarz nowoczesne środki ekspresji i formę zachowującą surowy kształt biologicznej natury drzewa, osiągając przy tym niemal klasyczną, wyrafinowaną harmonię.
Szacunek dla uniwersalnych i trwałych wartości sztuki, zaufanie do natury jako niewyczerpanego źródła inspiracji wyniósł Adam Smolana z pracowni Mariana Wnuka, którego był uczniem jeszcze w PISP we Lwowie a później asystentem, już w okresie powojennym, kiedy związał się na stałe z gdańską PWSSP. I choć szukał drogi do wypowiedzi w pełni zuniwersalizowanej na miarę współczesnej wrażliwości estetycznej, w zasadzie nie sprzeniewierzył się klasycznym ideom. Zafascynowany przyrodą, w niej szukał ładu i porządku dzieła.

„Natura w każdym swym przejawie jest logiczna i sensowna, pozostawia jednak zawsze miejsce na interpretację, jeśli mieści się ona w logice budowy i charakteru materiału” – pisał w katalogu wystawy z 1981 r.[2]

Poznać materiał znaczyło dla Smolany tyle, co poznać prawa natury, a naginać materię bezwzględnie do własnych koncepcji było dowodem niezrozumienia praw rządzących naturą. Harmonijną i organiczną jedność materii, treści i formy znalazł w ściętym pniu drzewa. Ono jest substratem formy, sugestii tematycznych, znaczeniowych. Rzeźbiarz uważnie obserwuje drzewo. Dojrzewa w nim wizja nowego kształtu, istniejącego jednak potencjalnie w naturze drzewa. On ten kształt ujawnia, eliminując zbędne elementy, dodając inne, aż pierwsze skojarzenie staje się coraz bardziej czytelne, choć nie do końca sprecyzowane. Te aluzyjne kompozycje figuralne otwierają przed widzem nieskończone możliwości interpretacyjne, które są tym bogatsze, im większym doświadczeniem kulturowym dysponuje odbiorca.
Ikar… Ten motyw pojawia się najczęściej w twórczości Smolany. Jeden z najpiękniejszych mitów zdaje się pochłaniać wyobraźnię rzeźbiarza. Wraca do tego tematu nieustannie w dwóch zasadniczych wariantach – kompozycja w pionie i w poziomie rozpina los Ikara między zwycięskim lotem a tragicznym upadkiem. Szczupła i wiotka sylwetka chłopca z trudem zdaje się dźwigać ciężar rozpiętych skrzydeł. Ich ekspresja tkwi w działaniu drewnianego tworzywa, w jego masywności, ukształtowaniu miąższu, włókien, słoi, które rzeźbiarz ujawnia, zostawiając wrażenie naturalnej surowości materii kontrastowanej z opracowaną powierzchnią ciała Ikara. Cały dramat zawarty jest między żywiołem materii skrzydeł a tym wątłym, napiętym chłopięcym ciałem.
Ikar wyraża to, co w człowieku najpiękniejsze – żądzę poznania, która skłania go do podejmowania czynów ponad miarę własnych możliwości i na przekór kruchości życia. Prometeusz – również postać z galerii Smolany – znał wartość wiedzy, której strzegli bogowie. Dając człowiekowi twórczy ogień, dał mu siłę, poczucie godności i wolności. Zrównał go z bogami i za to został ukarany. Zginąć musiał Ikar, bo sięgnął w rejony niedostępne człowiekowi. Dziś na symboliczny lot Ikara nanosi się odwieczna historia walki człowieka z przemijalnością przez podejmowanie dzieła, które kontynuują inni. Jakby życie odnawiało się w ciągłości trudu kolejnych pokoleń, pchanych ciągle tym samym instynktem poznawania świata, choć im większa jest wiedza, tym dotkliwsza jest świadomość ułomności ludzkiej natury i znikomości istnienia we wszechświecie. A jednak człowiek nie ustaje w tym trudzie, który jest jednocześnie i lotem, i spadaniem. Ikar i Prometeusz nie wyczerpują mitycznych fascynacji Adama Smolany. Często pojawia się skrzydlata bogini zwycięstwa – Nike i Nike Apteros – bezskrzydła bogini pokoju i słusznej walki, opiekunka bohaterów a także „Pax” – personifikacja pokoju. Nike Gdańska ułożona z olbrzymich bloków ciętego pnia monumentalizuje współczesność, tak jak i inne rzeźby Smolany, oprócz ostatniej, już nie dokończonej. Przed nią był jeszcze cały obszerny krąg tematów związanych z kultem piękna, miłości, płodnych sił natury: Afrodyta Kallipygos – bogini z pięknymi pośladkami, Eos – różanopalca, kochliwa bogini świtu, Diana – boginka lasów, Menada – bachantka, czcicielka Dionizosa, Afrodyta Anadyomene „urodzona z piany morskiej” – bogini miłości i opiekunka żeglarzy. Wszystkie one łączą się z mitem kobiety-ziemi i symboliką drzewa wiecznie żyjącego.
Człowieka w swoich wiecznie tych samych wcieleniach Smolana heroizuje, nadając mu imiona mitycznych bohaterów i upodabniając go do natury i symboliki drzewa. Nawet te nieliczne kompozycje abstrakcyjne swoim wertykalnym układem przypominają las. Pion wyraża statykę, harmonię i przestrzeń. Z tego wątku twórczości pochodzą prace przekazane Galerii Rzeźby Współczesnej w Państwowej Operze i Filharmonii Bałtyckiej.
Miał też Adam Smolana wątek osobny, związany z projektowaniem przestrzennym. Tutaj indywidualne emocje i skojarzenia przesuwane były na plan dalszy. Realizacje akcentujące skrótem plastycznym miejsca upamiętnienia historii były podjęciem konkretnego zadania i powstawały w splocie obiektywnych uwarunkowań. Ten nurt twórczości wynikał z jego społecznikowskich pasji i wiary w wielki, humanistyczny i dydaktyczny sens sztuki. Ten szczególny rys postawy moralnej rzeźbiarza łączył go z tradycjami szkoły zakopiańskiej. Podobnie jak Marian Wnuk, nie rozdzielał funkcji estetycznych od społecznych. Kierowany tym przesłaniem, jak wielu innych z kręgu szkoły zakopiańskiej (łącznie z Wnukiem i Kenarem), rozpraszał swój talent w działaniach społecznych, administracyjnych i dydaktycznych. Uważał je za swój obowiązek i nazywał „zaczepieniem życia”.
Ostatnia, nie ukończona rzeźba jest akcentem szczególnym, tak bardzo odmiennym od tego wszystkiego, co dokonał. Czarny dąb, spreparowany właściwie przez naturę jako materia jeszcze nie opracowana, stanowi już strukturę niezwykle dramatyczną, przepracowaną przez czas, działanie ognia, wody i postępujące procesy rozpadu. To niezwykły obiekt przyrody, którego nie zdążyła dotknąć ręka rzeźbiarza, ale zobaczył w nim człowieka po wybuchu atomowym: Homo post atomicus – to tytuł rzeźby, która miała powstać z niepokoju i zwątpienia. Zagrożenie życia to także pochodna ikarowego lotu ludzkości, który otwiera nowe, nieznane jeszcze możliwości, ale i zabija.

Źródło: Watrak Zofia. Mitologia drzewa Adama Smolany. Rocznik Sopocki 1985-1986 , s. 103-108.

[1] Katalog wystawy, Adam Smolana. Rzeźba, Warszawa, „Zachęta”, luty 1965 r.
[2] Katalog wystawy rzeźby i rysunku Adama Smolany, Sopot, BWA, październik 1981 r.

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA:

  • 1953 rok – Nagroda Ministra Kultury i Sztuki III stopnia
  • 1964 -1965 rok – stypendium zagraniczne
  • 1975 rok – Nagroda Ministra Kultury i Sztuki I stopnia
  • Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski
  • Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (dwukrotnie)
  • Odznaka Zasłużony Działacz Kultury
  • Plakieta Za Zasługi w Dziedzinie Kultury i Sztuki dla Miasta Sopotu

REALIZACJE RZEŹBIARSKIE:

  • 1959 rok – pomnik Obrońcy Chojnic w Chojnicach
  • 1960 rok – Biały koń (drewno)
  • 1962 rok – Narcyz w Warszawie (drewno)
  • 1962 rok – Nike w Muzeum Narodowym w Gdańsku (drewno)
  • 1965 rok – Piękna Helena (topola)
  • 1968 rok – Galaktoniusz (drewno)
  • 1968 rok – pomnik Obrońców i wyzwolicieli Gdyni w Gdyni
  • 1968 rok – rzeźba Ryby na bulwarze nadmorskim w Gdyni (brąz)
  • 1969 rok – Wierzyczanka w Parku Miejskim w Starogardzie Gdańskim
  • 1970 rok – Źrebak (drewno)
  • 1975 rok – rzeźba Kamień w plenerze, Nałęczów
  • 1975 rok – Aegina w Krakowie (drewno)
  • 1978 rok – Święty Sebastian z Birkenau (daglezja)
  • 1979 rok – Ikar (klon)
  • 1985 rok – Pomnik Martyrologii Polskich Mieszkańców Sopotu w Sopocie (brąz, granit, współpraca z inż. arch. Włodzimierzem Stopą)
  • 1987 rok – Homo post Atomicus (dąb)
  • Wałbrzych – rzeźba w plenerze (stal nierdzewna)

WYSTAWY:

Wystawy indywidualne:

  • 1962 rok – BWA w Sopocie
  • 1965 rok – Zachęta w Warszawie
  • 1966 rok – BWA w Zakopanem
  • 1968 rok – BWA w Poznaniu
  • październik 1981 rok – Galeria Sztuki BWA w Sopocie
  • 1995 rok – Galeria ZAR w Gdańsku
  • 26 luty – 12 marzec 2008 roku – Rzeźba i rysunek , Galeria Senatorska w Warszawie
  • 2008 rok – Galeria Refektarz w Kartuzach
  • 28 październik – 30 listopad 2011 rok – Adam Smolana. Człowiek i materia, Galeria Od Czasu Do Czasu w Gdyni
  • Gdańsk
  • Słupsk
  • Płock

Udział w wystawach zbiorowych za granicą:

Indie; Egipt; Syria; Włochy; Niemcy; Norwegia; Hiszpania; Rosja