Artysta

Skrebec, Jerzy

JERZY SKREBEC (ur. 11 II 1926 roku; zm. 15 I 1995 roku)

Urodzony 11 II 1926 roku w Łodzi. Studia artystyczne odbył w dwóch uczelniach: Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi w pracowni profesora Władysława Strzemińskiego (1946-1951) oraz w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku w pracowni profesora Juliusza Studnickiego. Na Wybrzeże przeniósł się po zmianie struktury kształcenia, kiedy to program uczelni w Łodzi zmierzał do ściślejszych związków sztuki z produkcją przemysłową i potrzebami miasta. Natomiast uczelnia gdańska była wówczas ośrodkiem o mocnym oddziaływaniu polskiego koloryzmu. Dyplom uzyskał w 1952 roku.  Brał udział w licznych wystawach zbiorowych a jego prace były wielokrotnie nagradzane. Przez 25 lat mieszkał i tworzył w Sopocie, później przez kilkanaście lat w Gdańsku. Uprawiał olejne malarstwo sztalugowe, a także stosował: akwarelę, gwasz i rysunek. Głównym elementem w jego obrazach jest kolor. Jego prace przeważnie są niewielkich rozmiarów. Malował kompozycje, martwe natury, pejzaże, fragmenty Sopotu i wizerunki Gdańska. Zmarł 15 stycznia 1995 roku w Gdańsku i został pochowany na cmentarzu łostowickim.

Prace Jerzego Skrebeca znajdują się m.in. w zbiorach Muzeów Warszawy, Szczecina i Gdańska jak również w zbiorach prywatnych w kraju, a także we Francji, Norwegii, Niemczech, Kanadzie, Szwecji, Australii i USA.

IGNACY WITZ („Plastycy Wybrzeża” 1969):

Jerzy Skrebec jest kolorystą, który inspirowany przez naturę osiąga rezultaty w jej daleko idących przetworzeniach. Jego pejzaże komponowane przeważnie na zasadzie przenikania się i kojarzenia syntetycznych i nieco geometryzowanych kształtów – zbliżają się niekiedy do granicy malarstwa o niemal już czysto abstrakcyjnej intrydze plastycznej. Czynnik geometryczny jest w nich bowiem elementem ładu, chociaż nie wnosi on ani suchości, ani programowej wyłączności operowania materiałem takich figur, jak: kwadrat, stożek, koło. Poczucie swobody rozciąga się u Skrebca przeto i na te jego elementy również, nic więc dziwnego, że w jego malarstwie z jednakową siłą daje o sobie znać, oprócz tektoniki, oczywisty liryzm, przede wszystkim ujawniany poprzez ciekawą paletę.

Źródło: Malarstwo Jerzego Skrebeca: z kolekcji Antoniego Żabczyńskiego i Jana Kozłowskiego [styczeń 2013, Galeria Triada w Sopocie, Galeria w Dworku Sierakowskich w Sopocie; katalog finansowany przez Urząd Wojewódzki w Gdańsku i Urząd Miejski w Sopocie]. Oprac. A. Żabczyński, fot. W. Węgrzyn. Sopot: Galeria Triada, Galeria w Dworku Sierakowskich, 1995.

NOWISIELSKI KAZIMIERZ („Głos Wybrzeża”, sierpień 1994):

Skrebec, uczeń legendarnego prof. Władysława Strzemińskiego z Łodzi i prof. Juliusza Studnickiego z Gdańska, w jednym dziele potrafi połączyć szacunek dla realności obserwowanego świata z niepodległym blaskiem wewnętrznego widzenia, nadając swej malarskiej wypowiedzi bardzo własny, rozpoznawalny styl. Jego cechą bywa subtelność użytych środków, delikatne zestawienie barw, wielka wrażliwość na półtonalnej przejścia i wibracje kolorów, zatarcie konturów dające w efekcie wrażenie kontaktu ze światem bliskim, a jednak wciąż nie rozpoznanym, przysłoniętym tak jedyna, tak właściwą dla jego pejzaży i martwych natur mgłą oddalenia. Skrebecowe rzeczy i krajobrazy wciąż zdają się nosić w sobie subtelną poświatę pożegnań i to ona czasem wydaje mi się najważniejszym bohaterem jego sztuki.

Widzowie lubiący odczytywać ślady kulturowych fascynacji artystów zapewne z satysfakcją śledzić tu będą przenikanie się modernistycznej nastrojowości z awangardową tendencją do syntetyzowania form; odnajdą ślady postimpresjonistycznych doświadczeń krzyżujących się z duktem dobrej szkoły polskich realistów. U niego rzeczy znaczą tyle, ile warte są pod względem artystycznej skuteczności echa, czy powidoki wnoszonych przez nie barw.

Znajome nam wszystkim gdańskie budowle, place i uliczki na obrazach Skrebeca żyją własnym, malarskim życiem. Rezygnując ze szczegółów, z natręctwa detali, malarz szuka ich przestrzennej oraz kolorystycznej istoty, która bardziej niźli z realności – bierze się ze sztuki niepowtarzalnego widzenia.

W tak charakterystycznym dla prac Skrebeca klimacie zadumy i nostalgii, w tym tak jedynym dla niego opalizowaniu złamanego szarościami światła daje się odczytać jakiś gest oddalenia, w którym szuka się tej najważniejszej, bo niepowierzchownej prawdy świata – by przy niej tym bardziej być; by ja tym bardziej ukochać.

Źródło: Malarstwo Jerzego Skrebeca: z kolekcji Antoniego Żabczyńskiego i Jana Kozłowskiego [styczeń 2013, Galeria Triada w Sopocie, Galeria w Dworku Sierakowskich w Sopocie; katalog finansowany przez Urząd Wojewódzki w Gdańsku i Urząd Miejski w Sopocie]. Oprac. A. Żabczyński, fot. W. Węgrzyn. Sopot: Galeria Triada, Galeria w Dworku Sierakowskich, 1995.

NOWISIELSKI KAZIMIERZ („Topos” nr 5-6/1994):

Na dyskretną a jednocześnie bardzo istotną prawdę malarstwa Jerzego Skrebeca składają się przede wszystkim rozmaite imiona prostoty, które ten artysta wyprowadza z tego, co można by nazwać życiem światła w nas samych, w rzeczach i pomiędzy rzeczami. Nienachalne, czasami nawet zgrzebne piękno jego obrazów zdaje się zarazem owocem podziwu dla widzialnego świata i szacunku dla tego, co w nim nieprzejawione, zakryte, a przecież współdecydujące o tym, czym jest każde istnienie. Lekko przymglone rozproszone światło, tak jedyne na płótnach Skrebeca, pośredniczy między rozmaitymi wymiarami życia, łącząc różnorodne aspekty czytelności bytu w jedną, emanującą tajemniczą poświatę całości. Wszystko, na co spogląda gdański artysta, zdaje się przesłonięte delikatną mgłą oddalenia, która zataja i wytłumia krzykliwą wieloimienność rzeczywistości, syntezując jej kształty i przybliżając ku jakiejś wspólnej nam wszystkim prawdzie pożegnania. Łagodna tonacja szlachetnie pojmowanej melancholii kameralizuje przestrzenie Skrebecowych obrazów tak, iż nawet to co oddalone – wydaje się cząstką wewnętrznego widzenia artysty. Mżąca jasność, która je wypełnia, ma w sobie coś ze zwiewnej, a nawet magicznej aury.

W przeciwieństwie do tych malarzy, którzy prawdę o życiu układają w rozmaite narracje, Skrebec niechętnie odwołuje się do jakichkolwiek opowieści. Maluje przede wszystkim pejzaże i martwe natury, w nich szukając rozmaitych walorów swego przymglonego światła, które zdaje się wystarczać za estetyczną atrakcyjność rzeczy i egzotykę niecodziennych zdarzeń. Ze swą ściszoną poetyką odnajdywania niezwyczajnego w tym, co najbliższe, ze swoją solidnością w traktowaniu malarskich powinności, Skrebec sytuuje się na obrzeżach krzykliwych, agresywnych tendencji we współczesnej sztuce. Tak naprawdę trzeba włożyć wiele trudu – zdaje się mówić artysta – aby pozostać skutecznym poszukiwaczem ulotnej prawdy widzialnego świata.

O takich twórcach powiada się czasem, że są wierni sobie. W przypadku Jerzego Skrebeca jest to przede wszystkim budowana na cierpliwie sprawdzanych przez siebie sposobach malowania, wznoszona na fundamencie głęboko przetrawionej tradycji oraz na tym, co zwiemy malarską intuicją, która pozwala artyście wybrać z obszaru jego doświadczeń to tylko, co decyduje o wyjątkowości widzenia, a co pod jego okiem, przy pomocy wprawnej ręki przekształca się w suwerenny świat obdarzony własnym życiem i wyrazistym stylem.

Płótna Skrebeca, niezależnie od tego, czy przedstawiają fragmenty starego Gdańska, czy owoce na stole, czy też rzeczy wyprowadzane jakby z jakiejś półsennej imaginacji, wyróżnia niezwykła oszczędność w dysponowaniu barwnym dodatkiem światła, subtelność walorowych rozwiązań w obrębie niezbyt skontrastowanej skali kolorów, delikatna gra półtonami, dbałość o wewnętrzny ład obrazu, o jego rytm i czysto plastyczną skuteczność barwnych efektów. Jego środki malarskie bywają dyskretne, choć jednocześnie tak wiele wymagające zarówno od twórcy, jak i od widza.

Skrebec, wychodząc od fascynacji przede wszystkim dziedzictwem francuskich impresjonistów, a zwłaszcza od twórczego przemyślenia doświadczeń takich malarzy jak Cezanne, Bonnard czy Vuillard potrafił znaleźć wewnątrz tej żywej dlań tradycji własne miejsce, wnosząc do niego ściszone klimaty swego północnego światła, pewien słowiański liryzm i nostalgię oraz głęboko osobistą pasję szukania takiego malarstwa, które koncentrując się wokół jego czysto kolorystycznych walorów, nie gubiłoby jednocześnie elementarnej czułości wobec ludzkich spraw.

Malarska rzeczywistość Jerzego Skrebeca pełna jest zawsze jakiegoś wymownego milczenia, sekretnych współbrzmień, delikatnych szeptów zarówno wielotonalnej szarości jak i ciepłych, choć lekko przygaszonych blasków. Artysta zdaje się postępować tak, aby ostrożnością swego malarskiego gestu nie spłoszyć resztek ciszy zawierającej się w otaczającym go świecie. Owa dyskretna gra wyciszeniami stanowi dzisiaj jeden z jej najczytelniejszych walorów, tak bardzo kontrastujących z krzykliwymi poetykami ostentacyjnej nowoczesności.

Źródło: Malarstwo Jerzego Skrebeca: z kolekcji Antoniego Żabczyńskiego i Jana Kozłowskiego [styczeń 2013, Galeria Triada w Sopocie, Galeria w Dworku Sierakowskich w Sopocie; katalog finansowany przez Urząd Wojewódzki w Gdańsku i Urząd Miejski w Sopocie]. Oprac. A. Żabczyński, fot. W. Węgrzyn. Sopot: Galeria Triada, Galeria w Dworku Sierakowskich, 1995.

MIECZYSŁAW CZYCHOWSKI („Głos Wybrzeża” 1974):

Rzeczą najbardziej istotną dla Skrebca, wydaje się być w malarstwie proces uchwycenia intymności przeżycia, owego własnego, lirycznego „ja”. Jest to malarstwo impulsywne, pełne wewnętrznego ciepła. Świadczy o tym delikatność kolorystycznej gamy, bogatej, subtelnej – o niemal muzycznej tonacji. Wyraźna w malarstwie Skrebeca jest szczególna dbałość o nasycenie kolorem całej powierzchni obrazu. W obrazach tych rysunek jest ukryty, a jeśli się pojawia, to fragmentarycznie podkreślając element statycznej kompozycji. Do prac, które mi się najbardziej podobały zaliczyłbym „Siedzącą w bieli”.

Źródło: Malarstwo Jerzego Skrebeca: z kolekcji Antoniego Żabczyńskiego i Jana Kozłowskiego [styczeń 2013, Galeria Triada w Sopocie, Galeria w Dworku Sierakowskich w Sopocie; katalog finansowany przez Urząd Wojewódzki w Gdańsku i Urząd Miejski w Sopocie]. Oprac. A. Żabczyński, fot. W. Węgrzyn. Sopot: Galeria Triada, Galeria w Dworku Sierakowskich, 1995.

ROMUALD BUKOWSKI (Katalog wystawy – sierpień 1988):

„Malarstwo serdeczne, pogrążone w mgiełce, kameralne”

Siedzę w jego mieszkaniu na Zaspie. W odległym pokoju jego żona pisze coś na maszynie. On miesza kawę i raz po raz zagaduje do pary uroczych kotów. Myślę więc o czasie, który minął od chwili naszego poznania się. To było 36 lat temu. Młody podówczas autor, o bujnej, ciemnej czuprynie z pasją brał się do zawodu artysty. Nie miał wówczas ani tego mieszkania ani pracowni. Tułał się więc po pracowniach kolegów by z żarliwością i pasją uprawiać swój zawód. Minęły lata, dziś autor już posiwiały, siedzi na przeciwko, zaciąga się papierosem. W zasadzie nie zmienił on ani trybu życia ani sposobu pracy. Pewnie dzisiaj jest bardziej wyciszony i kontemplacyjny. Za nim długi okres pracy zawodowej ale jeszcze wiele przed nim. Rozmawiamy o wystawie. Chce pokazać prace powstałe w ostatnim okresie. Będą więc to kompozycje, martwe natury, pejzaże i wizerunki Gdańska. Będzie to zwykła normalna wystawa. Za dwa lata chce zrobić wystawę tematyczną, poświęconą właśnie Gdańskowi. Musi do niej się dobrze przygotować, nie lubi bowiem pracować doraźnie, na zamówienie. Na swe malarstwo musi on mieć czas, dużo czasu. Należy bowiem do grona malarzy prawdziwych. Jego obrazu nie da się opowiedzieć, to trzeba zobaczyć, poobcować z nim, zadumać się. Jego obrazy mają specyficzny klimat, są jakby owiane mgiełką, rozświetlone dziwnym, rozproszonym światłem. Głównym elementem jest tu kolor, ale kolor nie banalny, przetworzony w wyniku pracochłonnych zabiegów. Płótna są niewielkie. Jest to malarstwo kameralne. Wykonane w ciągu długiego przeżycia tematu, poszukiwań, przemyśleń. Autor nie robi niczego pod wpływem impulsu, wszystko to co zawierają jego płótna jest wynikiem całego procesu. Owszem robi notatki z natury, podgląda ją, rejestruje by później, już w pracowni na tyle rzecz przetworzyć by móc powiedzieć, że ten obraz jest jego własną wypowiedzią. Oto na sztalugach stoi płótno z zaczętym pejzażem morskim. Obszerne niebo a na dole skłębione fale. Obraz jest namalowany bez użycia błękitu. Obok pejzaż miejski, znane, potocznie rozpoznawane budynki tworzą panoramę. Ale koloryt ich jest jakiś inny, obraz jest rozświetlony dziwnym rozproszonym blaskiem i pogrążony we mgle. Myślę, że i ta specyficzna atmosfera pracowni sprzyja takiemu właśnie myśleniu. Zblendowane kalką techniczną okna dają miękkie, rozproszone światło. W około mnóstwo rozpoczętych prac, nowe krosna, zarysowane arkusze papieru, farby i flaszki z olejem i terpentyną wenecjańską. Ma się wrażenie, że autor działa tu bez pośpiechu i nerwowości, po prostu bawi się tą pracą. I chyba właśnie ta praca daje mu mnóstwo radości choć nie jest pozbawiona przecież wysiłku i rozczarowania. Na przestrzeni całego okresu naszej znajomości widzę go jako człowieka pogodnego ale także zadumanego, który ze spokojem wykonuje swój zawód- posłannictwo . chce by jego obrazy ukazały piękno świata, mówi, że każdy obraz powinien być piękny, ale właśnie piękny w sposób, który sam wybrał i uznał za prawdziwy. Indaguję go na tematy sztuki, chcę dowiedzieć się co myśli on o malarstwie. Ale autor nie daje się sprowokować, mówi że wobec sztuki bardziej wskazane jest milczenie.- „…Ja wypowiadam się za pomocą swego malarstwa.” Siedzimy więc w pracowni, za oknami płynie życie, przejeżdżają samochody, drepczą ludzie, a tu na tej mansardzie jesteśmy w innym świecie, w atmosferze nierealnego oddalenia od spraw przyziemnych i doraźnych. Patrzę więc na skromnego autora, nazywa się on Jerzy Skrebec, tak też sygnuje swoje prace, patrzę na niego i już wiem, że ta właśnie postawa pełna pogody i zadumy jednocześnie jest wynikiem wielu dni spędzonych właśnie w tej pracowni z tematem który go zafrapował.

Źródło: Malarstwo Jerzego Skrebeca: z kolekcji Antoniego Żabczyńskiego i Jana Kozłowskiego [styczeń 2013, Galeria Triada w Sopocie, Galeria w Dworku Sierakowskich w Sopocie; katalog finansowany przez Urząd Wojewódzki w Gdańsku i Urząd Miejski w Sopocie]. Oprac. A. Żabczyński, fot. W. Węgrzyn. Sopot: Galeria Triada, Galeria w Dworku Sierakowskich, 1995.

WYSTAWY:

Od 1959 roku miał 28 wystaw indywidualnych i i brał udział w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych.

  • 1995 rok – Malarstwo Jerzego Skrebeca z kolekcji Antoniego Żabczyńskiego i Jana Kozłowskiego
    - Galeria Triada w Sopocie
    - Galeria w Dworku Sierakowskich w Sopocie
  • 19 czerwca – 4 lipca 2008 rok – Malarstwo Jerzego Skrebeca z kolekcji Antoniego Żabczyńskiego , Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie (wystawa w Galerii Triada w Sopocie)

Dzieła