Artysta

Kubin, Alfred

Nieodmienna pokusa porównywania, odnajdywania genealogii, źrodeł inspiracji, wpływów, odziedziczonej, lub świadomie wybranej tradycji - oto zwyczajny i uprawniony proceder krytyki. Ostatecznie, nawet w przypadku artystów tak samowsobnych jak Alfred Kubin, metoda taka przynosi pewne rezultaty. Czym, jeśli nie głęboką inspiracją dla jego sztuki są "Caprichios" Goi? Owe, fenomenalnie racjonalne, a jednocześnie tak niepokojące, bo z pogranicza jawy i snu - sceny wyobraźni? Jeśli więc przywołamy Goyę za patrona, czemu nie poszukiwać jeszcze dalej i nie przypisać Kubinowi innego wielkiego przewodnika - Boscha? Te inspiracje dałyby się skatalogować, opisać i wyrazić w języku dyskursywnym. W wielu pracach Kubina odnaleźć przecież można zarówno demony Goi, jak potępieńców Boscha. Istnieje też niewątpliwie wspólny mianownik przywołanych zjawisk. Jest nią ciemna tonacja lęku, ów nastrój niepokoju, biorący swoje źródło w odczytaniu egzystencji nie jako pasterskiej sielanki, lecz dramatu pełnego cierpienia i niejasnych przeznaczeń. W takiej optyce, mimo wszelkich różnic - historycznych, estetycznych, czy nawet filozoficznych - artysta jest kontynuatorem tradycji. Używając nowych, własnych środków, dopisuje do wielkiej, już istniejącej Księgi, kolejne rozdziały. Jeśli jednak - idąc za wskazaniem Brunona Schulza - zauważymy, że uniwersalna Księga nie istnieje, że zamiast niej egzystują jedynie falsyfikaty, słowem że owa ciągłość, jakkolwiek rozumiana, należy bezpowrotnie do przeszłości, nasza sytuacja zmieni się diametralnie. Konteksty, genealogie, wypisy i przewodniki - choćby i były najlepsze - na niewiele się zdadzą. Stając wobec dzieła odczujemy niepokój, ponieważ w procesie odbioru, podobnie jak artysta w procesie tworzenia, doznamy przejmującej samotności. Taką właśnie sytuację ofiarowuje nam Alfred Kubin, jeden ze świadków stulecia, które jedni nazywają psychoanalitycznym, drudzy psychodelicznym, a jeszcze inni - zbrodniczym. Charakterystyczny jest fakt, że Kubin, opisując swoją drogę artysty, sięga przede wszystkim do własnej biografii, potraktowanej jako ciąg zdarzeń z życia duchowego. Indywidualizm, wędrówka w głąb własnej jaźni, wiwisekcyjna rejestracja przeżyć to - wedle wielu znawców zagadnienia - oznaka chorobliwego stanu ducha. Antoni Kępiński, jeden z największych autorytetów psychiatrii, włącza to świadectwo Kubina, jak również jego sztukę, w przestrzeń doświadczenia schizofrenii. Ze wspomnianej autobiografii ( zatytułowanej notabene "Mein Werk. Damonen und Nachtgeschichte") Kępiński cytuje - znamienny jego zdaniem - fragment. - "Zdarzyło mi się coś szczególnie niezwykłego i rozstrzygającego dla mojej psychiki, czego dzisiaj jeszcze dobrze nie rozumiem, aczkolwiek wiele o tym myślałem. Nagle całe otoczenie ukazało mi się jaśniejsze i ostrzejsze, jakby w innym świetle. W twarzach otaczających mnie osób spostrzegłem nagle coś dziwnie zwierzęco - ludzkiego. Wszystkie dźwięki stały się szczególnie obce, oderwane od swojej przyczyny. Rozbrzmiewała jakby drwiąca, zagrażająca wspólna mowa, której nie mogłem zrozumieć, lecz która taiła w sobie upiorne, wewnętrzne znaczenie. I nagle naszły mnie wizje czarno-białych obrazów, nie da się opisać, jakie bogactwo przedstawiło się mojej wyobraźni. Opuściłem szybko teatr, ponieważ muzyka i światła przeszkadzały mi i błądziłem bez celu ciemnymi ulicami, wciąż owładnięty, dosłownie zgwałcony przez ciemną siłę, która wyczarowywała przed moją duszą przedziwne zwierzęta, domy, krajobrazy, groteskowe i przerażające sytuacje." To właśnie przeżycie Kubina nazwał Kępiński "schizofrenicznym olśnieniem", które, niczym akt założycielski, stało się fundamentem plastycznych i literackich wizji artysty, określonych przez Kępińskiego jako - "dziwne, groźne i groteskowe." Zwierzęco - ludzkie twarze, domy, krajobrazy, przerażające sytuacje - wszystko to rzeczywiście powtarza się w rysunkach i grafikach Kubina z zadziwiającą konsekwencją. Również w powieści "Po tamtej stronie" obcujemy z identyczną, choć słowem wyrażoną wyobraźnią. Oto Klaus Patera, władca Państwa Snu, przybiera na oczach narratora wiele postaci niemal równocześnie. -"Miny ze zmiennością kameleona następowały po sobie nieprzerwanie, tysiąc, nie, sto tysięcy razy. Błyskawicznie było to kolejno oblicze młodzieńca, kobiety, dziecka, starca. Stawało się otyłe, chude, obrastało w indycze guzy, kurczyło się do znikomych rozmiarów, w następnym oka mgnieniu było odęte pychą, powiększało się, rozciągało, wyrażało szyderstwo, dobroduszność, złośliwą uciechę, nienawiść, okrywało się zmarszczkami i znów wygładzało jak opoka; niby jakaś niepojęta zagadka przyrody." Po chwili twarz Patery zaczęła przybierać maski zwierzęce - lwa, szakala, ogiera, ptaka, węża. - "Było to potworne - wyznaje narrator Kubin - chciałem krzyknąć i nie mogłem. Musiałem patrzeć w ohydne, krwiste i łajdacko - tchórzliwe mordy." Choroba jest dla Kępińskiego źródłem twórczości Kubina. Polski psychiatra inaczej jednak niż wielu jego poprzedników potraktował to zjawisko. Schizofreniczne doświadczenie nie jest tu bowiem zamknięciem, ograniczeniem, utratą głosu, lecz przeciwnie - otworzyło przed artystą niewiarygodnie bogaty świat doznań, w który, niczym Dürerowski jeździec - wkracza samotnie i nie bez melancholii. Jest oczywiście w opisie tego przypadku doza trzeźwego realizmu. Schizofrenia nie jest warunkiem koniecznym twórczości, podobnie jak bycie schizofrenikiem nie czyni z człowieka artysty. W przypadku Alfreda Kubina obie te linie zbiegły się jednak w pewnym, granicznym punkcie jego biografii i tamtej nocy, kiedy wybiegł z rozświetlonego teatru w ciemność ulic, tamtej więc nocy choroba duszy, sztuka i człowieczeństwo, stały się jednością. "Dosłownie zgwałcony przez ciemną siłę", tworzący pod przymusem dajmoniona, samotnik i podróżny innych, czasem strasznych światów, nie jest wszelako Kubin zjawiskiem jedynym w swojej epoce. Zbliżony typ wyobraźni, podobną nadwrażliwość, wreszcie zdolność do rejestracji dźwięków oderwanych od swojej naturalnej przyczyny, reprezentuje w swojej twórczości Franz Kafka. W "Procesie", "Zamku", czy "Ameryce", bohater powtarza podobną figurę: w samym centrum racjonalnego świata znajduje nieracjonalną oś wypadków, usiłuje więc rozpoznać i oswoić otaczającą ciemność, opisać jej zasadę. Reguły nigdy jednak nie zostaną rozpoznane, za podróż trzeba zapłacić cierpieniem, a finał dopisuje śmierć. Trudno używać w odniesieniu do takiej wizji pojęcia symbolu, czy alegorii. Paradoksalnie można ją nazwać głęboko realistyczną, jeśli przez realizm będziemy rozumieć umiejętność trafnej diagnozy postawionej światu. Kafka i Kubin nie pomylili się w swoich intuicjach. Dlatego warto może odwrócić sytuację i zamiast o chorobliwej duszy artystów, mówić o pękniętej duszy świata.

Paweł Huelle