Artysta

Dwurnik, Edward

Łukasz Gorczyca, Michał Kaczynski

"Kwiaty na patyku"

Halo, dzień dobry, Stasiak mówi. Panie Edziu kochany, ma pan jakiś obrazek ładny? Żona ma imieniny...

Rząd straganów wzdłuż cmentarnego muru, na każdym znicze, wieńce i kwiaty, kolorowe. I wśród tych straganów ustawił się też młody człowiek z obrazami na handel. A na obrazach kwiaty. Nieśmiertelniki. "Spokój wieczny, wieczne kwiaty!" krzyczy. - Kwiaty to muszą pachnieć, takich kwiatów namalowanych nikt nie potrzebuje! - naśmiewa się malowana baba spod cmentarza, co sprzedaje znicze zrobione ze słoików po dżemie. - Co nie pachną, co nie pachną?! Niech se powącha wkurza sie młody. Baba gapi się na niego jak na głupiego - No niech se powącha! - młody podtyka jej jeden obrazek pod nos. - Fuj, o Jezu, to śmierdzi pastą do podłogi, Boże, ale cuchnie - wrzeszczy baba i uskakuje. Ale duża jest i już nie tak sprawna jak kiedyś, więc niefortunnie wpada na swój stolik ze zniczami, przewala go, i znicze sypią sie na chodnik. - Jaka pasta?! Terpentyna kobieto, o! I po co sie śmiać na zapas, sztuka to poważna rzecz. Baba czerwona na twarzy podnosi się, otrzepuje fartuch z kurzu i drobin szkła. Łypie na młodego i nic nie mówi. Nienawidzi obrazów, nienawidzi sztuki i tych tam, młodych. Stasiak. Ciekawy charakter: cztery szklarnie pod Tłuszczem - gerberki, róże, goździki i tulipany. Miał mercedesa beczkę, białego. Jechał raz i mu sie wóz rozkraczył, łapał stopa, akurat Edward jechał, widzi człowiek przy drodze, macha, więc sie zatrzymał. - Zabierze mnie pan, wóz mi stanął... - Ale ja jade tylko do Tłuszcza. - Pasuje. - Niech pan wsiada. Do domu? - Nie nie, panie kochany, nie moge do domu, popiłem troche, Żona zobaczy, zła będzie! - To gdzie pana podrzucić? - Jedźmy do mnie na szklarnie, to tu, niedaleko, po drodze. Stasiak jestem. - Edward. - A pan w Tłuszczu mieszka? - Nie, ja z miasta jade. - Co, z Warszawy może? - Skąd pan wie. - No a skąd, jak nie z Warszawy. - No z Warszawy, rzeczywiście. - Strasznie pan załadowany, co pan tam wiezie na dachu? - Obrazy. - Obrazy2 To wszystko obrazy2 - Tak. - Panie, skąd pan ma tyle obrazów? - No, namalowałem... - Co pan, sam pan to namalować? E chyba nie... Znałem kiedyś takiego jednego. Też z Warszawy przyjechał, malować obrazy, proboszcz nasz z Tłuszcza zaprosił, do koocioła. Panie, wie pan, co sie działo... Zresztą, sam sobie winny, po co łaził po nocy za dziewczynami. Panie, żeby pan widział jak go zaprawili, to ja współczuje... Ale pan to mi nie wygląda na tego, no... ...malarza. - No, właśnie, malarza, artyste. - A na kogo wyglądam. - No nie wiem, ale nie na artyste... - Dlaczego? - Ee, panu dobrze z oczu patrzy... Po oczach od razu człowieka poznać. Ja wiem, co mówię, nigdy bym się nie dorobił, gdybym ludzi nie znał. - A ja naprawde jestem malarzem. - Tak? To co pan maluje? - No różnie, ostatnio kwiaty. - Kwiaty?! No co pan, przecież ja hoduje kwiaty, cztery szklarnie mam! Rozmawiając dojechali na szklarnie. Stasiak od razu, że koniecznie Edward musi wejść obejrzeć i w ogóle. Więc poszli. Skonczyło się na tym, że spędzili cały wieczór w gerberach pijąc gorącą wódkę, bo Stasiak trzymał zapasy w szklarni, żeby żona nie wywęszyła. A w szklarni wiadomo, cieplutko i parno. Potem spali w kwiatach Stasiak w białych, Edward w żółtych. Rano oglądali obrazy Edwarda. Co Stasiak miał do powiedzenia o obrazach Edwarda? Kwiaty, a konkretnie tulipany, to panie Edwardzie, jak rosną w szklarni, to nigdy tak nie wyglądają! Takie rozwinięte. Tak to one już w wazonie wyglądają, ale przecież w wazonie tak nie stoją. Jak ja bym takich tulipanów na targ nawiózł, to nikt by nie wziął. Kolory nawet ładne, żółtowate szczególnie, no ale te niebieskie niemożliwe, chyba barwione, chyba u Holendra. Obrazy są duże, ale kwiatki jakieś małe, no i te ociółki jakieś niebieskie, czemu to takie niebieskie pod spodem? Przypomina mi się, jak rok temu na zmarłych chłopy na targu się pokłócili, to jeden drugiemu do stawu cały wóz goździków wywalił, panie, co to był za widok. Ale u pana to one coś za równo pływają, nierzeczywiście jakoś, jakby w wodzie stały, jak fale takie równe są. Dziwne są te obrazy, czy mnie się one podobają? Jednak jakieś nierzeczywiste, gdyby one tak w wazonie ładnym stały, z dekoracją i w ogóle, wiązanka, wstążka jakaś, ładnie tak dobrać w różnych kolorach, no to by było co innego. Taki wazon to bym sobie nawet powiesił. A tak to ja nie wiem, no maluje pan te tulipany, bo to chyba najprościej, łodyżka jak patyk i taki kielich, o, o taki. A tego, takiego kwiatu z botanika, no egzotycznego, to już nie tak łatwo namalować. Pan to musi mieć jakiś powód, żeby tak malować, bo ja nie uwierze, że tylko pan tak te kwiaty maluje dla urody, bo przecież komu sie takie obrazy spodobają, takie straszne troche. A poza tym jakby uciete te obrazy, o tu na przykład ten kwiat sie w pół urywa i koniec obrazu - to nieładnie. A pan to może poucinać te obrazy co, może one inne były, a może pan ich w ogóle nie namalował, to może one wydrukowane są, z materiału, o tak, moja żona taką sukienke podobną ma w kwiaty, ładną nawet. Jak tak, to to nie w porządku jest, bo jakby pan sam namalował, to co innego, ale tak... Nie. I co pan sprzedaje te obrazy takie, wycięte takie, co? - Jakby pan, panie Edziu orkiestre namalował, taką co na moim weselu grała, czyli filharmonie, to to by było coś. - Orkiestre też malowałem, pewnie. - Naprawde??? Panie Edziu, to napijmy sie jeszcze! Tabela Stasiaka o tym, gdzie kwiaty wyglądają najpiekniej ~+-tak sobie, ++- urok, +++- pieknie~ I.p. kwiat w szklarni na obrazie Edwarda na sukience żony l. tulipan + +++ ~piekna barwa~ ++ 2. gerbera +++ nie prowadzi + (za smutne~ 3. goździk ++ ++ nie prowadzi 4. róża +++ ~owie?ooa~ + ~nierzeczywista~ +++ ~czerwona) Od tego czasu zdarzało się, że Stasiak telefonował do Edwarda. - Panie Edwardzie, no zakochałem się, no jakiś obrazek by sie przydał dla dziewczyny... Coo zamiast kwiatka.... - Hmm... myślę, że mam coś dla pana, niech pan do mnie wpadnie. Stasiak jest zdenerwowany, nie może usiedzieć w fotelu, Edward zrobił mu herbaty, ale się Stasiak wierci. Tego dnia pada deszcz, wokół stasiakowych butów utworzyły się wielkie kałuże. Edward spogląda niezadowolony na podłogę. - Panie Stasiak, no ja rozumiem, że można się zakochać, ale żeby tak naświnić mi w pracowni... - Panie Edziu kochany, ale czy pan sie kiedyś zakochał? A jak pan sie zakochał, to czy pan mógł wtedy obrazy malować? - No niech pan spojrzy, te z kwiatami na przykład, to właśnie jak się zakochałem malowałem. - To to są o miłości obrazy? -Też, przecież jak sie człowiek zakocha, to kwiaty daje. - Eee, panie Edziu, ja nigdy babie kwiatów nie daje, co to taki kwiat? Niech no pan jakieś inne obrazy pokaże. Edward podchodzi do ściany i wyciąga jeden z opartych o nic obrazów, odwraca i ustawia na wprost fotela, na którym siedzi Stasiak. - O widzi pan, ten co innego, faktycznie orkiestra, chociaż jakaś duża, ale od razu co innego. Jednak jak ludzie są na obrazie, to nawet jak stoją jak kwiaty to to jest inny walor, tak jakby się coś działo, jakby muzyka grała... - Eee, panie Stasiak, w kwiatach też jest przecież pełno muzyki, zresztą jak je maluje, to słucham muzyki. - Ale to pewnie z kaset, co? No właśnie, to co innego, od razu widać. Jednak człowiek to człowiek. Ten z filharmonią mnie sie podoba. Panie Edziu, po czemu ten obraz? - A dla kogo właściwie ma być ten obraz? - No mówiłem przecież, zakochałem się... - Jak to sie pan zakochał, przecież pan ma żone... - No co, pan, panie Edziu, a pan nie ma? - Mam. - No właśnie, każdy ma przecież żone. Nigdy sie pan nie zakochał? - Ale to już było dawno, no i potem pobraliśmy się. To pan dla żony ten obraz tak? - Nie no, panie Edziu, no co pan, mówię przecież, że się zakochałem; a pan jakoś tak nie rozumie. No zakochałem się, żona nic nie wie przecież, a ja chce tej no, dziewczynie, jakiś kulturowy prezent... - Kulturalny... - No właśnie, ten, kulturalny, żeby dziewczyna nie myślała sobie. Myśli pan panie Edziu, że obraz to będzie dobry? - No obraz to jest kulturalna rzecz, a nawet artystyczna - dobry obraz, ho ho... - I ja też tak sobie pomyślałem. Jeszcze jak się ramę da, bo pan tu widzę ma bez ram te wszystkie obrazy, ja to nawet widzę tę ramę, o, moge tu panu narysować, daj pan coś do pisania. Rysunek Stasiaka, jak powinna wyglądać rama do obrazu: - Ale dlaczego pan narysował owalną te ramę? - Jaką? - Owalną. - A. No, bo taka rama jest ładna. Aaaa, faktycznie, masz pan rację, orkiestra, to jest filharmonia, do owalnej się nie zmieści, a przycinać nie wypada... - A co, ten z kwiatami jakbym panu dał, to by pan przyciął? - Bo ten z kwiatami jest inny, kwiaty ze szklarni też sie przecież przycina, a z człowiekiem co innego... - Oj panie Stasiak, a ja myślę, że obraz to jest obraz i jak malarz namaluje, wszystko jedno co, to przycinaa nie można. - A wie pan co panie Edziu? Namyśliłem się, ma pan racje, kupię też dla żony taki obraz w ramie, ucieszy sie, a co... Panie Edziu, a jak pan chce te swoje obrazy sprzedawać, to jak, na targ pan jedzie? - Różnie, kiedyś dawno, to raz nawet pod cmentarzem sprzedawałem, ale teraz albo do mnie klienci przychodzą, albo do galerii daje. - Aha, do galerii. I tam kupują panowie? - No z tym kupowaniem to jest różnie, ale ja maluje dla sztuki, żeby malować, bo lubię, a nie tylko żeby sprzedawać. - Masz pan racje. Trzeba lubić swoją robotę. Opowieść Edwarda jak to bywa ze sprzedawaniem i kupowaniem obrazów w mieście, w galerii: - Kupilibyście te obrazy? Sprzedali komuś? - Nie wiem, może by się jakieś wnętrze znalazło, ale nie wiem, gdyby one były dziesięć lat temu malowane... ale teraz... - No, ale gdyby ktoś znany je namalował? - No to pewnie by się sprzedały. - Podobają ci się? - No ten mo?e bya, i ten, i ten. - A co ci przypominaj1? - Paznokcie. - Jak to paznokcie? - No pytasz, co mi przypominają, to mówie, paznokcie. Ten na przykład, o i ten bardzo mi paznokcie przypomina, takie pomalowane, czerwone paznokcie. - To chciałabyś te obrazy? - No, jako ozdoba. - Tylko jako ozdoba? - No, a jako co? - Do myślenia. - Do myślenia? A co, mam o paznokciach myśleć? - A ?eby ktoo je kupi3, to kto by to musiał namalować? - No Dominik mógłby to namalować. - To by się wtedy sprzedały? - No, mogłyby, bo jak ktoś kolekcjonuje Dominika to mógłby kupić. - No i kto jeszcze? - No, na przykład ten od cyferek, ten Opałka. Ale to by musiało być z lat sześćdziesiątych. - A jakby Dwurnik namalował? - Nie, bo jakby Dwurnik namalował, to by się nie sprzedało, bo Dwurnik co innego maluje. To mógłby być tylko ten Opałka. Ciepłe światło ogniska muska ich twarze, Stasiak trzyma długi kij, na który nadział dwie kiełbaski: - Naprawdę, panie Edziu, nie chce pan kiełbaski, tak pan bedzie na czczo pił? - A, niech tam, spróbuje, upiecze pan dla mnie jedną? - Upieke, upieke... a wie pan, myślałem ostatnio o tych pana obrazach. Już wcześniej chciałem zapytać, jak to jest z tym podobieństwem. Bo mi się zdaje, że pan to tak jakoś maluje, no nie wiem, szybko, czy co, ale takie to jakby niepodobne. - No przecież jak maluje kwiaty, to są podobne, przecież pan sam potrafi rozpoznać, co to za gatunek. - Niby tak, ale, no panie Edziu, nie o to mi chodzi, no pan przecież wie... Takie są, no niedokładne. - Panie Stasiak, chyba rozumiem, o co panu chodzi. Ja mam po prostu taki styl artystyczny. Gest taki mam. To się nazywa, że maluje ekspresyjnie. - A, szybko znaczy, jak ekspres, no to dobrze, to co innego. Ale na przykład ci ludzie z orkiestry, to też są u pana tacy w tym stylu... - No tak. - Ale po co panu ten styl, tylko żeby szybciej szła robota? A próbował pan kiedyś tych ludzi tak dokładnie namalować, żeby wszystkie szczegóły były? - Panie Stasiak, to są trudne sprawy. - Dużo pan już namalował tych obrazów? - No, ponad dwa i pół tysiąca... - To ile na dzien będzie? - Nie wiem, panie Stasiak, ja tak przecież nie licze, ale mnie pan męczy... Poza tym rysunki się robi, to są tysiące rysunków... Co z tą kiełbaską? - Piecze sie, oj, kapie już tłuszczyk. - Halo, czy zastałam pana Edwarda? A, to pan, tu Stasiakowa mówi. Czy nie ma może u państwa mojego męża? Bo nie ma go w domu, a już późno jest i powinien być. Nie wiem, gdzie jest. Myślałam, że może u pana jest, bo ostatnio tak często jeździł do pana... Przepraszam, że tak dzwonię, ale w ogóle to chciałam powiedzieć panu, że od czasu, gdy się panowie poznaliście, to mąż sie tak szczególnie zachowuje, no i dla mnie, i dla dzieciaków lepszy sie zrobił. Ja myślę, że pan to na niego tak wpłynął i z tymi obrazami. Wie pan, on mi ten obraz podarował od pana co go kupił, nigdy wcześniej w życiu mi kwiatów nawet nie dał, chociaż te szklarnie hoduje, ale to jest skąpiec, nawet mi kwiatka nie dał, a tu nagle o, cały obraz z kwiatami, taki gest, i muszę powiedzieć, że podoba mi sie bardzo ten obraz, taki jest trochę jakby o naszym życiu - my ciągle w tych kwiatach i z tych kwiatów żyjemy, no bardzo mi się podoba. Wie pan, nawet sąsiadki przyszły oglądać, żadna nie ma takiego obrazu serdecznego, żeby tyle na nim było kwiatów. Niby to proste, tak kwiaty w rzędach namalować, a jednak u nas nikt jeszcze takiego obrazu nie widział. Bo wie pan, ja panu powiem, mało sie u nas prostych rzeczy robi, wszystko takie skomplikowane, że człowiek się nie połapie. Dlatego ja myślę, że to wielkie szczęście, że mój mąż pana spotkał i mi nie jest przykro, że on tak czesto do pana chodzi, chociaż i ja sama jestem wielce ciekawa jak to u pana wygląda to wszystko, no jak pan te obrazy maluje. Mąż mi trochę opowiadał, ale to przecież nie to samo. Mówił, że pan nie tylko kwiaty maluje, że pan jest, jak to mówią, wszechstronny. Ale ja przepraszam rozgadałam sie, bo jestem panu wdzięczna bardzo, przepraszam, bo to już późna godzina, mąż widocznie na szklarnie pojechał, a ja panu niepotrzebnie głowę zawracam, bardzo przepraszam, a ten obraz bardzo mi się podoba, naprawdę mówię, niech pan nie słucha co inni mówią, złośliwi są ludzie, to dobrej nocy, tak, do widzenia. - Halo? Halo, kto mówi? To pan panie Stasiak? Skąd pan dzwoni, żona pana szuka... O tej porze, no co pan, ja już się kładę spać. Co? Co pan wyrabia, panie Stasiak... No dobrze, dobrze, niech pan przyjedzie... Stasiak jest zdenerwowany, nie zdjął kurtki, nie chciał usiąść, chodzi w kółko po pracowni i powtarza: - No taki jestem wkurzony, no, coś strasznego. Wkurzyłem się no kurcze, no, niech pan sobie wyobrazi, taki jestem wkurzony... - Spokojnie, panie Stasiak, niechże pan usiądzie i opowie co się stało. - Usiądzie, usiądzie, no taki jestem wkurzony... - Panie Stasiak, no niech pan już przestanie, zrobić panu drinka? Zrobię. Niech no pan wreszcie opowie co się stało... - Co się stało! A stało się, stało, że ona jest dziwka! - Kto? O czym pan w ogóle mówi, żona sie o pana denerwuje, szuka pana, dzwoniła tu do mnie... może do niej oddzwonimy, że się pan już znalazł... - Co? Jeszcze żona do tego dzwoniła, to już większe nieszczęście nie mogło się zdarzyć, ta dziwka, żona... - No co pan opowiada, jak tak można o żonie mówić? - Nie o żonie, mnie chodzi o to, żeby ona nic sie nie dowiedziała o tej dziwce. - Dobra, napij się pan, usiądź i powiedz, o co w końcu chodzi. - Pamięta pan, jak opowiadałem, że się zakochałem, co obrazy kupowałem? - Faktycznie, przypominam sobie... - No właonie! Ona, ta dziwka! Wie pan, no co za zawód. Sama mieszka, no normalnie młoda dziewczyna, ani z matką, ani z ojcem, nawet nie z bratem, sama! No dziwka normalnie się okazało. - Panie Stasiak, głupoty pan opowiada, to przecież zwyczajna sprawa, że młodzi teraz sami mieszkają. -Ja tam swoje wiem, porządna dziewczyna albo z rodzicami mieszka, albo z mężem! - No dobra, a poza tym, że sama mieszka, to ma pan inne przesłanki, aby na nią tak brzydko mówić? - Ale co pan, panie Edwardzie? To przecież się rozumie samo, ech, tak to jest z kobietami. - Dał pan jej ten mój obraz? - A dałem cholera, nie tylko ten obraz niestety... dziwka. - Spodobał jej się? - Chyba tak, powiedziała, że się na sztuce nie wyznaje. Ach, nie warto było... panie Edziu, niech no pan jeszcze poleje. Jezu, ale mi smutno jest... Wie pan, ja sobie teraz tak pomyślałem, że te kwiaty na pana obrazach to są nagrobne kwiaty. Bo przecież najwięcej kwiatów to się daje na cmentarz. Ja to z obserwacji wiem, więcej ludzie dają kwiatów na groby niż na kobiety, na imieniny i takie tam różne... I mają rację! Ja sprzedaje kwiaty to wiem, zawsze przed zmarłymi najwięcej schodzi, o, tyle panu powiem. Smutne są te pana obrazy... Zresztą sam pan panie Edziu mówił przecież, że kiedyś te obrazy pod cmentarzem sprzedawał... - Oj, widzę, że pan już w grobowe klimaty wpada. Pokaże panu coś na pocieszenie. Zobacz panie Stasiak, co mi tu w katalogu malarstwa zrobili. - No co, ładna książka, kolorowe obrazy, ładna. - Ale zobacz pan, co mi tutaj powypisywali, jakie historie... I tabele jakieś wstawili... A o sztuce ani słowa! - No rzeczywiście, panie Edziu i jak to tak, i to na zamówienie tak napisali? Pan na to pozwala tak? Kto za to teraz zapłaci? - Nie, to już nawet nie o to chodzi, to grosze, tylko ja tak, dla zasady mówię... - A, chyba że tak.