Artysta

Duszeńko, Marcin

MARCIN DUSZEŃKO (ur. 1958 rok; zm. 2 I 2000 roku)

Urodzony w 1958 r. w Gdańsku. Syn Urszuli Ruhnke-Duszeńko (malarka i pedagog ASP w Gdańsku w latach 1952-1971) i prof. Franciszka Duszeńki. W latach 1977-1983 studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku, na Wydziale Malarstwa i Grafiki. W 1983 roku uzyskał dyplom ukończenia studiów w pracowni profesora Jerzego Zabłockiego. Od roku 1983 pracował w PWSSP w Gdańsku, dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych. Najpierw jako asystent a później adiunkt w pracowni malarstwa prof. Włodzimierza Łajminga. Zajmował się malarstwem, rysunkiem, grafiką i fotografią. Podróżował m.in. do Wenecji (Stypendium rządu włoskiego), Helsinek (wymiana kulturalna), Paryża, Londynu, Amsterdamu. Mieszkał w Sopocie. Zmarł w 2 stycznia 2000 roku w Sopocie po ciężkiej chorobie. Pochowany został w rodzinnym grobie w Gdańsku na Srebrzysku.

WYSTAWY:

Wystawy indywidualne:

  • 1984 rok – Malarstwo, Galeria Dyplomantów w Gdańsku
  • 1987 rok – Malarstwo, Galeria M w Gdańsku
  • 1987 rok – Rysunek, Galeria Punkt w Gdańsku
  • 1988 rok – Malarstwo, Galeria Brama w Warszawie
  • 1993 rok – Malarstwo, rysunek i fotografia, Galeria El w Elblągu
  • 1998 rok – Galeria Kinski w Sopocie

Udział w wystawach zbiorowych w kraju:

  • 1983 rok – Dyplom , Kraków
  • 1983 rok – Grafika Roku, Gdańsk (wyróżnienie)
  • 1984 rok – Grafika Roku, Gdańsk
  • 1985 rok – Grafika Marynistyczna, Gdańsk
  • 1985 rok – Tczewska Wiosna Plastyczna, Tczew
  • 1985 rok – Mezzotinta – grafika, Sopot
  • 1986 rok – Festiwal Malarstwa Polskiego , Szczecin
  • 1987 rok – Poezja w sztuce, Bydgoszcz
  • 1989 rok – Krytycy o nas – malarstwo , Sopot
  • 1990 rok – I Triennale Sztuki Gdańskiej, Sopot (wyróżnienie)
  • 1995 rok – Wystawa zbiorowa , Fundacja im. W. Markowskiego

Udział w wystawach zbiorowych za granicą:

  • 1985 rok – Grafika Marynistyczna, Turku (Finlandia)
  • 1986 rok – Malarze Gdańscy, Bonn (Niemcy)
  • 1987 rok – Malarstwo , Bergen (Holandia)
  • 1993 rok – Wystawa zbiorowa , Galeria Burst (Niemcy)

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA:

  • 1983 rok – Wyróżnienie za Grafikę Roku w Gdańsku
  • Stypendium rządu włoskiego, pobyt w Wenecji (Włochy)
  • Pobyt w Helsinkach (Finlandia) w ramach wymiany kulturalnej

ANNA KAJTANOWSKA (klasa IV A r.1977):

Nasza klasa – humanistyczna, rocznik 1973 gdańskiej „Jedynki”… Przed oczami przesuwają się znajome twarze. Niektóre wyraźne, inne już przesłonięte lekką mgiełką niepamięci, jeszcze inne doskonale znane w starszej o dwadzieścia lat wersji. Wśród nich – Marcin.

Jaki wyłania się z naszych wspomnień? Wielka masa niesfornych i jasnych włosów, której zawdzięczał szalenie trafne, przyznajmy przezwisko „Łysy” i zwężone w kpiarskim uśmiechu oczy. Niebieskie? Raczej szare. Tak, na pewno szare z iskierkami wiecznego śmiechu. I ręce – wyjątkowo ruchliwe, wiecznie zajęte ręce Marcina, rysującego coś gorączkowo na każdym dostępnym skrawku papieru i niekoniecznie papieru; składające nieskończoną liczbę samolocików, szybujących potem w stronę piszczących dziewczyn.

Marcin jako obiekt krytycznych uwag prof. Chudzińskiej, która z właściwym dla umysłów ścisłych brakiem zrozumienia dla swobody artystycznej wizji, bez entuzjazmu przyjmowała skreśloną naprędce szaloną abstrakcję, zamiast złożonego z odmierzonych cyrklem i ekierką figur geometrycznych, projektu posadzki.

Istnieje opinia, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. W przypadku Marcina – nic bardziej błędnego! Nasza klasa bardzo szybko oceniła i doceniła jego talent. Nie lada bowiem talentu potrzeba, aby ówczesną chlubę architektoniczną miasta, na której w 1971 r. robotnicy wybrzeża wywiesili historyczne hasło „Pomożemy”, namalować około dziesięciu razy tak, żeby każdy „autor” zasłużył na łaskawe „w tym coś jest” prof. Pielaka.

Jaki był? Miał niepowtarzalny sposób oglądania rzeczywistości, który bezbłędnie wyłapywał każdą głupotę, fałsz, niedoskonałość. Wrzucał je w tryby bezlitosnej kpiny, drwił i ośmieszał niemiłosiernie. Swoimi żartami przywracał właściwe proporcje naszym ówczesnym problemom. Tam gdzie pojawił się Marcin, zupełnie nie było miejsca na zmartwienie, utyskiwania, żale. Te jego zwężone oczy, ten kpiarski uśmiech – rozsądnie było dołożyć starań, aby nawet mimowolnie nie stać się obiektem jego drwiny.

Od zawsze dla wszystkich nas było jasne, że to, co będzie robił w przyszłości, związane będzie z malarstwem. Ci, którzy mieli okazję oglądać jego prace, już dawno potwierdzili trafność naszego rozumowania. Dla kontaktujących się z nim sporadycznie, wystawa jego prac stanie się swoistym odkryciem. Czy w tym, co zobaczą, rozpoznają tego uśmiechniętego chłopaka z dawnej humanistycznej? Czy uda im się odgadnąć co skrywał jego kpiący uśmiech? Czy w jego artystycznych wizjach odgadną znak – „oko” puszczone z tamtej, wydaje się tak nieodległej przeszłości, Marcinowe porozumiewawcze spojrzenie rzucone wtajemniczonym..

Będzie nam Ciebie brakowało, Marcinie!

Źródło: Marcin Duszeńko. Malarstwo, grafika, rysunek, fotografia (11 – 28 stycznia 2001, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie) . Red. I. Makówka. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, [2001]. ISBN 83-88210-12-2.

MACIEJ ŚWIESZEWSKI (Gdańsk 06.12.2000):

Jakże trudno jest napisać słowa do katalogu przyjaciela, który już odszedł. Śmierć brutalnie odebrała go światu, zostawiając w środku drogi wiele jego nowych prac i idei. Być może wraz z upływem czasu stałyby się one zaczątkiem kolejnych realizacji, dających świadectwo jego niepospolitej duszy i talentu. Świat artystów jest jak tajemniczy ogród, pośród którego rosną czasami piękne kwiaty, i takim właśnie kwiatem, niezrozumianym przez wielu był Marcin. Żył sztuką – malarstwem, muzyką, filozofią, filmem. W obcowaniu z pracami Marcina – w pracowni, galeriach, doświadcza się czegoś wyjątkowego – zaskoczenia, zadziwienia, potrzeby dłuższej refleksji. Malarstwo jego jest sztuką syntezy, świadectwem odrzucenia tego co zbędne, wydobywania metaforycznego bogactwa ludzkiej egzystencji i nadawania tym metaforom cech zgoła fizycznych.


Fascynacja przemijaniem od pewnego momentu staje się najistotniejszym tematem zmagań Duszeńki. Zainteresowanie zagadką umierania, odchodzenia na drugą stronę, rozwija w nim dążność do poznania wyrazu twarzy człowieka tuż przed śmiercią. Idąc tropem wskazówek księcia Myszkina z „Idioty” Dostojewskiego, wykonuje serię autoportretów – niezwykłych studiów nad wyrazem śmiertelnego przestrachu. Wykorzystując współczesną technikę (wykonanie w oparciu o kserokopię) nawiązuje w sposób niespotykany i nieudawany do wielkiej tradycji malarstwa europejskiego, które od zarania zajmuje się problemami eschatologicznymi. Obrazy te – diagramy, autoportrety, przedstawiają dla mnie w sposób wstrząsający zastygły rejestr etapów tego, co nieuniknione, niewiadome, a wszechobecne w każdej istocie żyjącej. U artysty ten moment zrodzony z autopsji – bólu i buntu, przeczucia i wiedzy, staje się dziełem – rejestrem niezwykle sugestywnym.


Od dłuższego czasu fotograficzne autoportrety ukazują go jako człowieka zawieszonego między światem realnym a widmem, między życiem, a przekroczeniem progu nieśmiertelności. W ostatnich miesiącach, zwyciężony przez chorobę, powraca po seriach rysunków i obrazów będących artystycznym wyrazem wewnętrznej przemiany, do fotografii. Tym razem jest to już niemy zachwyt nad naturą, jej barwą i nieuchwytnością. Z kawałka kwiatu tworzy poprzez tylko sobie znane zabiegi techniczne – poematy o cudowności i pięknie świata. W obliczu osobistej destrukcji, którą wyczuwa i doświadcza, po próbach buntu odwraca się od osaczającej przyszłości – akceptuje nieuchronność przemijania i oddaje się zachwytowi nad tym, co w naturze jest cudowne i niepowtarzalne.


Dziś, po prawie roku, kiedy patrzę na dorobek Marcina, widzę w nim ogromną wielowarstwowość tworzenia. Dostrzegam: fascynację kolorem i materią malarską, rysunek pojęty raz w sposób czysto linearny, bądź przeciwnie – fakturowy, malarstwo abstrakcyjne o niezwykłej wrażliwości estetycznej, jak i fotografie poruszające swoją wymową symboliczną, czy też urzekające ze względu na zadumę nad przyrodą. Wreszcie obrazy ostatnie – głowy o wielkim ładunku egzystencjonalno-emocjonalnym, budzące poprzez swą treść i warstwę malarską wręcz przerażenie.


Wszystko to ukazuje Marcina jako człowieka uprawiającego równolegle wiele wątków plastycznych – artysty, który zaczynał odnajdywać siebie poprzez wielorakość doświadczeń i eksperymentów plastycznych. Był bardzo związany z uczelnią i pracą ze studentami. Być może był człowiekiem zbyt skromnym, pracował niejako na uboczu, rozkochany w wielkim malarstwie. Nie szukał rozgłosu, do którego miał sceptyczny stosunek. Nieobce mu były zwątpienia dotyczące tak własnej twórczości, jak i widzenia świata u innych.


Niejednokrotnie rozmawialiśmy o sztuce, przyszłości malarstwa i roli tradycji, często niszczonej w naszym kraju. Jak mało kto zdawał sobie sprawę z faktu, że naród który został odcięty od własnej przeszłości, posiada znacznie mniejszą wolność wyboru i działania, od tych narodów, które zdolne są do umieszczenia swego dorobku w dziejach sztuki. Marcin Duszeńko, mimo młodego wieku w momencie śmierci, jawi się jako artysta dojrzały i głęboko myślący. Być może ostatnie lata życia wpłynęły głębiej na jego interpretację rzeczywistości – wszędzie w jego pracach odczuwamy ekspresyjny stosunek do przemijania i kruchości życia. Czyż prawdziwa sztuka nie dotyka tych właśnie problemów i czyż niejednokrotnie właśnie ludzie, których czas tak boleśnie doświadczył, nie stworzyli dzieł o nieprzemijającej wartości?


Ostatni raz, kiedy widziałem Marcina, rozmawiałem z nim o podróżach. Dzielił się ze mną swymi marzeniami, aby zobaczyć egzotyczne dalekie kultury, tak bardzo też chciał jeszcze ujrzeć w oryginale dzieła mistrzów. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej, na parę dni przed śmiercią, wyjawił mi, że zrozumiał wreszcie istotę prawdy i fałszu zarówno w sztuce jak, i w życiu.

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą; być może mają w zakamarkach swojej duszy, czy pracowni takie perły, które dopiero po ich odejściu będziemy mogli zobaczyć i wówczas zdać sobie sprawę, kogo naprawdę utraciliśmy.

Źródło: Marcin Duszeńko. Malarstwo, grafika, rysunek, fotografia (11 – 28 stycznia 2001, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie) . Red. I. Makówka. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, [2001]. ISBN 83-88210-12-2.

WŁODZIMIERZ ŁAJMING:

Twórczość Marcina Duszeńki znam od dawna. Nie tylko dlatego, że przez siedemnaście lat wspólnie pracowaliśmy w gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Kiedy teraz przychodzi mi pisać o jego artystycznych dokonaniach, nasuwają mi się spostrzeżenia natury bardziej ogólnej. Jego prace zawsze oglądałem z dużym zainteresowaniem. Wydaje mi się, że przyczyną tego jest niezwykła szczerość wypowiedzi, wyczuwalna w jego pracach. Tę właśnie jego cechę u malarzy szczególnie cenię. W czasach pełnych bezdusznych, suchych i wyrachowanych postaw, twórczość Marcina jest jak „łyk świeżej wody”. Nasuwają mi się tu słowa Stanisława Ignacego Witkiewicza: „Dzieło sztuki musi powstać z samych najistotniejszych bebechów indywiduum”. Marcin swój dramat malarski wypowiadał w różnych technikach, takich jak malarstwo, grafika, rysunek, relief czy fotografia. Kiedy myślę o jego dziełach, jestem niemal pewien, że ten młody artysta doznał jakiegoś objawienia. Świadczy o tym wyraźnie stale powtarzające się piętno, występujące we wszystkich jego pracach. Objawienie jest jedyną rzeczą, której nie można malarza pozbawić. Marcin patrzył na świat uważnie, ze skupieniem, z dozą spokojnej zadumy. Pozwoliło to mu osiągnąć w pracach warstwę autentycznej refleksji. Wyczuwam w tym malarstwie swoisty zachwyt nad zjawiskiem natury. Wyraźnie potęgował on jego zapał twórczy. „Umiejętność przekazywania zachwytu nad światem, to źródło i kwintesencja twórczości artystycznej” – mawiał mój mistrz, Juliusz Studnicki. Kiedy dokonuję w myślach porównania – pierwszych malarskich prób młodego studenta i ostatnich płócien, rysunków czy fotografii Marcina, myślę o drodze, jaką pokonał, by osiągnąć pełną dojrzałość jako artysta. W końcowym etapie twórczości osiągnął absolutnie własny język plastyczny, gdzie napięcia wynikające z zestawienia kolorów rodzą prawdziwy dramat wypowiedzi. Specyfika jego wizji malarskiej polega moim zdaniem na intuicyjnym wypracowaniu własnej formuły kompozycyjnej. W ostatnich latach rysunek stał się dla Marcina ważną formą przekazu. W tej technice poruszał się z wielką swobodą. Ponadto wydaje mi się, że odpowiadała mu kondensacja wypowiedzi poczyniona ascetyczną kreską. Kiedy zostałem zaproszony na spotkanie ze studentami z mojej pracowni, poświęcone pamięci Marcina, uświadomiłem sobie, jak wielka więź wytworzyła się między nimi i z jak wieloma problemami i sprawami zwracali się do niego.

Źródło: Marcin Duszeńko. Malarstwo, grafika, rysunek, fotografia (11 – 28 stycznia 2001, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie) . Red. I. Makówka. Sopot: Państwowa Galeria Sztuki, [2001]. ISBN 83-88210-12-2.

JERZY KAMROWSKI:

Kolega i przyjaciel widzi twórczość Marcina jako bardzo indywidualną, obficie czerpiącą z tradycji koloryzmu. Niezwykle konsekwentny w poszukiwaniach. We wszechogarniającej sztukę wolności potrafił bardzo wyraziście zarysować własne granice. Sens plastyczny swoich obrazów budował na napięciu istniejącym pomiędzy abstrakcyjną formą a realnym widokiem, kiedy kilka plam koloru położonych z nieomylnym wyczuciem pulsuje zmiennością form i przedstawia sedno obrazu, dodając dziełu intrygującej tajemniczości. Zbitki i nawarstwienia, znaczone plamami amorficznych nacieków, mające w jego pracach określone miejsce i sens, mówią o rozczarowaniu i niespełnieniu, zawiedzionych nadziejach i tęsknocie do tego, co nieosiągalne, skazane na nieuniknioną niewystarczalność. W spięciach i olśnieniach precyzyjnie konstruował system odzwierciedlający stare transcendentalia, wśród wahań i wątpliwości sklejał nieustannie rozpadające się formy, by w procesie ich dezintegracji i scalania doszukać się własnych reguł, przydających dziełu intrygującej tajemniczości.

Źródło: Golec Józef. Sopocki album biograficzny. Cieszyn: Offsetdruk i Media, 2008. ISBN 978-83-60431-07-8.

Dzieła