Artysta

Ciesiulewicz, Tadeusz

TADEUSZ CIESIULEWICZ (ur. 17 XI 1936 roku; zm. 5 V 1997 roku)

Urodzony w 17 XI 1936 r. w Wilnie. W 1945 roku przyjechał wraz z rodzina do Gdańska. Ukończył Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni Orłowie w klasie prof. Zdzisława Kałądkiewicza. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku w pracowniach prof. Janusza Studnickiego oraz prof. Hanny Żóławskiej. Dyplom uzyskał w 1963 roku na Wydziale Malarstwa Sztalugowego. Przez 18 lat uczył w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni Orłowie. Zajmował się malarstwem, grafiką i ceramiką. Był również twórcą plakatów, w tym o tematyce sopockiej oraz ilustracji książkowych. Od 1968 roku Członek Związku Polskich Artystów Plastyków, a w latach 1977-1980 wiceprezes Okręgu Gdańskiego ZPAP. Na przełomie lat 80 i 90 zasiadał Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Współzałożyciel i długoletni członek Towarzystwa Przyjaciół Sopotu. Mieszkał przy ul. Obrońców Westerplatte w Sopocie.  Zmarł 5 V 1997 roku. Został pochowany na cmentarzu komunalnym w Sopocie.

Prace Tadeusza Ciesiulewicza znajdują się m.in. w zbiorach Ministerstwa Kultury i Sztuki, Ministerstwa Obrony Narodowej, w Muzeach Narodowych w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, w Centralnym Muzeum Morskim w Gdańsku, w muzeach w Chorzowie, Kaliszu, Krakowie, Słupsku, na Majdanku w Sztutowie koło Lublina, w Muzeum Plakatu w Wilanowie, w Muzeum Miasta Gdańska, w Urzędzie Miasta w Sopocie i w innych miastach Polski, w Międzynarodowej Galerii Malarstwa Współczesnego w Pieszczanach (Słowacja), w zbiorach Sztuki Współczesnej w Hanoi (Wietnam), West Chester University w Pensylwanii (USA), w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą (Szwajcaria, Wielka Brytania, Szwecja, Dania, Holandia, Finlandia, Austria, Niemcy, Rosja, Hiszpania, Kanada, USA, Australia, Syria, Japonia, Francja, Włochy).

WYSTAWY:

Wystawy indywidualne:

  • 1965 rok – Galeria BWA w Gdyni
  • 1967 rok – Galeria ZPAP Sień Gdańska w Gdańsku
  • 1969 rok – Galeria BWA w Białymstoku
  • 1969 rok – Galeria BWA w Lublinie
  • 1970 rok – Galeria Arkady w Krakowie
  • 1972 rok – Galeria Kordegarda w Warszawie
  • 1972 rok – Galeria BWA w Koszalinie
  • 1977 rok – Galeria BWA w Gdyni (wraz z żoną i córką)
  • 1977 rok – Gallery Place d’Youville w Montrealu (Kanada)
  • 1981 rok – D.B.Weldon Gallery University of Western Ontario w Londynie (Wielka Brytania)
  • 1978 rok – Galeria Sztuki Art w Gdańsku
  • 1978 rok – Galeria Zapiecek P.P. Desa w Warszawie
  • 1981 rok – Atelier Mensch w Hamburgu (Niemcy)
  • 1982 rok – Mannheimer Abendakademie w Mannheim (Niemcy)
  • 1982 rok – Dehnberger Hof Theater, Lauf koło Norymbergii (Niemcy)
  • 1983 rok – Altstadtcafe w Schwabach (Niemcy)
  • 1983 rok – Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Gdańsku
  • 1986 rok – Galeria ’85 w Gdańsku
  • marzec 1989 rok – Malarstwo, BWA w Białymstoku
  • kwiecień 1989 rok – Malarstwo, BWA we Wrocławiu
  • maj 1989 rok – Malarstwo, Wojewódzkie Centrum Kultury i Sztuki Zamek Książ, Wałbrzych

Artysta uczestniczył w ponad 200 zbiorowych wystawach sztuki w Polsce i za granicą. Uczestnik wielu plenerów malarskich w Polsce i za granicą m.in. plenerów w Białowieży

Udział w wystawach zbiorowych w kraju:

  • 1984, 1985, 1986, 1987, 1988 rok – Międzynarodowe Targi Sztuki Interart , Poznań
  • 1986 rok – I Ogólnopolska Wystawa Malarstwa i Grafiki Członków ZPAMiG, Galeria Zachęta w Warszawie
  • 1986 rok – XIII Festiwal Współczesnego Malarstwa Polskiego , Szczecin
  • 1988 rok – XIV Festiwal Współczesnego Malarstwa Polskiego , Szczecin
  • 1988 rok – II Wystawa Malarstwa i Grafiki Artystów Środowiska Warszawskiego , Galeria Zachęta w Warszawie
  • 1988 rok – I Biennale Małych Form Malarskich , Toruń
  • 1988 rok – Galeriada , Sopot

Udział w wystawach zbiorowych za granicą:

  • 1964 rok – Sztuka Polska
    - Budapeszt (Węgry)
    - Praga (Czechosłowacja)
  • 1965 rok – Sztuka Polska
    - Sofia (Bułgaria)
    - Bukareszt (Rumunia)
    - Belgrad (Jugosławia)
  • 1966 rok – Cykl wystaw w Ośrodkach Kultury Polskiej
    - Bratysława (Czechosłowacja)
    - Praga (Czechosłowacja)
    - Berlin (Niemcy)
  • 1969 rok – Malarstwo Gdańskie , Kalmar (Szwecja)
  • 1968 rok – Polskie malarstwo marynistyczne
    - Plymouth (Wielka Brytania)
    - Edynburg (Szkocja)
    - Aberdeen (Szkocja)
  • 1971 rok – Przeciw wojnie , Karlovy Vary (Czechosłowacja)
  • 1972 rok – Wojna i pokój, Berlin (Niemcy)
  • 1973 rok – Malarstwo polskie , Montreal (Kanada)
  • 1974 rok – Grafika Wybrzeża, Turku (Finlandia)
  • 1974 rok – Wystawa 18 grafików polskich, Malmö (Szwecja)
  • 1974 rok – Wystawa 6 malarzy polskich , Hanower (Niemcy)
  • 1975 rok – Współczesne malarstwo i grafika z Gdańska, Lipsk (Niemcy)
  • 1975 rok – Aukcja malarstwa polskiego, Paryż (Francja)
  • 1976 rok – XI Międzynarodowa Wystawa Sztuki, Monte Carlo (Monte Carlo)
  • 1976, 1980 rok – Biennale Krajów Nadbałtyckich Ars Baltica, Visby (Szwecja)
  • 1977 rok – Wystawa w Miller-Youst Galerie, Montreal (Kanada)
  • 1977, 1979, 1981 rok – Międzynarodowe Biennale Plakatu, Lahti (Finlandia)
  • 1979 rok – Artyści gdańscy, Leningrad (ZSRR)
  • 1979 rok – Dziecko w malarstwie polskim , Nakskov, Kopenhaga (Dania)
  • 1979 rok – Malarstwo, rzeźba i grafika z Gdańska, Mannheim, Frankenthal (Niemcy)
  • 1980 rok – Sztuka Gdańska , Brema (Niemcy)
  • 1983 rok – Współczesna Sztuka Polska , Stuttgart, Mannheim, Heidelberg (Niemcy)
  • 1983 rok - Malarstwo i grafika środowiska gdańskiego , Londyn (Wielka Brytania)
  • 1985 rok – Sztuka Gdańska, Leningrad (ZSRR)
  • 1985 rok – Artyści gdańscy w Paryżu, Paryż (Francja)
  • 1985 rok – Sztuka Polska, Lahti (Finlandia)
  • 1986 rok – Polish Posters , West Chester University (USA)
  • 1986 rok – Międzynarodowa Wystawa Sztuki , Hanoi (Wietnam)
  • 1987 rok – Targi Sztuki, Wiedeń (Austria)
  • 1988 rok – Targi Sztuki, Breda (Holandia)
  • 1988 rok – Targi Sztuki, Brema (Niemcy)
  • 1988 rok – Targi Sztuki, Madryt (Hiszpania)
  • 1988 rok – Targi Sztuki, Sztokholm (Szwecja)

ALINA AFANASJEW:

„Milczący pogrzeb”

Tadeusz Ciesiulewicz był obecny w życiu artystycznym kraju. Traktował swoją misję – a była nią uprawiana sztuka – bardzo serio, co kontrastowało ze sposobem Jego życia: jakby demonstracyjnie, programowo „celebrowanego” – nie na serio. Takim złożonym, niejednoznacznym człowiekiem i artystą był i pozostał do kwietnia 1997 roku… „Pytałem morza i przepaści i pełzających w nich żywych istot o niezgłębioną tajemnicę, jaką jest Bóg – i tę tajemnicę, jaką jest człowiek. Ludzka dusza. Odpowiedziały: Szukaj ponad nami.”
Tadeusz zostawił nam swoją sztukę – przesłanie, klucz do siebie, do swojego serca. Jest obecny.
Przedstawiamy wyjątki z krakowskiego katalogu Wystawy Malarstwa Tadeusza Ciesiulewicza z marca 1970 roku. Miał wtedy 33 lata. Co malował? Nazwy, jakie nadawał obrazom mówią: Pokój Justyny II, Milczenie, Dyptyk – Ten którego już nie ma, Niobe czerwona, Niobe niebieska, Pacem in terris, Tryptyk – Ludzie, Tryptyk – Protest, Obraz dla Anny, Obraz XII, Obraz XIII, Macierzyństwo I, Macierzyństwo II, Rozmowa, Portret podwójny mniszki z Arbanassi, Jabłony Justyny I, Jabłony Justyny II.
Miał już wówczas poważny dorobek: Tkanina, Ceramika, Szkło – Warszawa 1965, XX – lecie PRL w Twórczości Plastycznej – Warszawa 1965, Ogólnopolska Wystawa Młodego Malarstwa – Sopot 1965, IV Festiwal Polskiego Malarstwa Współczesnego – Szczecin 1966, Porównania 3 – Sopot 1969, Przeciw wojnie – Lublin 1969, III Jesienne Konfrontacje – Rzeszów 1969, Sztuka Polska – Bukareszt, Praga 1964, Sofia, Belgrad – 1965; Udział w wystawach: Berlin, Praga – 1966, Plymouth, Edynburg, Aberdeen, Glasgow – 1968; wystawy indywidualne: Gdynia – 1965, Gdańsk – 1967, Białystok – 1969, Lublin – 1969.
Oto jak Ciesiulewicza – malarza, ceramika, grafika widział Jerzy Afanasjew (wyjątek z katalogu omawianej wystawy malarstwa):
bogactwo plam otaczających, starannie transponowanych w bioarchitekturę obrazu. I choć odcinają się one od bezosobowości mikroświata, którym zafascynowani bywają twórcy – on obserwuje świat szerzej, spoiściej – świat ludzi widzianych przez ludzi. Widzenie nasycone tętnem relacji, zatrzymujące wykrzykniki, usta otwarte, lecz zamknięte barwą bezruchu wiecznego. I chwilami dysonans zaskoczenia kolorystycznego, przerzucenia pomostu pomiędzy różnymi widzeniami jak pomost architekta – szyderczy, tworzący nową dramaturgię, nowe znaczenie.
Nie jest to świat bierny. Jest obszar burzliwy barw niepokojących, rojący się od karykatur cywilizacji, degradujący malarskie symbole, jak teatr który ogarniają płomienie.
Odrzucenie rozgrywek estetycznych wysuwa się tu na plan pierwszy, na korzyść zainteresowania się kolorem, jego wewnętrznym znaczeniem, jako organicznym tworzywem malarskiej myśli. I wciąż poszukiwanie nowego wymiaru, aktu zrozumienia, głębi kontaktu obrazu z widzem (…)
Jest to malarstwo bogate – nasączone emocjami własnych przeżyć… Bardzo ludzkie, a to chyba posiada coraz większe znaczenie.

Sopot, listopad 1969, Jerzy Afanasjew

Był człowiekiem autentycznym, w całej złożoności tego człowieczeństwa. A człowiek współczesnej cywilizacji zagrożony jest chorobą powierzchowności, niebezpieczeństwem spłycenia. Sztuka Tadzia, wbrew niektórym opiniom – nie była powierzchowna. Była to sztuka pełna radości życia, zachwytu nad światem, radości istnienia. I w tym wyrażała się autentyczna głębia Jego sztuki. Głębia, która „wyzwala serce i umysł człowieka.”
Tadzio był sobą. Nie naśladował nikogo i pod niczyją sztukę się nie podszywał. Składał każdym swoim obrazem dowód na to, że był artystą wolnym.
Ech, Tadziu…

Źródło: Afanasjew Alina. Milczący pogrzeb. Gazeta Miasta Sopot 1997, nr 20, s. 9.

EWA MOSKALÓWNA (rozmowa):

- Jak to się stało, że Pan, wilnianin z urodzenia, tak świetnie poczuł się w Sopocie? Co stanowi dla Pana o uroku tak dziwnego kurortu?

Sopot pokochałem od pierwszego wejrzenia, jak dziewczynę. I miłość ta trwa do tej pory. Ale to już jest uczucie człowieka dojrzałego, który przyzwyczaił się do pewnych mankamentów obiektu miłości, wcześniej nie zauważanych. Im bardziej się starzeję, tym bardziej mnie ciągnie na Wschód, na nasze kresy. Tu zaczyna mi brakować drewnianej chałupy, cebulki cerkiewnej, melodii słowa i zapachu nasłonecznionej łąki. Znalazłem te zapachy i wrażenia niedawno w Bohonikach, koło meczetu polskich Tatarów… I jakoś tak dalej kocham, ale widzę pewne wady. Oczywiście to tylko moje – sopocianina z wyboru - sentymentalne rozterki. Inni mogą tego nie widzieć. Koledzy ze Wschodu mówią na mnie – „skaszubiały wilniuk z sercem kresowym”.
A dlaczego ta miłość? I to mimo że – na pozór – Wilna i Sopotu nie łączy prawie nic? Sopot to w innym stylu, przez pijanych architektów zbudowane domeczki wiecznych wakacji z ganeczkami, pasterkami, wykuszami. Ale owo miasteczko wiecznych wakacji ma wspólne z rodzinnym moim Wilnem to, co nazywam „ludzkimi proporcjami”. Tam człowiek się czuje dobrze.

- Czy przyznaje się Pan do związków z nadrealizmem?

Przyznaję się, ponieważ wydaje mi się, że każdy ma swój rodowód. I powinien mieć. Podejrzany jest ten, który go nie ma. Natomiast nie trzeba się obrażać za jakieś mimowolne podobieństwa, które znienacka się biorą. Przykład: dawno temu namalowałem autoportret w błazeńskiej czapce. A po paru latach przeglądając album malarstwa Hieronima Boscha zobaczyłem identyczną błazeńską czapkę. To było zdumiewające! Jak Boga kocham, wcześniej tego nie oglądałem. To jest zbliżone myślenie. Przeżyłem szok – nawet dzwoneczki były te same.
A z nadrealistów mam ulubionego artystę, do którego się przyznaję. To stosunkowo mało znany Magritte. Wydaje mi się, że właśnie on posiadł pewien zmyślny dowcip malarski, a zarazem symboliczne przesłanie. Myślę, że w nadrealizmie właśnie to dowcipne niedopowiedzenie powinno być.

- Kim jest „Sopocka Muza” z cyklu Pana obrazów? Niewiele chyba ma wspólnego z mitologią grecką, raczej z bywalczynią Spatifu…

No i zgadła pani. Zawsze kochałem dobre jedzenie w dobrym towarzystwie, piękne kobiety w pięknym otoczeniu. To tyle, na razie, bo żona przy mnie siedzi.

- Cykl „Welcome to Poland” ukazuje artystyczną wyprzedaż wartości i przemieniania ich w tandetę. Ma Pan chyba marne zdanie o naszej cywilizacji?

Pani znowu chce, żebym rozpiął następny guzik przy koszuli. Tak, naturalnie.
Natomiast część tego cyklu pierwszy raz pokazałem w Kanadzie i po wystawie w Galerii Uniwersyteckiej w London (Ontario) ukazała się recenzja w prasie anglojęzycznej, zatytułowana „Ciesiulewicz pokazuje tragiczny idealizm”. Tam ktoś pierwszy raz powiedział (w 78 r.), że mój cykl „Welcome to Poland” ma oparcie w naszych aktualnych stosunkach społeczno-gospodarczych. I do tej pory ciągnę ten cykl, który ma aktualne podteksty, mniej lub bardziej czytelne.

- Jak to się stało, że przestał Pan bywać? Nie widać Pana w Spatifie, nie chodzi Pan na wernisaże do Ziarkiewicza.

Pani Ewo, nie chciałbym się zgrywać na przesadnie delikatnego człowieka, bo po prostu nie byłoby to w dobrym style – przynajmniej według naszych pojęć. Jeśli gdzieś nie chodzę, to dlatego, że nie mam ochoty tam bywać, mniejsza o przyczyny.
Do Spatifu natomiast z wielką ochotą, od czasu do czasu wstępuję. Tym bardziej, że dostałem złotą kartę wstępu, jako VIP (czyli weteran życia towarzysko-artystycznego). To świadectwo pewnej kultury, że ludzie obejmujący klub o tym pomyśleli. A prowadzą to bardzo przyjemnie. Jest tam masa młodych ludzi, artystowska miła atmosfera, dobra domowa kuchnia. No i człowieka zaczyna wspominać dawne czasy. Klub ten jest w dalszym ciągu dla nas – celowo nie mówię: nam – potrzebny. A poza tym, po staremu. Lubimy kolacyjki – zapraszać i bywać. I tak mi się wydaje, że spotkania towarzyskie są coraz bardziej, u nas, potrzebne.

- Zupełnie się z Panem zgadzam, nie po raz pierwszy zresztą.

Źródło: Moskalówna Ewa. Ciągle miłość… Gazeta Miasta Sopot 1994, nr 24, s. 10.

JERZY KAMROWSKI:

„Niespokojny i niepokorny”

Dzisiaj miałby 63 lata. Urodził się 17 listopada 1936 roku w Wilnie. Zmarł 5 maja 1997 roku w Sopocie. Tadeusz Ciesiulewicz – duch niepokorny, malarz Sopotu i… pięknych kobiet.

Jako dziewięciolatek przybył na Wybrzeże wraz z matką, ojcem i siostrą. Zamieszkali we Wrzeszczu: Wajdeloty, Grażyny, Lelewela to – zamieszkałe przez takich jak oni repatriantów ze Wschodu – ulice jego dzieciństwa.
W latach 1952-57 uczęszczał do Liceum Sztuk Plastycznych w Orłowie, gdzie zgłębiał tajniki liternictwa i reklamy. Ławkę w szkole dzielił z Wiesławem Markowskim, też wychodźcą, tyle że ze Lwowa – późniejszym, niestety już nieżyjącym, malarzem Wielkiej Tajemnicy, jednym z najciekawszych talentów plastycznych, jakie po wojnie objawiły się na Wybrzeżu.
Studia w zakresie malarstwa i projektowania użytkowego pod kierunkiem profesorów Juliusza Studnickiego i Hanny Żuławskiej ukończył w 1963 roku w Państwowej Wyższej szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Jego kolegami na roku dyplomowym byli, między innymi, Andrzej Nowacki, bardzo interesujący malarz bydgoski, dzisiaj już też w krainie cieni, oraz Aniela Kita i Jan Góra, oboje profesorujący obecnie w Katedrze Malarstwa, Rysunku i rzeźby Politechniki Gdańskiej. W czasie studiów uważany za jednego ze zdolniejszych studentów, laureat nagród i stypendiów artystycznych, pracowicie smarował płótna zawiesistym, kapistowskim, fioletowo-szmaragdowym bigosem – jego niekłamanym mistrzem był Juliusz Stadnicki, o którym powiadał, że „Nauczył mnie wszystkiego, a nawet wiązania krawatu”.
W tym miejscu myślę, należałoby przypomnieć, że ten okres to dosyć trudny czas dla Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Nawykła do sukcesów w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych „szkoła sopocka” znalazła się pod koniec dekady w niełatwej sytuacji, kiedy miejscowa metoda kojarzenia lekko stępionego postimpresjonizmu z akademickim niby-realizmem przestała być metodą owocną, brakowało zaś miejscowych tradycji nowatorskich czy awangardowych. W takiej sytuacji przyjazd na Wybrzeże Piotra Potworowskiego przyniósł szczęśliwą inspirację – dał bowiem mistrz Piotr przykład, jak pozostając postimpresjonistą, wejść w obszar różnorodnych doświadczeń kubizmu, abstrakcji geometrycznej czy informelu.
Juliusz Studnicki wkrótce wyjechał do Warszawy, nastały nowe porządki, a wraz z nimi nowi studenci zyskali miano studentów wybitnych i wybijających się ponad przeciętność. Tadeusz Ciesiulewicz, ostatni dyplomant Studnickiego na Wybrzeżu, choć bardzo na to liczył, nie dostał etatu na uczelni. I mocno go to zabolało. Zwłaszcza że w 1965 roku powołany na przeszkolenie wojskowe do Rembertowa, musiał się rozstać z rodziną i malutką córeczką Justyną – późniejszą malarką.
Trzeba bowiem tu wspomnieć, że już wtedy zdążył się ożenić z młodszą koleżanką z orłowskiego liceum i studiów w PWSSP, Hanną Walentynowicz – córką znanego muzyka, prof. Władysława Walentynowicza, w latach 1951-1952 rektora sopockiej Państwowej Szkoły Muzycznej. W Rembertowie, miast ćwiczyć musztrę i strzelanie, malował dla miejscowej jednostki wojskowej Mieszka I wraz z wojami – zbliżało się wszak milenium 1966 roku – a że potrzebne pędzle i farby wraz z nieodzownym w pracy twórczej natchnieniem miał w domu, nic więc dziwnego, iż częściej bywał w Sopocie niż w koszarach.
Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych to okres fascynacji ceramiką – próbował wszak tego tworzywa już w trakcie studiów w pracowni Hanny Żuławskiej – a to przecież z jej nazwiskiem łączy się najbujniejszy rozwój sopockiej sztuki ognia i gliny, nieodłącznie związany z Kadynami, gdzie pod kierunkiem pani profesor pracowali studenci i wychowankowie gdańskiej uczelni.
Nie posiadając własnego warsztatu – zwłaszcza pieca – Tadeusz Ciesiulewicz współpracuje z Janiną Karczewską, Stanisławem Koniecznym, Edwardem Roguszczakiem. Jego ceramika z tamtych lat to, jak się wydaje, bardzo typowe dla ówczesnych kadyńskich plenerów, dosyć odległe od tradycyjnego garncarstwa rozczłonkowane formy rzeźbiarskie, takie „niby naczynia – niby zwierzęta” o kształtach wywiedzionych, jak można sądzić, z tradycji zamierzchłych kultur, czasami kręgów helleńskich cywilizacji, czy też prymitywnych ludów gładzących kamienie. Pierwotny charakter owym tworom nadaje ostentacyjnie podkreślona oporność tworzywa, nieregularne nacieki szkliwa, wielokrotnie nawarstwiane polewy przy niezwykle wyrafinowanej kolorystyce.
Od 1973 do 1991 roku Tadeusz Ciesiulewicz pracował w macierzystym Liceum Sztuk Plastycznych w Orłowie, skąd odszedł wskutek, hmm… tak zwanego trudnego charakteru – poszło o brak zgody dyrekcji na plenerowy wyjazd.
Na lata siedemdziesiąte przypada współpraca malarza z Wydawnictwem Morskim, gdzie projektował okładki do serii bardzo wówczas poczytnych kryminałów „z konikiem morskim” i książek podróżniczych „z żaglowcem”. Projekty okładek i plakatów przygotowywał także dla Krajowej Agencji Wydawniczej w Gdańsku.
Małe akwarelki z muszelką, ptaszkiem, listkiem, jabłuszkiem, robaczkiem czy różą malował serdecznie, na gorąco, specjalnie dla przyjaciół, czcząc w ten sposób ich uroczyste chwile, wernisaże, imieniny, rocznice, jubileusze. Całą ścianę zapełnioną tego rodzaju twórczością widziałem swego czasu we wrzeszczańskim domu malarza i społecznika Romualda Bukowskiego, sporo w salonie serdecznego przyjaciela Ciesiulewicza, jego kolegi ze szkolnej ławy, fotografika Władysława Niedzielki.
Tadeusz Ciesiulewicz – we wczesnym okresie twórczości pilny uczeń kapistów, szukający harmonii, właściwego koloru, tego jedynego tonu, miejsca, gdzie go położyć, sposobu, jak otoczyć, wyjawić, podbić – na początku lat siedemdziesiątych zbuntował się przeciwko swoim mistrzom i autorytetom, począł dogłębnie oczyszczać swoje malarstwo z wszelkich nalotów tak zwanego sopockiego koloryzmu.
W zbiorach Hanny Walentynowicz-Ciesiulewiczowej zachował się pejzaż, malowany na plenerze w Białowieży w 1972 roku. Górne partie tego obrazu kuszą, mamią i czarują postimpresjonistyczną manierą – rozrywa je gładko, czystym kolorem malowana część środkowa. W ten sposób objawił się, wręcz symbolicznie, Ciesiulewicz, jakiego powszechnie znamy, balansujący między tym, co oryginalne, a tym, co banalne – był w tej swojej nowej postawie artystycznej nieodrodnym synem pop-artu – kierunku, który, jak żaden inny, pozwolił artystom zająć się kiczem – docenić jego rozrywkowo-estetyczne walory, akceptować zniewalającą przyjemność, płynącą z cichego porozumienia i uczestnictwa w uspokajającym, łagodnym i słodkim, rozcieńczającym oryginalność „złym guście”. Nie oszukujmy się, humorystyczny dystans nie powinien nas łudzić, wszak kicz tkwi w głębi każdego z nas. Sarkazm i ironia w owej świadomie zapożyczonej poetyce nader dosłownie parodiuje w obrazach Ciesiulewicza akademickość sopockiej szkoły.
Sprowadza się to do kompozycyjnej oraz kolorystycznej przewrotności w bardzo dekoracyjnych, wręcz plakatowych treściach, czego efekt ostateczny bywa absurdalnie, nieodparcie śmieszny, ukazując najbardziej popularne w środkach masowego przekazu klisze ikonograficzne i udowadniając, jak coraz bardziej są natrętne i coraz ściślej sprowadzone do określonego, zawężonego repertuaru schematów.
Zauważmy jak owocuje to zamiłowanie do form płaskich, świadomie pozorujących głębie, jak grają owe puste, zastygłe formy, bezczasowy chłód „wylizanej” faktury i „gorąca” kolorystyka.
Ich namiętna agresywność zaprawiona jest autoironią i groteską. Zarówno figury, jak i przedmioty są tu jedynie rekwizytami. Rodzi je, odrealniona wyobraźnią, naiwnie „perwersyjna” erotyka, zakotwiczając wizję w przestrzeni – nieprzestrzeni, w raczej wyśnionym niż zobaczonym „nierealnym” pejzażu Gdańska czy Sopotu, będącym przedmiotem nieustannych cytatów i aluzji. Oto świat zbanalizowany i ostrzyżony do obowiązujących stereotypów.
Zauważmy, że dzieło Ciesiulewicza możemy odbierać jako akcję przeciwko tandecie kultury masowej, jako akt protestu przeciwko kalkom i duchowemu ubóstwu. Cóż, wszak to głos beneficjenta kultury masowej, ale i jej chłodnego rejestratora, który kpiąc w sobie z tak zwanego świata sztuki, z jego snobizmami i rytuałami, umiejętnie wykorzystuje rządzące nim reguły gry.
Przypomnijmy więc na koniec, że prace Tadeusza Ciesiulewicza znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, w Gdańsku i Szczecinie, a także w kolekcjach muzeów w Chorzowie, Kaliszu, Krakowie, Słupsku, w Centralnym Muzeum Morskim w Gdańsku, Ministerstwie Kultury i Sztuki w Warszawie, w sopockim Ratuszu i u wielu prywatnych kolekcjonerów, z niżej podpisanym włącznie.

Źródło: Kamrowski Jerzy. Niespokojny i niepokorny. Rocznik Sopocki 1998/1999 , tom II, s. 190-194.